Architekt Apokalipsy: 72 godziny na zgromadzenie zapasów świata

Architekt Apokalipsy: 72 godziny na zgromadzenie zapasów świata

Autor: Lucien Vesper

Rozdział 6 Tornado
Autor: Lucien Vesper
16 cze 2026
Rhea nie mogła uwierzyć własnym oczom. Nowym lokatorem mieszkania 18A był ten sam młody człowiek, który pomógł jej w punkcie odbioru. Skinął jej głową, lekko zaskoczony, po czym wrócił do pracy. Jego przystojna twarz zastygła w poważnym wyrazie, a szczupła, umięśniona sylwetka sugerowała siłę, która w każdej chwili mogła wybuchnąć działaniem. Czuła nadchodzący ból głowy, więc Rhea przywitała się z nim i szybko wycofała do swojego mieszkania. Tym razem sytuacja wyglądała inaczej. Nie dość, że tajfun uderzył wcześniej, niż się spodziewano, to jeszcze pojawił się nowy sąsiad. Kto o zdrowych zmysłach montuje trzy pary drzwi ze stali nierdzewnej? Choć miała nadzieję na pokojową koegzystencję, nie mogła uśpić czujności. Mimo że mężczyzna okazał się wcześniej pomocny, apokalipsa zmienia ludzi. Moralność często bywa pierwszą ofiarą. Po starannym zamknięciu drzwi umyła zęby, odświeżyła się i zjadła śniadanie. Niebo nieco pojaśniało, ale wciąż pozostawało złowieszczo ciemne. Stojąc na balkonie, patrzyła, jak tajfun wyje i smaga ściany, a deszcz z nieustępliwą furią bębni o wzmocnione szkło. Ulice zostały zalane w ciągu nocy; woda przykryła samochody i zmiotła wszystko w nisko położonych obszarach. Deszcz przesłaniał widok, a odległy krajobraz spowity był w mrocznym, przytłaczającym mroku. Niebo zdawało się napierać na miasto, niczym niewidzialna dłoń miażdżąca je na pył… Rhea stała na balkonie z lornetką w dłoni, obserwując zalane ulice w dole. Burzowe chmury wisiały złowieszczo nisko, a wirująca trąba wodna łączyła niebo z ziemią, połykając wszystko na swojej drodze – drzewa, samochody, a nawet fragmenty budynków. Tornado! Patrzyła z szoku, jak żywioł przecina wiadukt, a pioruny podpalają drzewa, które chwilę później gasły pod naporem ulewnego deszczu. Czy wtedy też było tornado? Nie pamiętała go, ale tym razem wszystko wydawało się inne, jakby los przybrał mroczniejszy obrót. Jej telefon wibrował od ciągłych powiadomień. Rozdrażniona hałasem, wyłączyła sieć i udała się do kuchni, by zająć czymś ręce. Sparzyła mrożone mięso z kurczaka i kaczki, by pozbyć się krwi, i przygotowała różne przyprawy do marynowania. Czyszczenie i przygotowywanie podrobów wieprzowych i wołowych zajęło mnóstwo czasu. Po nawdychaniu się oparów z gotowania straciła apetyt. Na lunch przygotowała prosty makaron z pomidorami i jajkiem. W chwili, gdy wyłączyła okap, usłyszała cichy dźwięk płaczu dziecka. Początkowo go zignorowała i poszła wynieść śmieci. Gdy wracała do mieszkania, płacz zza ściany przybrał na sile. Mając za sobą zaledwie rok studiów medycznych, Rhea nie była nawet nowicjuszką, ale wiedziała wystarczająco dużo, by wyczuć, że z płaczem dziecka jest coś nie tak. Po chwili wahania zapukała do drzwi mieszkania 18A. „Lyra?” Trzy pary drzwi ze stali nierdzewnej były grube i przez dłuższą chwilę nikt nie odpowiadał na jej pukanie. Właśnie miała odejść, gdy usłyszała kliknięcie zamka. Po chwili drzwi w końcu się otworzyły, a w nich stanęła Lyra. Jej twarz, umazana łzami, zdradzała przerażenie, a w kącikach ust widać było ślady zaschniętych wymiocin. Policzki miała rozpalone, a z nosa ciekł przezroczysty katar – wyraźne oznaki wysokiej gorączki. „Dlaczego płaczesz, Lyra?” – zapytała łagodnie Rhea, dotykając czoła dziewczynki. Było niepokojąco gorące. „Gdzie twój tata?” „Dan poszedł” – załkała Lyra zachrypniętym od płaczu głosem. „On też już mnie nie chce”. „Też”? Wygląda na to, że już wcześniej została porzucona, pomyślała Rhea. Spoglądając na trzy wzmocnione stalą drzwi, pogłaskała Lyrę po głowie, by ją pocieszyć. „Pewnie musiał wyjść w jakiejś sprawie i niedługo wróci. Może przyjdziesz na chwilę do mnie?” Choć chora pięciolatka wyraźnie bała się obcego otoczenia, pamiętała Rheę i niepewnie skinęła głową. W swoim mieszkaniu Rhea zmierzyła Lyrze temperaturę – wynosiła ponad 102 stopnie Fahrenheita. Znalazła lek na przeziębienie