Punkt widzenia Savage’a.
Wpatruję się w miodowe oczy małej dziewczynki trzymającej Angel za rękę. Serce mi staje, a kolana miękną, gdy odwzajemnia moje spojrzenie. Czuję, jak łzy napływają mi do oczu, gdy patrzy w górę na mamę i prosi, by wzięła ją na ręce. Angel uśmiecha się do niej czule, podnosi ją i sadza sobie na biodrze.
Moja córka. Cholera, mam córkę. Patrzę, jak opiera małą główkę o ramię mamy, ale nie spuszcza ze mnie wzroku. Jest nieśmiała.
– Angel – krztuszę się, gdy idzie w moją stronę. Nie odrywam oczu od tej małej ślicznotki, która mnie obserwuje. Uśmiecham się do niej, ale ona chowa twarz. Serce mi tonie. Nie wie, kim jestem.
– Savage. – Jej ton jest daleki od przyjaznego. Nie taki, jakim kiedyś wymawiała moje imię. Nie, tamten ton dawno przeminął i to moja wina.
– Napijesz się czegoś? – pyta, a ja kręcę głową, gdy podchodzi do baru i zamawia napój gazowany. To niezręczne. Przyłapuję moją córeczkę na zerkaniu na mnie i uśmiecham się do niej, ale znów się chowa. Chichoczę. Grzeczna dziewczynka, nigdy nie rozmawiaj z nieznajomymi. Mimo że nie powinienem być dla niej nieznajomym, ale jestem. Ta myśl przeszywa mi serce. Zabrała moje dziecko i nie miała zamiaru, abym kiedykolwiek się o nim dowiedział.
– Usiądziemy? – Kiwam głową, gdy mija mnie, idąc do loży, i siada. Sadza naszą córkę na kolanach, gdy barmanka przynosi jej zabawki.
– Dzięki, Coral. Pogadam z tobą później – mówi, odprawiając ją, i po prostu patrzymy na siebie. Atmosfera jest gęsta.
– Jak ma na imię? – Przerywam ten niezręczny pojedynek na spojrzenia. Angel przygryza wargę i patrzy na mnie.
– Rebel Carlotta Moretti. Niedawno skończyła dwa lata – mówi, a ja kiwam głową. Testuję jej imię na języku. Rebel. Słysząc swoje imię, spogląda na mamę.
– Dół – mówi, a moja dusza opuszcza ciało, słysząc jej niewinny głosik. Angel chichocze i całuje ją w głowę.
– Nie teraz, kochanie. Niedługo, dobrze? – mówi do niej tak łagodnie, a Rebel kiwa małą główką i wraca do zabawy.
– Więc, jak się miewałeś?
– Nie jestem tu, by wymieniać z tobą uprzejmości, Savage. Jak się dowiedziałeś? To znaczy, jestem zaskoczona, że w ogóle tu jesteś – rzuca ostro. Przechodzi mnie dreszcz od jej spojrzenia.
– Kiedy uciekłaś, twoja matka i ojciec zwołali nadzwyczajne spotkanie. Wiedzieli, że jesteś w ciąży i dlaczego uciekłaś. Dostali też te zdjęcia. Przepraszam, że ci nie uwierzyłem, Angel. – Prycha, odwracając wzrok, kręcąc głową i cmokając z niezadowoleniem; wiem, że będę musiał się sporo napłaszczyć.
– Tak, cóż, dlaczego miałbyś wierzyć? To teraz bez znaczenia. Co się stało, to się nie odstanie. Co u twojej kobiety? – pyta, a ja sztywnieję i kręcę głową. Wyrządziłem te szkody i muszę je naprawić.
– Nie mam żadnej. Wycofałem swoje roszczenie do niej, gdy znalazłem ją w kompromitującej sytuacji. Nigdy nie była w ciąży. – Przewraca oczami i tłumi śmiech.
– Nie, naprawdę, szokujące – mówi sarkastycznie, pijąc swój napój.
– Słuchaj, wiem, daruj sobie to nastawienie. Powinnaś była mi powiedzieć, ale zamiast tego uciekłaś i ukrywałaś ją przede mną! – Warknąłem na nią, co sprawiło, że spokojnie odstawiła szklankę, a ja przełknąłem ślinę, gdy mnie obserwowała.
– Czego chcesz, Savage? – pyta, jakby była mną znudzona, a wiem, że nie jest. Myśli, że może zgrywać twardzielkę, ale ja ją znam. Wiem, że taka nie jest. Angel jest dobra, delikatna, kochająca. Jest najczystszą osobą, jaką znam. Więc widok jej w takim stanie jest jak sztylet w serce.
– Wracacie ze mną. Ja, Ryder „Savage” Jackson, prezes Princes of Darkness MC, uznaję was obie za swoje. – Jej oczy się rozszerzają, po czym wybucha głośnym śmiechem, kręcąc głową. Ociera łzy z oczu, a Rebel też się śmieje. Ten dźwięk jest piękny. Rebel klaszcze, bo jej mama się śmieje.
