Architekt Apokalipsy: 72 godziny na zgromadzenie zapasów świata

Architekt Apokalipsy: 72 godziny na zgromadzenie zapasów świata

Autor: Lucien Vesper

Rozdział 4 Zbliżający się tajfun
Autor: Lucien Vesper
15 cze 2026
Tuż po północy timer się odświeżył, pokazując pozostałe 130 minut. Oznaczało to, że czas mógł się kumulować. Rhea była wniebowzięta. Każda sekunda mogła być kluczowa w podbramkowej sytuacji. Postanowiła nie wchodzić do sanktuarium, chyba że będzie to absolutnie konieczne, oszczędzając czas na ekstremalne mrozy lub trzęsienia ziemi. Mając zapas jedzenia i sanktuarium jako schronienie, czuła się pewniej w obliczu nadchodzących katastrof. Spała bez snów, ale następnego ranka obudził ją telefon. Przyjechali monterzy stalowych drzwi. „Proszę pani, ma pani tutaj już jedne drzwi ze stali nierdzewnej”. „W okolicy doszło do serii kradzieży, więc chcę naprawdę solidne”. Monter zachichotał. „Zasuwa jest bezpieczna, ale będziemy musieli wiercić w podłodze i suficie. Jest pani pewna?” „Absolutnie. Bezpieczeństwo przede wszystkim”. Właściciel mieszkania Rhei pracował poza miastem i był nieuchwytny nawet po tym, jak dom zawalił się podczas trzęsienia ziemi, więc nie miała skrupułów co do przeróbek. Zaraz potem pojawiła się ekipa od szkła hartowanego. Oba zespoły pracowały niestrudzenie, a dźwięk wiertarek przeszywał powietrze. Nie chcąc przeszkadzać sąsiadom w weekend, Rhea zamieściła przeprosiny na czacie grupowym. Otworzyła aplikację i kontynuowała zamawianie jedzenia, aż skończyły jej się pieniądze. W niecałe dwie godziny drzwi i szyby zostały zamontowane. Uregulowała resztę należności, czując, jak kamień spada jej z serca, gdy patrzyła na swoje mieszkanie przypominające teraz twierdzę. Zadzwonił telefon. Spodziewając się dostawy jedzenia, Rhea była zaskoczona, widząc na ekranie imię Brooksa. „Hej, Rhea, dzisiaj jest moja impreza urodzinowa. Kiedy wpadniesz?” Jego głos był ciepły i radosny, w tle słychać było śmiechy i odgłosy zabawy. Rhea uśmiechnęła się drwiąco. „Jasne, będę. Czekaj na mnie”. „Lubi Sloane, ale trzyma mnie przy sobie ze względu na prezenty niespodzianki i tę ukrytą korzyść, którą posiadam” — pomyślała. Przez telefon słyszała nawet słodki, kokieteryjny głos Sloane. „Wtedy uganiałam się za nim, spotykając się tylko z obojętnością. Teraz praktycznie błaga o moją uwagę”. W głowie Rhei zapaliła się ostrzegawcza lampka. Skąd Sloane dowiedziała się o sekretnym sanktuarium w moim wisiorze? Sądząc po zachowaniu Brooksa, on prawdopodobnie o niczym nie wie. Telefon musiał być pomysłem Sloane. Chwytając klucze, Rhea skierowała się na dół. Hałas z imprezy Brooksa na ósmym piętrze niosło po całym budynku. Bez chwili wahania Rhea wyszła z bloku i nie obejrzała się za siebie. Pogoda wciąż była duszna i gorąca, ale dotarły już pierwsze podmuchy tyfunu, przynosząc wycie wiatru na ulicach. Nowy alert tekstowy ogłosił, że tyfun ma uderzyć o dziewiątej wieczorem. Rhea była zszokowana. Jak to możliwe, że tyfun nadchodzi wcześniej, niż przewidywano? Udała się do biblioteki uniwersyteckiej, szukając książek medycznych do nauki podczas katastrofy, a także pozycji o sztukach walki i dyscyplinie mentalnej. Ogromna biblioteka, skazana na zalanie, straciłaby niezliczone cenne tomy. Ta myśl sprawiła, że serce ją zabolało, ale czuła się bezsilna, by temu zapobiec. Unikając kamer, dyskretnie zebrała książki, które chciała, i wymieszała je z innymi stosami, przemycając je do swojego sanktuarium. Brooks zadzwonił ponownie, ale natychmiast go zablokowała. Opuszczając uczelnię, pojechała do dużego supermarketu. Wjechała windą na parking na dachu, uważnie się rozejrzała, po czym zjechała z powrotem. Mimo ogromnego asortymentu nic nie kupiła, błąkając się tylko przez chwilę po drugim piętrze, zanim odjechała w inne miejsce. Zadzwoniła firma wynajmująca samochody, informując, że muszą odzyskać auto do godziny 15:00 z powodu wcześniejszego zamknięcia z powodu tyfunu. Rhea zgodziła się, ale kiedy oddawała samochód, była już 16:00. Wiatry tyfunowe wyły, sprawiając, że wszystko ryczało ich siłą. Właściciel wypożyczalni, porządny facet, sprawdził auto i bez problemu zwrócił jej dwa