Stalowe drzwi, najeżone kolcami, otworzyły się powoli, a za nimi rozległ się miarowy odgłos kroków.
Z jakiegoś powodu wszystkim ścisnęło się gardło, czuli mimowolne napięcie.
W końcu na 18. piętrze już wcześniej zabijano – widzieli to na własne oczy.
Oto i oni – szczupłe, proste nogi, a w dłoni lśniące, ostre ostrze.
Ci z 18. piętra mieli tupet, wysyłając tę bezwzględną młodą dziewczynę na przodzi
















