Architekt Apokalipsy: 72 godziny na zgromadzenie zapasów świata

Architekt Apokalipsy: 72 godziny na zgromadzenie zapasów świata

Autor: Lucien Vesper

Rozdział 5 Unikaj złego towarzystwa
Autor: Lucien Vesper
16 cze 2026
Dwie mile to krótki dystans i w ciągu kilku minut dotarli do wjazdu na osiedle. Rhea podała mężczyźnie dwa tysiące, dziękując mu za ratunek i zignorowanie przepisów drogowych. Jego głos był chłodny. „Nie trzeba. Było mi po drodze”. Widząc, że nie przyjmie pieniędzy, Rhea nie nalegała. Wysiadając, rzuciła krótką radę: „Tyfun może spowodować przerwy w dostawie prądu i wody. Zróbcie zapasy makaronu, oleju i warzyw, póki możecie”. Otworzyła drzwi, przycisnęła paczkę do piersi i pobiegła w stronę osiedla pod wiatr. Ogromne krople deszczu bębniły o ziemię, gdy Rhea wypadła z windy, tylko po to, by zobaczyć Brooksa i Sloane czekających pod jej drzwiami. Musieli tam stać od dawna. Brooks wyglądał na niecierpliwego, podczas gdy Sloane, szkolna piękność, stała w nieskazitelnie białej sukience, uśmiechając się słodko. „Co ci zajęło tyle czasu?” — Brooks brzmiał na zirytowanego. „Czekamy tu wieki”. Dla Rhei widok tej pary przywołał wspomnienia z apokalipsy — bycia nękaną oraz ich chłodnej obojętności, gdy ginęła z rąk potworów. Jej nastrój natychmiast się pogorszył. Moja głupota była przyczyną mojego upadku poprzednim razem. Tym razem, jeśli myślą, że mogą mnie wykorzystać, gorzko się zawiodą! Cierpienie, przez które przeszłam, oni odczują podwójnie! Jej wyraz twarzy stał się lodowaty. „Czego chcecie?” Zawsze była ciepła dla Brooksa. Teraz jej chłodne zachowanie kompletnie go zaskoczyło. Wypalił: „Dlaczego nie przyszłaś na moją imprezę urodzinową?” „Nie jesteśmy blisko. Dlaczego miałabym przyjść?” „Ty...” — Brooksowi zabrakło słów. Rhea uganiała się za nim, obiecując prezent, który mu się spodoba. Ale to nie prezent go interesował; to Sloane była zainteresowana Rheą i chciała ją poznać. Sloane przyglądała się Rhei z uśmiechem. „Cześć, Rhea”. Rhea odpowiedziała lodowato: „Nie nazywaj mnie tak. Nie znam cię”. Uśmiech Sloane zadrżał, ale zachowała swój słodki ton. „Mamy urodziny naszego starszego kolegi. Wszyscy jesteśmy ze szkoły. Może do nas dołączysz?” W rzeczywistości urodziny świętowano już w południe. Sloane chciała zaciągnąć Rheę na ósme piętro, by odebrać jej ten wyjątkowy przedmiot. „Jesteś głucha?” — głos Rhei ociekał sarkazmem. „Nie słyszałaś, jak mówiłam, że nie jesteśmy blisko? Jego urodziny nic mnie nie obchodzą”. Brooks, oszołomiony jej nieuprzejmością, natychmiast poczerwieniał. „Rhea, w co ty pogrywasz?” „Nosisz z nią pasujące pierścionki, a mimo to ciągle zapraszasz mnie do siebie. Próbujesz grać na dwa fronty?” „Nie łudź się! Nie interesujesz mnie!” — wściekły Brooks chwycił Sloane za ramię. „Sloane, idziemy”. Sloane jednak się zawahała. „Rhea, tak właściwie, przyszliśmy świętować urodziny Brooksa, ale złapał nas tyfun i nie możemy wrócić. Czy mogę zostać u ciebie na noc?” „Oszalałaś? Powiedziałam, że nie jesteśmy blisko!” Twarz Brooksa pociemniała. „Rhea, uważaj na słowa”. „Tak właśnie mówię. Jeśli nie potrafisz tego znieść, trzymaj się z daleka”. Brooks próbował odciągnąć Sloane, ale ta opierała się, wymuszając uśmiech. „Rhea, twój wisior jest naprawdę piękny. Gdzie go kupiłaś?” Rhea zdjęła wisior. „Chcesz go?” Oczy Sloane się zaświeciły. „Czy możesz mi go sprzedać? Naprawdę mi się podoba”. Rhea rzuciła wisior na ziemię. Następnie deptała go, dopóki nie roztrzaskał się na kawałki. Po tym, jak Sanktuarium zostało z nią związane, wisior stracił swój blask i stał się bezużyteczny. Ludzie bywają niebezpieczni. Lepiej było go zniszczyć, niż ryzykować, że Sloane ucieknie się do podstępu. „Twoje zainteresowanie nim napawa mnie