tysiące kaucji. „Katastrofy naturalne nie uderzają nagle; dają znaki ostrzegawcze, które ludzie często ignorują” — pomyślała Rhea. Trzymając gotówkę na nagłe wypadki, zaprzestała lekkomyślnego wydawania pieniędzy. Po powrocie do mieszkania zabrała laptopa, tablet i telefon, pobierając masę informacji: filmy, muzykę, umiejętności przetrwania, przepisy kulinarne, mapy offline i poradniki pierwszej pomocy w razie katastrof. Nagłe powiadomienie z aplikacji zakupowej odświeżyło jej pamięć. Zapomniała o zamówionej odzieży polarnej! Powinna była dotrzeć wczoraj wieczorem, ale przez opóźnienie sprzedawcy i problemy z wysyłką właśnie dotarła do punktu odbioru. Szybko zadzwoniła do firmy kurierskiej. Poinformowano ją, że tyfun już tu jest, co uniemożliwia dostawy do czasu, aż przejdzie. Mogła jednak odebrać paczkę osobiście przed 18:00, jeśli sprawa była pilna. Na zewnątrz wył wiatr, a drzewa gwałtownie kołysały się w burzy. Z powodu tyfunu i ulewy punkt odbioru wkrótce zostanie zalany. Bez odzieży polarnej przetrwanie w temperaturze minus 94 stopni Fahrenheita będzie niemożliwe. Aplikacje do zamawiania przejazdów były bezużyteczne, żaden kierowca nie był dostępny. Zaciskając zęby, Rhea zbiegła na dół, złapała rower miejski i zaczęła wściekle pedałować w stronę punktu odbioru. Walcząc z wiatrem na dwumilowej trasie, ledwo mogła otworzyć oczy. Śmieci i gruz wirowały wokół niej, unoszone przez wichurę. Zlana potem, z rozwianymi włosami, w końcu dotarła do punktu odbioru. Z powodu opóźnionych dostaw paczki piętrzyły się wszędzie. Rhea, ledwo łapiąc oddech, podwinęła rękawy i zaczęła przekopywać się przez stosy. Na szczęście jej paczka była duża. Po gorączkowych dziesięciu minutach poszukiwań w końcu ją znalazła. Tyfun na zewnątrz przybierał na sile. Niebo było tak ciemne, że zdawało się, iż nastała noc. Zaciskając zęby, Rhea przytuliła dużą paczkę i ruszyła do wyjścia. Gdy tylko wyszła na zewnątrz, silny podmuch uderzył w nią, unosząc ją nad ziemię. W ostatniej chwili mężczyzna pakujący zakupy do samochodu wyciągnął rękę i złapał ją. Stał pewnie na nogach i wciągnął ją w bezpieczne miejsce. Rhea pośpiesznie mu podziękowała, wyglądając na całkowicie rozczochraną, ale jej słowa zostały porwane przez wiatr. Mężczyzna rzucił jej szybkie spojrzenie. „Wychodzenie na zewnątrz podczas tyfunu z taką paczką jest niebezpieczne”. Zdając sobie sprawę, że tyfun jest gorszy, niż myślała, Rhea wycofała się do sklepu i raz po raz odświeżała aplikację do zamawiania przejazdów, dodając bonusy i napiwki. Ale mając przed sobą 300 osób w kolejce, nie było szans na kierowcę. Mężczyzna zapakował do swojego Hummera tyle paczek, że był wypełniony po brzegi. Widząc niespokojny wyraz twarzy Rhei, zawahał się, po czym zapytał: „Gdzie mieszkasz?” Pod światłem latarni ulicznych Rhea w końcu mogła mu się przyjrzeć. Był we wczesnych latach dwudziestych, miał na sobie czarny T-shirt i dżinsy, wyraźnie zarysowaną szczękę i krótko ostrzyżone włosy. Był wysoki — miał co najmniej sześć stóp — i długie, szczupłe nogi. Podziękowała mu ponownie, ale on pozostał obojętny. „To nic takiego”. „Mieszkam w Aether Heights. Czy może mnie pan podwieźć? Zapłacę za kurs”. Skinął głową i otworzył drzwi samochodu. Tylne siedzenie było zajęte, więc Rhea otworzyła przednie drzwi i zobaczyła siedzącą tam małą dziewczynkę. Dziewczynka miała około czterech lub pięciu lat, bladą, lękliwą buzię i różową sukienkę. Jej wielkie, ciemne oczy patrzyły na Rheę. Mężczyzna odezwał się: „Lyra, usiądź tej pani na kolanach”. W obliczu nadciągającej apokalipsy, kogo obchodziło łamanie przepisów ruchu drogowego? Rhea posadziła Lyrę na kolanach, a paczkę położyła u swoich stóp. Mimo wyjącego wiatru Hummer jechał stabilnie. Niebo było ciemne i ciężkie, z drzew odrywały się gałęzie, blaszane dachy klekotały na wietrze. W oddali dziewczyna w sukience kurczowo trzymała się słupa energetycznego, poruszając ustami w niemym: „pomóż mi”. Katastrofa naprawdę się zaczęła.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Rozdział 4 Zbliżający się tajfun – Architekt Apokalipsy: 72 godziny na zgromadzenie zapasów świata | Czytaj powieści online na beletrystyka