– Hej, stary. – Ignoruję Blaze’a, wlewając w siebie kolejną kolejkę. Uświadamiam sobie, że nie potrzebuję tej pieprzonej szklanki. Przykładam butelkę do ust i piję prosto z tego cholernego gwinta.
– Ryder. Daj spokój, stary, ogarnij się. – Strząsam jego rękę i patrzę na niego.
– Spierdalaj, Blaze – warczę, przenosząc się ze stołka barowego w stronę kanap. Opadam ciężko, piję whiskey i pozwalam myś
















