Związani krwią i wanilią

Związani krwią i wanilią

Autor: Aeliana Moreau

Przeddzień
Autor: Aeliana Moreau
3 sie 2026
Perspektywa dziewczyny Obudziłam się w ogromnym bólu po brutalnym pobiciu, którego doświadczyłam poprzedniego dnia. Każdy najmniejszy ruch był czystą agonią. Moje mięśnie krzyczały z protestu, gdy podnosiłam się z twardej podłogi, przeklinając okrutną rzeczywistość: przetrwałam tylko po to, by stawić czoła kolejnemu dniowi w tym żywym piekle. Pomimo mojego opłakanego stanu, zostałam wyznaczona do sprzątania wschodniej części cedrowych domków gościnnych w ramach przygotowań do wizyty króla. Cierpiąc, wlokłam moje obolałe ciało przez ogromny domek, wycierając ciężkie drewniane stoły, polerując szyby i ścieląc łóżka dla gości, którzy nigdy nie zauważą mojego istnienia. Alfa żądał perfekcji przy tej wizycie. Karmił się złudną wiarą, że jego snobistyczna, arogancka córka zostanie w jakiś sposób wybrana na partnerkę króla. Byłaby z niej potworna Luna, nie mówiąc już o królowej, ale w tym stadzie słowo Alfy było prawem. Kiedy szorowałam drewnianą podłogę, moje myśli odpłynęły. Często marzyłam o tym, by zmienić się w wilka i uciec jak najdalej od tego koszmaru. Ale okrutna prawda sprowadzała mnie na ziemię. Byłam zagłodzona, osłabiona przez skrajne niedożywienie, a niekończące się fizyczne znęcanie się uniemożliwiało mi przemianę. Moja wilczyca była uwięziona głęboko we mnie, milcząca i uśpiona, pozostawiając mnie samej w konfrontacji z potwornościami tego stada. Gdy pogrążyłam się w tych desperackich myślach, w moje plecy uderzyło ciężkie ciało. Braddock zaskoczył mnie, z całej siły popychając na cedrową ścianę. "Twój tyłeczek jest taki słodki" - zakpił złośliwie, a jego gorący oddech owiał wrażliwą skórę mojej szyi. Bez cienia wahania wsunął szorstkie dłonie pod podartą koszulkę, którą nosiłam jako prowizoryczną spódnicę. Nie miałam nawet bielizny; niewolnicom nie przysługiwał taki luksus. Wbił palce w moją suchą pochwę. "Taka ciasna i mokra" - kpił, bezlitośnie wykręcając dłoń. Próbowałam krzyczeć, błagać o litość i walczyć, ale moje zagłodzone ciało było bezużyteczne w starciu z jego brutalną siłą. Podniósł mnie i rzucił na jedno ze świeżo pościelonych łóżek. Jego ciężka dłoń przycisnęła mnie za gardło, odcinając mi dopływ powietrza. Kiedy wykrztusiłam rozpaczliwe błaganie, spoliczkował mnie, a ostry trzask echem rozszedł się po cichym pokoju. Następnie rozpiął spodnie, wbił we mnie swojego grubego kutasa i zgwałcił mnie prosto na tym łóżku. Mocno zacisnęłam oczy, a moje krótkie paznokcie wpijały się w materac, podczas gdy on stękał i z miażdżącą siłą wpychał się w moje rozdarte ciało. Drzwi otworzyły się szeroko. Do domku gościnnego wszedł Alfa. Nawet nie mrugnął na widok tego przerażającego gwałtu, który rozgrywał się tuż przed jego oczami. Zignorował moje cierpienie, patrząc na mnie z czystą pogardą. "Wyrzuć ją do lochu, dopóki wizytujący nas król nie opuści terytorium" - rozkazał Alfa. W mojej klatce piersiowej wezbrała panika. Kopałam i błagałam w panice, gdy Braddock wyszedł ze mnie i chwycił mnie za ramiona. Byłam przerażona lodowatymi, pogrążonymi w całkowitych ciemnościach, pełnymi pająków podziemnymi celami. Alfa tylko roześmiał się z mojego cierpienia, odwrócił się na pięcie i wyszedł z pokoju. Braddock wciągnął