odpowiedni dla dzieci, który miał również działanie przeciwgorączkowe, i podała go dziewczynce. Następnie napisała kartkę dla rodziny Lyry i przykleiła ją na drzwiach mieszkania 18A, wyjaśniając, gdzie jest dziecko i co się stało. Podczas gdy tajfun wył na zewnątrz, nie mogła przestać się zastanawiać, jaki człowiek wychodziłby z domu w taką pogodę. To było praktycznie samobójstwo. Tajfun szalał, od czasu do czasu przerywany błyskami piorunów. Telewizor stracił sygnał. Lyra siedziała skulona na sofie, wyglądając na śmiertelnie przerażoną. Rhea nie mogła powstrzymać wspomnień z własnego dzieciństwa. Pamiętała, jak patrzyła na inne dzieci obsypywane miłością przez rodziców, podczas gdy ona, gdy chorowała, musiała zwijać się w łóżku i płakać w poduszkę, czując się porzucona przez cały świat. Nie wiedząc zbyt wiele o opiece nad dziećmi, wyciągnęła tablet i włączyła Lyrze pobraną wcześniej kreskówkę. Bajka zadziałała jak czarodziejska różdżka i Lyra wydała się nieco pogodniejsza. Rhea usiadła obok niej, przeglądając telefon. Pojawiło się kilka powiadomień, w tym jedno od Brooksa. Jego wiadomość brzmiała: „Rhea, przepraszam za moje wczorajsze zachowanie. Proszę, nie gniewaj się. Naprawdę liczyłem, że przyjdziesz na moje urodziny. Kiedy się nie pojawiłaś, poczułem się taki rozczarowany…”. Wyglądał na porządnego faceta, ale kto by pomyślał, że okaże się takim słabeuszem, niezdolnym wytrzymać nawet jednej nocy. Oczywiście, przy tak wielu osobach na imprezie urodzinowej, u niego wciąż musi być tłoczno. Przyjęcia z przekąskami, piwem i tortem nie zapewniają racji przetrwania. Nawet jeśli mieli zupki chińskie i ciastka, przy tylu gębach do wykarmienia nie starczą na długo. Rhea spojrzała na godzinę – wysłał wiadomość godzinę temu. Tak jak myślałam, teraz błaga o jedzenie. Po jego wiadomościach pojawiło się kilka zaproszeń do znajomych, wszystkie od ludzi, którzy prawdopodobnie chcieli się przymilić. Zignorowała je wszystkie. Dwoje rodziców z jej grupy korepetycyjnej napisało do niej, dziękując za radę dotyczącą zrobienia zapasów żywności. Jeden z nich przesłał nawet trochę pieniędzy w dowód wdzięczności. Rhea nie trudziła się ich przyjmowaniem. W tych czasach pieniądze były bezużyteczne. Przejrzała czaty grupowe. Ludzie chwalili się ucztami z owoców morza, jedli gorący kociołek i pili wino, podczas gdy na zewnątrz szalał tajfun, oraz obnosili się ze swoimi pełnymi zamrażarkami. Chwalenie się nie miało końca. Igrali z ogniem, nieświadomi ceny, jaką przyjdzie im zapłacić. Przy dwóch tygodniach nieustannych tajfunów i deszczu, nawet przy wysiłkach rządu, brutalna rzeczywistość uderzy mocno. Gdy tylko uderzy niedobór żywności, ci obnoszący się z nadmiarem staną się głównymi celami grabieży. Pośród chwalipiętów byli też zdesperowani. Wielu było bezradnych, głównie młodzi ludzie, którzy polegali na jedzeniu na wynos i nigdy nie gotowali w domu. Mieli mnóstwo ubrań i maseczek ochronnych, ale ani kęsa do zjedzenia. „Wszystkie zupki chińskie zniknęły, kiedy dotarłem do sklepu. Czy ktoś może się podzielić?” „Ja też nic nie dostałem. Kupiłem dwa opakowania mąki, ale nie mam garnka”. Jedna skarga goniła kolejną. Niektórzy zapraszali dziewczyny do siebie na gorący kociołek, ale mieszkali w innych budynkach. Większość była tam tylko po to, by szukać sensacji. Prawdziwa pomoc należała do rzadkości. Wtedy ktoś zaproponował wymianę pięciopaku maseczek na paczkę makaronu instant. O dziwo, ktoś się zgodził. Zalew wiadomości był przytłaczający. Rhea szybko je przewijała, zatrzymując się na jednym filmie. Samochód został porwany przez powódź, a strażacy rzucili się na ratunek w samym środku burzy, by po chwili zostać pochłoniętym przez nagłą falę wody z pękniętej tamy. Takich filmów było mnóstwo – niektóre pokazywały udane akcje ratunkowe, inne tragiczne straty. Z ciężkim sercem miała już zablokować telefon, gdy pojawiła się kolejna wiadomość od Brooksa.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Rozdział 6 Tornado – Architekt Apokalipsy: 72 godziny na zgromadzenie zapasów świata | Czytaj powieści online na beletrystyka