obrzydzeniem!” — powiedziała. Sloane sapnęła z przerażenia, widząc zniszczenie wisiora. Widząc swoją zdenerwowaną dziewczynę, Brooks rzucił w stronę Rhei gniewne słowa. Oczy Rhei błysnęły gniewem. „Wynoście się! Nigdy więcej nie pokazujcie tu swoich twarzy”. Twarz Brooksa wykrzywiła się z wściekłości, gdy odciągał Sloane. Dopiero wtedy Rhea otworzyła swoje stalowe drzwi i wbiegła do środka, by rozciąć paczkę. Odzież polarna była gruba, miękka i ciepła, a śpiwór typu mumia, wykonany z wielu warstw puchu, był najwyższej jakości. To będą jej deski ratunku podczas ekstremalnych mrozów. Na zewnątrz wył wiatr, a niebo było złowieszczo ciemne. Rhea szczelnie zamknęła wszystkie okna i drzwi. Wyjęła duże, białe plastikowe beczki i napełniła je wodą, chowając kilka w łazience w sanktuarium. Wraz z tyfunem i ulewnym deszczem prąd i woda zostaną wkrótce odcięte. Mimo burzy szalejącej na zewnątrz, krzątała się w kuchni, przygotowując jedzenie i gotując na wielką skalę. Duszona wieprzowina, gulasz z kurczaka i grzybów, smażona ryba i sycąca potrawka wołowa — każde danie przygotowywała w dużych partiach i chowała w naczyniach ze stali nierdzewnej, jeszcze dymiące, prosto do Sanktuarium. Skoro tyfun dopiero się zaczynał, wszyscy robili zapasy jedzenia. Musiała szybko ugotować te aromatyczne potrawy; gdy burza przybierze na sile, używanie kuchenki mogłoby niebezpiecznie przyciągać uwagę. Przygotowała różne rodzaje chleba i przekąsek, używając kuchenki gazowej i elektrycznej na pełnych obrotach, gotując do późnej nocy. Wyczerpana, przebrała się z tłustych ubrań, wzięła gorący prysznic i padła na łóżko. Jej sen został przerwany przez dźwięk wiertarki. Rozsuwając zasłony, zobaczyła ciemny, burzowy poranek. Myśląc, że jest jeszcze wcześnie, sprawdziła telefon i ze zdziwieniem zauważyła, że jest już po dziewiątej rano. Powiadomienia na WhatsAppie eksplodowały — wiadomości od sąsiadów i grupy klasowej przekroczyły 99 nieprzeczytanych. Wielu celebrowało nadejście tyfunu Eol jako przerwę od rutyny — pracownicy biurowi w końcu uciekli przed morderczym harmonogramem, a studenci zyskali niespodziewane wakacje. Zdjęcia i filmy przedstawiające niszczycielską siłę tyfunu zalewały czaty: wyrwane z korzeniami drzewa, zmiażdżone luksusowe samochody i tornada rozrywające fabryki z blachy falistej. Wkrótce stało się jasne, że wielu było nieprzygotowanych. Ludzie ubolewali nad brakiem zapasów, mówiąc, że pobiegli do supermarketów tylko po to, by zastać puste półki, na których nie zostało nic poza makaronem błyskawicznym. Dźwięk wiertarki nie ustawał, dobiegając najwyraźniej z sąsiedniego mieszkania. Rhea była zdziwiona. W ich budynku każda klatka obsługiwała trzy lokale, ale dwa pozostałe mieszkania były puste. W poprzednim życiu, gdy powodzie dotarły do drugiego piętra, mieszkańcy siłą wdzierali się do pustych lokali, gdy pomoc nie nadchodziła, włamując się do domów w poszukiwaniu schronienia. Początkowo współżyli pokojowo, ale gdy jedzenie zaczęło się kończyć, ich chciwość i wrogość wzrosły. Wielokrotnie próbowali włamać się do jej mieszkania w środku nocy. Tym razem była przygotowana z toporem strażackim pod ręką. Jeśli ktoś spróbuje się włamać, była gotowa się bronić. To nie była tylko wiertarka; słychać było także dziecko. Wyszła na zewnątrz i zobaczyła, że drzwi do lokalu 18A są otwarte na oścież, a nowe stalowe drzwi oparte są o ścianę. Młody mężczyzna w jasnym, codziennym ubraniu wiercił w ścianie. Podniósł wzrok, gdy usłyszał otwierane drzwi. Oczy Rhei rozszerzyły się ze zdziwienia. „To pan?”

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Rozdział 5 Unikaj złego towarzystwa – Architekt Apokalipsy: 72 godziny na zgromadzenie zapasów świata | Czytaj powieści online na beletrystyka