mnie bez litości błotnistymi ścieżkami w mrok pod głównym domem stada. Moje pięty szorowały po szorstkich kamiennych stopniach. Wrzucił mnie do wilgotnej celi. Powietrze śmierdziało tu gnijącym drewnem i zakrzepłą krwią. Zatrzasnął na moich nadgarstkach ciężkie, żelazne kajdany, przykuwając moje ręce do zimnej kamiennej ściany, ciągnąc ramiona w górę tak, że nie mogłam nawet usiąść prosto. Następnie zamknął na klucz metalowe drzwi, zostawiając mnie zupełnie samą. Osunęłam się na wilgotną ścianę i zalałam łzami. Dokładnie wiedziałam, dlaczego muszę znosić to niekończące się cierpienie. Różniłam się od reszty stada. Byłam przeklęta – miałam czarne włosy i piwne oczy, podczas gdy pozostali niewolnicy mieli włosy jaskraworude lub matowobrązowe. Miałam też wyraźne znamię w kształcie łańcucha górskiego po wewnętrznej stronie prawego uda. Tylko to wystarczyło, by traktowali mnie jak chore zwierzę. Nie prosiłam się, żeby się taką urodzić, ale codziennie zmuszali mnie, bym za to płaciła. Zwykłe wyczerpanie pociągnęło mnie w niespokojny, gorączkowy sen. W moich snach smoliście czarna cela znikała. Otaczało mnie oślepiające światło. W tej przenikliwej poświacie dostrzegłam ruchami omiatający powietrze czarny wilczy ogon. Kołysał się tam i z powrotem, po czym zniknął w pustce. Światło zaczęło przygasać. Przebudziłam się na dźwięk skrzypienia zardzewiałych zawiasów. Do mojej ciemnej celi wślizgnął się Corbin, syn Alfy. W przeciwieństwie do swojego sadystycznego ojca, Corbin brzydził się sposobem, w jaki traktowano niewolników. Spojrzał przez ramię, zanim uklęknął obok mnie na brudnej podłodze. "To wszystko, co udało mi się dla ciebie dziś przynieść" - szepnął, stawiając mały kawałek czerstwego chleba i wgnieciony blaszany kubek z wodą. "Postaram się przynieść więcej później." "Dziękuję" - odpowiedziałam, a mój głos był ochrypły i zdrapany od krzyku. Corbin skinął głową i pospiesznie wyszedł, zamykając za sobą ciężkie drzwi. Ryzykował surową chłostę za sam fakt bycia tutaj. Jednak moja wdzięczność szybko zamieniła się w gorzkie upokorzenie. Moje ręce były przykute do ściany zbyt mocno, bym mogła dosięgnąć jedzenia. Musiałam zniżyć twarz do wilgotnego kamienia i zjeść ten marny posiłek prosto z brudnej podłogi, jak bezpański pies. Zdołałam przełknąć zaledwie kilka kęsów, zanim mój żołądek zwinął się w supeł. Po przełknięciu wody, przycisnęłam surowe, zbite plecy do szorstkiej ceglanej ściany. Zimno wniknęło w moje zmaltretowane kości. Ciało trzęsło się od łez, a każde łknięcie posyłało świeże fale bólu przez moje posiniaczone żebra. Płacząc, zapadłam z powrotem w niespokojny sen. Powróciło białe światło z mojego poprzedniego snu. Tym razem nie tylko mnie oślepiało; przyniosło ze sobą tajemniczy, bezcielesny głos. "Wszystko w porządku, twój czas nadchodzi" - głos rozbrzmiał ciepło w moim umyśle. "Kto to?" - zapytałam w pustkę, a moje senne ja przeszukiwało puste, białe przestrzenie. "Wszystko w swoim czasie" - odpowiedział głos zagadkowym tonem. Światło zgasło. Obudziłam się, zdezorientowana tą wizją. Kto do mnie mówił? Zanim zdążyłam przeanalizować ten dziwny sen, dezorientację zastąpił czysty terror. W głębi korytarza rozległ się mrożący krew w żyłach dźwięk dzwoniących kluczy, odbijający się od kamiennych ścian. Zmieniała się warta strażników. Z