Związani krwią i wanilią

Związani krwią i wanilią

Autor: Aeliana Moreau

Chłosta i napaść seksualna
Autor: Aeliana Moreau
3 sie 2026
Perspektywa dziewczyny Słabe, migoczące światło w lochu rzucało długie, potworne cienie na wilgotną kamienną podłogę. Zimna wilgoć kapała z sufitu, a powolne, rytmiczne kap-kap-kap odbijało się echem w ciężkiej ciszy. Braddock stał w progu, a na jego twarzy malował się sadystyczny, zły uśmiech. Moje serce tłukło się o żebra jak uwięziony ptak. Kiedy zaciągnęli mnie do tej ciemnej jamy, wiedziałam, że nie ma stąd ucieczki. Teraz, widząc go, rozpaczliwie próbowałam zwinąć się w sobie, wciskając połamane ciało w cienie, próbując stać się tak małą, jak to tylko możliwe. Zamknęłam oczy i modliłam się do Bogini Księżyca. Modliłam się, żeby był zbyt pijany, by mnie zauważyć, zbyt odurzony, by zadawać mi więcej bólu. Chciałam, żeby po prostu zemdlał i zostawił mnie w spokoju. Moje nadzieje prysły natychmiast. "Gdzie jesteś, moja mała dziwko" - drwił Braddock. Jego szorstki, skrzekliwy głos złośliwie rozniósł się po mrocznych kątach celi. "Znalazłem cię." Zrobił krok do przodu, a w jego dłoniach zadzwoniły ciężkie, żelazne klucze. Odpiął moje kajdany ostrym, zgrzytliwym szarpnięciem. Zanim w ogóle zdążyłam wziąć oddech, by krzyknąć, chwycił mnie za ramię i rzucił o zimną, kamienną ścianę. Siła uderzenia wybiła mi powietrze z płuc, a z mojego gardła wyrwał się ostry okrzyk bólu. Opadłam na podłogę, łapiąc oddech, gdy świat zawirował. Nie wahał się. Jego ciężki but wbił się w moje żebra, potem w brzuch, kopiąc moje zmasakrowane ciało bez litości. Wiłam się na brudnej podłodze, krzycząc, gdy ciosy spadały na moją podrażnioną skórę, zostawiając kolejne siniaki. Następnie przygwoździł mnie do ziemi. Ostrym szarpnięciem zdarł ze mnie resztki ubrań, zostawiając mnie nagą i drżącą na zamarzniętej ziemi. Wcisnął kolana między moje uda, rozpychając je szeroko. Rozpiął spodnie, wyciągnął swojego grubego, twardego kutasa i wepchnął go prosto w moją pochwę. Ból rozdarł moją dolną część ciała. Krzyczałam, drapiąc palcami ziemię, podczas gdy on wbijał się we mnie raz za razem z brutalną, potężną siłą. Stękał, używając mojego złamanego ciała, by zaspokoić swoje chore pragnienia, ignorując moje łzy i nieme błagania. Kiedy w końcu skończył, wyciągnął ze mnie swojego mokrego fiuta, zostawiając mnie krwawiącą i rozbitą, i splunął na ziemię. Jego okrucieństwo bynajmniej się nie skończyło. Chwycił mnie za posiniaczone nadgarstki i pociągnął moje bezwładne, krwawiące ciało na środek podłogi lochu. Szorstki kamień zarysował moje nagie plecy, zostawiając świeże krwawe ślady. Podciągnął moje ręce, rozciągając obolałe stawy do granic wytrzymałości, i przykuł moje dłonie wysoko nad głową do ciężkiego, żelaznego pierścienia w suficie. Moje palce u stóp ledwie dotykały zimnej podłogi, zmuszając mnie do podtrzymywania własnego ciężaru na zrujnowanych kończynach. Potem sięgnął po bicz. Skóra świsnęła w stęchłym powietrzu, zanim wpiła się w moje plecy. Jeden. Dwa. Trzy. Każde uderzenie rozrywało moje ciało na strzępy, wysyłając palący do białości ból przez kręgosłup. Straciłam rachubę po szóstym uderzeniu. Ból stał się zbyt wielki, by mój umysł mógł go przetworzyć, a moje widzenie pociemniało. Z wdzięcznością powitałam ciemność, gdy mój umysł w końcu się wyłączył, a ja zemdlałam. Nagłe uderzenie lodowatej wody w twarz wyrwało mnie z powrotem do świadomości. Zachłysnęłam się, odkasłując wodę i krew, która spłynęła mi po brodzie. Moje oczy były opuchnięte i ledwo mogłam mrugać przez łzy oraz szczypiącą wodę. Zatęchłe, wilgotne powietrze w celi nagle wypełnił ciężki, wyraźny zapach starych cygar. Z progu biła zimna, potężna aura. W światło wszedł Alfa Gareth. Stanął przed moim złamanym ciałem, a jego oczy były zimne i pozbawione jakiegokolwiek człowieczeństwa. "Twoja matka i ojciec przysporzyli mi kłopotów" - oświadczył Gareth, a jego głos był płaski i przerażający. "Zabiję cię, tak jak zabiłem twoich rodziców." "NIE!" Słowo to wyrwało się z mojego zniszczonego gardła, surowe i zdesperowane. Szarpałam się w łańcuchach, ale moje ciało nie miało już siły walczyć. Zaczęłam tracić i odzyskiwać przytomność, moja głowa opadła nisko. Przez