Leon zdawał sobie jednak sprawę, że nie może przyjąć tych pieniędzy, ponieważ nie należały do niego.
– Tobie zawsze chodzi tylko o pieniądze. Myślisz, że posiadanie pieniędzy czyni cię kimś wielkim? Już ci mówiłam, że lubię Leona. Nie wyjdę za nikogo innego, tylko za niego! Nie ma mowy, żebym pozwoliła wam nas rozdzielić, chyba że po moim trupie! – odparowała Iris.
Dorastając, nigdy nie zaznała ojcowskiej miłości, odkąd odeszła jej matka. Ilekroć potrzebowała go najbardziej, ojciec po prostu ją zbywał, dając jej pieniądze. Już dawno doszło do punktu, w którym miała go serdecznie dość!
– Dobrze, rób jak chcesz! Idę teraz znaleźć twojego dziadka!
Twarz Gilberta pociemniała z gniewu; odwrócił się na pięcie, by wyjść.
Przez lata dystans między ojcem a córką się pogłębiał, a ich relacje pogarszały się z każdym rokiem.
Teraz, gdy córka była dorosła, miała własną firmę i karierę, nie mógł jej kontrolować, nawet gdyby chciał.
Jedyną osobą w rodzinie, która mogłaby wpłynąć na zmianę decyzji jego córki, był prawdopodobnie stary człowiek.
Iris patrzyła, jak Gilbert i Daisy znikają jej z oczu, po czym z kwaśną miną usiadła z powrotem na kanapie.
Leon otworzył usta, by pocieszyć Iris, ale nigdy nie był dobry w słowach, więc nie wiedział, co powiedzieć.
Dłuższą chwilę później nastrój Iris stopniowo się uspokoił.
– Przepraszam cię, Leon. Powiedziałam to wszystko tylko po to, żeby wkurzyć tatę i Daisy. Nie miałam zamiaru używać cię jako tarczy. Mam nadzieję, że nie masz mi tego za złe – powiedziała przepraszającym tonem Iris.
– Wiem... i nie mam... – odparł Leon stanowczo.
Iris była najstarszą panienką z rodu Youngów, w przeciwieństwie do takiego rozwodnika jak on.
Był również powszechnie znany jako nic niewarte zero, które nie ma rodziców ani żadnych perspektyw życiowych.
Przepaść między nimi była jak różnica między niebem a ziemią.
Nigdy nie miał nadziei, że Iris polubi go naprawdę, i był prawie pewien, że nie powinien oczekiwać od niej niczego nierealistycznego.
– Pójdę najpierw wziąć prysznic... – Leon milczał przez chwilę, po czym w pośpiechu opuścił salon.
Po wzięciu prysznica Leon przebrał się w wysokiej klasy ubrania, które kupiła mu Iris, a jego postać natychmiast nabrała znacznie większej świeżości niż wcześniej. Nastąpiła też ogromna, niemal kilkukrotna poprawa w jego prezencji.
Oczy Iris instynktownie rozbłysły, gdy ponownie spojrzała na Leona.
Jak mówi przysłowie: szata zdobi człowieka.
Wygląd Leona sam w sobie nie był zły, więc garnitur, który miał na sobie, sprawił, że wyglądał bardziej elegancko, niemal jak gruby ryba w biznesie czy dominujący prezes.
Ogólnie rzecz biorąc, wygląd Leona wpisywał się w kategorię atrakcyjnych. Może nie wyróżniał się zbytnio na pierwszy rzut oka, ale z każdym kolejnym spojrzeniem wydawał się przystojniejszy i posiadał unikalny, męski urok.
W tym momencie niania, Jenny, przygotowywała lunch w kuchni po powrocie z krótkich zakupów.
Iris wyprowadziła się z domu rodzinnego i mieszkała sama, odkąd ukończyła uniwersytet.
Zamiast przebywać w willi zupełnie sama, zatrudniła nianię o imieniu Jenny, by ta opiekowała się domem.
Po lunchu Iris zapytała:
– Leon, mój dziadek wie, że uratowałeś mnie zeszłej nocy i chce cię zobaczyć. Czy pasuje ci to teraz?
– Jasne.
Leon skinął głową i wyszedł razem z Iris.
...
Posiadłość Youngów była dużą, typową rezydencją w starym stylu, położoną pośrodku ogrodu.
W głównej sali Leon podążał za Iris i spotkał Seniora Younga – głowę rodu Youngów.
Siedemdziesięciokilkuletni Senior Young siedział na głównym miejscu w sali. Wydawał się mieć bardzo łagodne usposobienie, ale jednocześnie posiadał spokojną i nieco obojętną aurę elity, która przez lata pozostawała wybitną postacią.
Zdrowie Seniora Younga pogarszało się w ciągu ostatnich dwóch lat, czego przyczyną był prawdopodobnie jego podeszły wiek. Z dnia na dzień było coraz gorzej.
Zdecydował więc usunąć się w cień i przekazać zarządzanie sprawami firmy swojemu synowi, Gilbertowi.
Mimo to pozostawał patriarchą i duchowym filarem Youngów.
Dopóki żył, fundamenty rodu Youngów miały pozostać trwałymi, niezachwianymi i twardymi jak skała!