narastającym przerażeniem uświadomiłam sobie, że nowi strażnicy nie zapomnieli o półnagiej dziewczynie przykutej do ściany celi. Ciężkie żelazne drzwi otworzyły się. Do środka weszło trzech strażników, a ich chciwe oczy błądziły po mojej odsłoniętej skórze. Lodowata, kamienna podłoga wpijała się w moje nagie plecy, gdy zrywali ze mnie zaimprowizowaną spódnicę. Stoczyłam rozpaczliwą, bezużyteczną walkę, kopiąc bosymi stopami i rzucając się w ciężkich żelaznych łańcuchach, ale oni tylko śmiali się z mojego daremnego oporu. Rzucili się na mnie jak stado wygłodniałych wilków. Rozłożyli moje nogi i na zmianę siłą wpychali swoje grube kutasy w moją obolałą, suchą pochwę, gwałcąc mnie zbiorowo na lodowatej ziemi i kamieniach. Kiedy skończyli wykorzystywać moje ciało, pobili mnie. Ich ciężkie buty kopały mnie po żebrach, brzuchu i nogach. Nie przestali, dopóki moje złamane ciało nie mogło już znieść niczego więcej. Sama skala fizycznego bólu pociągnęła mnie w dół, w ciemność. Moją ostatnią świadomą myślą przed omdleniem była rozpaczliwa, przelotna nadzieja. Modliłam się, by wizytujący król odnalazł jutro swoją przeznaczoną i w jakiś sposób ocalił nas wszystkich od tego koszmaru na jawie. Kiedy odzyskałam przytomność, w lodowatej celi panowała cisza, ale moje ciało czuło się tak, jakby przejechał po nim pociąg towarowy. Obrażenia fizyczne były katastrofalne. Próbowałam zmienić pozycję, podciągnąć kolana do klatki piersiowej, ale moje nogi nie reagowały. Przez moją dolną połowę ciała przeszył mnie przyprawiający o mdłości, palący do białości ból. Były znowu połamane. Łzy spływały po moich posiniaczonych policzkach. Przełamując oślepiający ból, spróbowałam podnieść się do pozycji siedzącej, używając rąk. Gdy tylko oparłam ciężar na dłoni, z mojego suchego gardła wyrwał się ostry, mrożący krew w żyłach krzyk. Mój nadgarstek ugiął się pode mną. Też był złamany. Opadłam z powrotem na wilgotną, kamienną podłogę, dysząc ciężko, podczas gdy przed oczami tańczyły mi czarne plamy. Metaliczny posmak krwi wypełnił moje usta. Byłam uwięziona. Wtedy na korytarzu rozległ się dźwięk ciężkich kroków. Łup. Łup. Łup. Braddock wracał. Ciężki dźwięk jego butów na kamiennej podłodze wywoływał dreszcze na moim zmasakrowanym kręgosłupie. Wiedziałam, że będzie bardziej wkurzony niż kiedykolwiek, kiedy zorientuje się, że nie mogę chodzić. Jeśli nie mogłam chodzić, nie mogłam pracować. A jeśli nie mogłam pracować, byłam bezużyteczna dla stada. Trzęsąc się z przerażenia, próbowałam odciągnąć moje zrujnowane ciało do tyłu. Szorowałam krwawiącymi łokciami o brud, próbując cofnąć się w najciemniejsze cienie celi. Wstrzymałam oddech, starając się być jak najmniejsza i niewidzialna, dokładnie w momencie, gdy jego zwalista sylwetka wkroczyła do celi. Stanął w drzwiach, blokując moje jedyne wyjście. Spojrzał w dół na moje połamane nogi i wykręcony nadgarstek. Zamiast gniewu, jego usta powoli wykrzywiły się ku górze. Wpatrywał się w moje okaleczone, krwawiące ciało z najokrutniejszym uśmiechem na twarzy – złowrogim, zniekształconym wyrazem, który zwiastował niewyobrażalne męki; uśmiechem, na widok którego nawet dorosły mężczyzna skuliłby się z przerażenia.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Przeddzień – Związani krwią i wanilią | Czytaj powieści online na beletrystyka