gęstą mgłę bólu słyszałam, jak Gareth i Braddock kłócą się o to, co ze mną zrobić. "Nie możemy pozwolić, żeby król Vance dowiedział się, że mamy księżniczkę" - w głosie Garetha brzmiała pilna paranoja. "To będzie nasz koniec. Musimy z nią skończyć i mieć to z głowy." Nagle na zewnątrz lochów wybuchło głośne zamieszanie. Z głębi korytarza dobiegły okrzyki i odgłosy walki. Gareth zesztywniał, a jego wzrok powędrował w stronę drzwi. Bez słowa odwrócił się i wybiegł z pomieszczenia, by sprawdzić, co się dzieje. Braddock został. Z powrotem utkwił we mnie swój złośliwy wzrok, wykorzystując okazję do wznowienia tortur. Podszedł bliżej i uderzył mnie w tors. Ostry, przyprawiający o mdłości trzask rozszedł się echem po celi, gdy moje żebra pękły pod ciężarem jego pięści. Zakrztusiłam się, rozpaczliwie łapiąc powietrze, ale moje płuca odmówiły posłuszeństwa. Braddock roześmiał się ciemnym, sadystycznym śmiechem. "Długo czekałem, żeby móc zrobić z tobą to, na co miałem ochotę" - zakpił, a jego twarz wykrzywiła czysta złośliwość. Na zewnątrz kłótnie stawały się głośniejsze, a odgłosy chaosu coraz bliższe. Braddock przeklął pod nosem, rzucił mi ostatnie, pełne nienawiści spojrzenie, po czym wybiegł z celi, by dołączyć do walki. W lochu zapadła dusząca, ciężka cisza. Wisząc na łańcuchach, w mojej głowie wszystko wirowało, gdy próbowałam przetworzyć słowa, które przed chwilą usłyszałam. Zmuszano mnie do niewolnictwa od niemowlęctwa. Kim byli moi rodzice? Dlaczego Alfa Gareth ich zabił? I kim był król Vance? Dlaczego całe moje istnienie było związane z cierpieniem tej "zaginionej księżniczki"? Kiedy resztki moich sił witalnych zaczęły uchodzić z mojego zniszczonego naczynia, komfortowe, ciepłe białe światło ogarnęło mój umysł. To było to samo światło z moich snów. Eteryczny, bezcielesny głos przemówił prosto do mojej duszy. "Wytrzymaj, pomoc nadchodzi." "Kto nadchodzi?" - zapytałam słabo w myślach. "Twoje przeznaczenie" - odpowiedział cicho głos. Oślepiające światło zgasło, brutalnie wrzucając mnie z powrotem w mroczną, bolesną rzeczywistość lochu. Drzwi celi znów skrzypnęły. Braddock wrócił, a jego twarz była czerwona z wściekłości. Podszedł szybkim krokiem i poklepał mnie po mocno posiniaczonej twarzy, zmuszając mnie do obudzenia. "Proszę, przestań" - wycharczałam przez zniszczone gardło. "Proszę, zostaw mnie w spokoju." Braddock zakpił z mojego cierpienia, a na jego twarzy wykwitł okrutny uśmiech. "Więc jednak wciąż żyjesz" - zaszydził. Spoliczkował mnie i opluł. "To takie urocze, kiedy błagasz." Sięgnął po zakrwawiony bicz wiszący na ścianie. Chciałam krzyczeć, ale moje ciało przekroczyło próg całkowitego odrętwienia. Tylko puste, bezdeche charknięcie opuściło moje suche usta. Właśnie osuwałam się z powrotem w mroczną otchłań śmierci, gdy nagle ciężkie, żelazne drzwi celi zostały całkowicie wyrwane z kamiennej ściany. Kamień posypał się w gruzy, a po pomieszczeniu przetoczył się głośny huk. Zapach oceanu — rześki, czysty i obezwładniający — wypełnił zatęchły, przesiąknięty krwią loch. Potężny, wstrząsający pomieszczeniem warkot przetoczył się przez mroczną przestrzeń. To był dźwięk czystej, dominującej potęgi. Braddock zamarł. Bicz wysunął mu się z dłoni. Rozpoznając stojącą przed nim potężną moc, skulił się, padając na kolana i żałośnie błagając o życie. "On mnie do tego zmusił! Alfa Gareth mnie do tego zmusił!" - wrzasnął Braddock, a jego głos łamał się z przerażenia. Ciężkie, przyprawiające o mdłości uderzenie rozległo się echem, gdy ciało Braddocka z ogromną siłą zostało rzucone na kamienną ścianę. "Policzę się z tobą później" - warknął niski, ochrypły, przerażająco potężny głos ze śmiercionośną intencją. Gdy wokół mnie rozpętał się chaos, moje zmasakrowane ciało w końcu się poddało, a ja zapadłam w głęboką nieświadomość. Ciepłe, kojące białe światło powróciło, otulając mnie jak koc. "Teraz już będzie dobrze" - obiecał łagodnie głos. "Wytrzymaj jeszcze trochę." "Kim jesteś?" - zapytałam. "Dowiesz się w odpowiednim czasie" - odparł głos, pozostawiając mnie w spokojnej ciszy.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Chłosta i napaść seksualna – Związani krwią i wanilią | Czytaj powieści online na beletrystyka