– Ohh, Savage, Savage, Savage. Niezła próba. Widzisz, nie możesz nas sobie rościć. Jestem Moretti, a to przebija wszystko, co właśnie próbowałeś zrobić. Czy mój ojciec o tym wie? Czy moja matka wie, że to ty jesteś powodem, dla którego uciekłam? Powodem, dla którego ich jedyna córka zniknęła? – Teraz ja śmieję się z niej, co sprawia, że zamiera w bezruchu, obserwując mnie.
– Przykro mi cię rozczarować, księżniczko, ale tak, wiedzą. Dostałem wpierdol i mam uroczy ślad na nodze po kuli, którą wsadziła we mnie twoja matka. Wiedzą też, że was znalazłem. Ty, Angel Mario Moretti, jedziesz ze mną. Choćbym miał cię zaciągnąć kopiącą i wrzeszczącą. Uciekałaś zbyt długo, księżniczko. Czas wracać do domu. – Jej oczy się rozszerzają, a ja uśmiecham się jak zadowolony z siebie skurwiel. Koniec uciekania.
– Dobrze, wrócimy. Ale moja noga nie postanie w twoim domu klubowym. Zamieszkam z nią w domu i ustalimy wizyty. Nie będę jej trzymać w pobliżu twojego klubu ani kobiet, które tam masz. Bierzesz to albo spadaj, Ryder. Bo z miejsca, w którym siedzę, wyglądasz na kogoś, kto ma szczęście, że w ogóle żyje – mówi, a ja wybucham głośnym śmiechem. O rany, ona tego nie rozumie.
– Co w tym zabawnego? To są warunki. Jesteśmy niczym, Ryder, i nigdy już niczym nie będziemy. Tu chodzi o nią i tylko o nią. Nie obchodzisz mnie ty ani twój klub. Ona jest moim priorytetem i jeśli mówię, że ma nie przebywać w pobliżu twojego klubu i dziwek, to tak się stanie, albo możesz wyjść teraz i zapomnieć, że kiedykolwiek ją widziałeś. – Cedzi słowa, a ja przestaję się śmiać i warczę na nią.
– Uznałem was obie za swoje, więc przykro mi ci to mówić, Angel, ale wracacie ze mną i to ostateczna decyzja. Twoi rodzice są tego świadomi. Spotkają się z nami na miejscu za dwa dni. Więc pogódź się z sytuacją. Nie będziecie mieszkać w domu klubowym. Masz swój własny dom, gotowy, żebyście się do niego wprowadziły. Tak, działają szybko, i o tym wiesz – mówię jej, a ona wstaje z Rebel na rękach.
Piorunuje mnie wzrokiem, zanim zmienia się on w uśmiech.
– Tak, faktycznie działasz szybko. Nie miałeś jaj, żeby zakończyć ze mną związek, zanim wpakowałeś się po same kule w inną, uznając za swoją jakąś klubową dziwkę, która wykiwała cię udawaną ciążą i obrzydliwymi, przerobionymi w Photoshopie zdjęciami. Do zobaczenia, Ryder, nigdzie się nie wybieram z kimś takim jak ty. – Odwraca się i wychodzi z baru. Rebel macha do mnie rączką przez ramię mamy, a ja odmachuję, puszczając jej oczko.
Nie ucieknie mi tak łatwo. Czy jej się to podoba, czy nie, zawsze dostaję to, czego chcę. Och, Angel, nie masz pojęcia, z kim pogrywasz, księżniczko.
Wyciągam telefon z kieszeni i wybieram numer do jedynej osoby, która ją sprowadzi; znienawidzi mnie za to, ale potrzebuję ciężkiej artylerii, by ją okiełznać. Nigdy taka nie była i wiem, że już to mówiłem. Teraz jest zaciekła i uparta. Zachowuje się jak rozpieszczona mała bogaczka.
– Daj jej czas, cokolwiek zrobiłeś, daj jej czas. Nigdy wcześniej się tak nie zachowywała – mówi barmanka, zbierając pustą szklankę i zabawki. Kiwam głową, patrząc na drzwi.
– Proszę, powiedz mi, że wraca do domu?
– Jest uparta i odmówiła. Gra ostro.
– Zostaw ją mnie. – Rozmowa się kończy, a ja wzdycham, po czym chowam telefon do kieszeni i wychodzę do motocykla. Widzę jej samochód jadący w kierunku jej domu. Wsiadam okrakiem na maszynę, zakładam kask i odpalam silnik.
Po powrocie do klubu Solomona wchodzę do środka; Blaze czeka na mnie, siedząc przy barze. Klubowe dziewczyny kręcą się dookoła, sprzątając i rozmawiając z kobietami członków.
– Więc, niech zgadnę. Kazała ci się pierdolić? – mówi, chichocząc i podnosząc butelkę do ust.
– Mam córkę, Blaze. Jest piękna. Ma na imię Rebel. – Wypluwa piwo na wszystko dookoła.
– Ja pierdolę! – Tak, ja pierdolę, i to jak.
















