Oprócz Seniora Younga, w sali siedzieli obok niego także Gilbert i Daisy.
Gilbert nadal posyłał Leonowi chłodne spojrzenia, jako że incydent w willi pozostawił w nim bardzo negatywne wrażenie.
W przeciwieństwie do niego, Senior Young był przyjazny, a nawet polecił służącym nalać herbaty i wody dla Leona, nie okazując cienia pogardy czy lekceważenia.
– Pozwól, że przedstawię ci Leona, dziadku. To on uratował mnie zeszłej nocy... – Iris opowiedziała całą historię.
– Dziękuję ci bardzo za uratowanie życia mojej wnuczce, Leonie. Zawsze będziemy pamiętać o twojej życzliwości! Wierzymy, że czyjaś łaska, nieważne jak mała, powinna być zawsze odwzajemniona. Powiedz mi teraz, czy jest coś, czego byś pragnął? Nasza rodzina zrobi wszystko, by spełnić twoje życzenia – powiedział Senior Young z serdecznym uśmiechem.
– Dziękuję, ale niczego nie chcę – odpowiedział Leon, kręcąc głową.
Leon uratował Iris z czystego poczucia sprawiedliwości i nigdy nie oczekiwał niczego w zamian. Co więcej, Iris pomogła mu już odzyskać godność, rozprawiając się w jego imieniu z Brodym w Urzędzie Stanu Cywilnego. W jego mniemaniu byli już kwita.
– Jesteś pewien? Przemyśl to dokładnie. Jeśli przegapisz tę okazję, nie będziesz mógł z niej skorzystać ponownie... – W oczach Seniora Younga błysnęła nuta surowości, gdy odstawiał filiżankę.
Nie był pewien, czy Leon autentycznie niczego nie chciał w zamian, czy też próbował wykorzystać sytuację, by powiązać się z ich rodziną.
– Jestem pewien. Naprawdę niczego nie chcę – upierał się Leon, kręcąc głową. Właśnie miał powiedzieć coś jeszcze, gdy zauważył coś osobliwego na twarzy Seniora Younga.
Nie mógł mieć pewności, czy to złudzenie, ale dostrzegł słabą, szarobiałą aurę między brwiami Seniora Younga oraz zielono-fioletowe zabarwienie w kącikach jego ust.
W ciągu kilku sekund nieznane wspomnienie zalało umysł Leona. Szara aura na czole oznaczała życie zagrożone śmiercią, podczas gdy zielono-fioletowe zabarwienie ust wskazywało na poważną chorobę.
Oszołomiony tym wspomnieniem, Leon wrócił do rzeczywistości. Wyglądało na to, że jest to rodzaj odziedziczonej pamięci pozostawionej przez jego przodka poprzedniej nocy, choć nie miał czasu w pełni jej zgłębić.
Jednak wspomnienie to wyryło się głęboko w jego umyśle i teraz wypłynęło na powierzchnię jako ostrzeżenie w odpowiednim momencie.
– Dlaczego wyglądasz na nieobecnego, Leon? – Iris natychmiast wyczuła, że coś jest nie tak, i trąciła go w ramię.
– Seniorze Young, między pana brwiami widoczna jest szara poświata, a kąciki ust mają fioletowe zabarwienie. To sugeruje, że pana zdrowie jest w niebezpieczeństwie... – wypalił Leon.
– Co?! – Słowa Leona uderzyły jak bomba, wprawiając Iris i pozostałych w osłupienie.
Senior Young aż zakrztusił się herbatą, którą popijał, i wypluł ją.
– Czy możesz okazać choć odrobinę szczerości, dzieciaku? Mój ojciec uprzejmie cię tu zaprosił, a pierwszą rzeczą, którą robisz, jest wróżenie mu śmierci! Próbujesz nas sprowokować? – ryknął Gilbert, uderzając pięściami w stół, po czym wstał.
Twarz Seniora Younga również stała się ponura. Podejrzewał Leona o odrzucenie ich oferty w celu uzyskania czegoś więcej, a teraz wydawało się, że jego podejrzenia się potwierdzają. Leon zdawał się grać w jakąś grę, choć nie potrafili rozszyfrować jego motywów.
W jednej chwili wszelka sympatia, jaką Senior Young darzył Leona, całkowicie zniknęła.
– Co w ciebie wstąpiło, Leon? Mój dziadek jest całkowicie zdrowy. Jakie bzdury wygadujesz? – Iris spojrzała na Leona z niezadowoleniem.
– Ja... mogłem się pomylić. Przepraszam, nie chciałem... – Twarz Leona poczerwieniała i natychmiast przeprosił, w duchu karcąc się za bezmyślność.
– W porządku. To mogło być po prostu nieporozumienie – wyraz twarzy Seniora Younga nieco złagodniał, ale jego opinia o Leonie mocno ucierpiała.
Gdyby Leon nie uratował życia Iris, starszy pan kazałby komuś wyrzucić go w tej samej chwili.
Właśnie wtedy w korytarzu rozległ się odgłos pospiesznych kroków i do sali wpadła gosposia.
– Wielki Święty Lekarz, Graham Elliot, jest tutaj...
– Wpuść go – odpowiedział szybko Senior Young.
W ciągu minuty do środka wszedł siwowłosy mężczyzna po sześćdziesiątce lub siedemdziesiątce wraz ze swoim asystentem.
– Grahamie, proszę, usiądź! – przywitał go Senior Young, a kilka osób w pokoju zwróciło się do niego z szacunkiem i uprzejmością.
Graham Elliot był cenionym autorytetem medycznym w Springfield City, znanym z mistrzostwa zarówno w medycynie konwencjonalnej, jak i alternatywnej. Jego wiedza z zakresu medycyny i leczenia uciskiem punktów zapewniła mu tytuł Świętego Lekarza oraz przydomek Króla Punktów Witalnych!
