Punkt widzenia Angel.
Znaleźli mnie; znaleźli mnie. Cholera, kurwa, szlag! Patrzę na niego i mam mały atak paniki. Widzę tylko jego i ją. Słowa, które wypluwał w moim kierunku z taką nienawiścią, i ten umieszek na jej twarzy. Dlaczego on tu jest?
Sięga po mnie, a ja reaguję instynktownie; chwytam jego nadgarstek i wykręcam go, wyginając mu ramię do tyłu. Jęczy, a jego ludzie są już na nogach. Patrzę na Blaze’a, jego wiceprezesa, a on każe wszystkim zachować spokój.
– Macie niewłaściwą osobę. A teraz wynoście się. – Popycham go do przodu, gdy instynkt walki lub ucieczki przejmuje kontrolę. Muszę się stąd wydostać. Muszę wyjechać. Muszę zabrać Rebel i Boomera i znikać. Ale dokąd?
– Angel, to się nie stanie. Szukaliśmy cię. Twoja rodzina cię szukała. Znaleźliśmy cię i nie ma już przed nami ucieczki – mówi do mnie Savage, gdy cofam się o krok, nie spuszczając go z oczu.
– Nie nazywam się Angel. Nawet nie wiem, kim jesteś. Nie będę powtarzać. Wypierdalaj z mojego baru, albo będziemy mieć problem. – Mój głos jest jak stal, gdy mierzę skurwiela wzrokiem. Nie wycofam się teraz. Muszę chronić moją córkę.
Kątem oka dostrzegam ruch i podnoszę rękę, a ruch ustaje. W tym momencie drzwi się otwierają i wchodzi więcej motocyklistów. Chwilowe odwrócenie uwagi zmusza mnie do działania. Rzucam się do biegu. Biegnę, jakby mi się dupa paliła, bo tak w istocie jest. Ręce mi się trzęsą, gdy wybiegam bocznym wyjściem w stronę mojego samochodu. Upuszczam kluczyki, podnoszę je. Otwieram auto, kiedy ktoś mnie łapie i popycha na bok samochodu. Krzyczę, gdy wielka dłoń zakrywa mi usta. Łzy płyną mi z oczu, gdy patrzę w lodowato błękitne tęczówki wpatrzone we mnie.
– Angel, proszę. Nie chcę ci zrobić krzywdy. Pozwól mi wyjaśnić, proszę. – Akurat, jasne. Gryzę go w rękę. Wrzeszczy i odsuwa się. Nie myśląc wiele, unoszę kolano z całej siły, trafiając go w klejnoty rodowe; powietrze uchodzi z niego i upada.
Otwieram drzwi samochodu, szamoczę się z kluczykami i wyjeżdżam z piskiem opon z parkingu. Łzy zamazują mi widok. Ocieram je wściekle, porzucam samochód kilka ulic dalej i biegnę do domu.
Niedługo mnie znowu znajdzie. Przestaję biec i chichoczę do siebie. Nie ma sensu uciekać. Znalazł mnie i bez wątpienia wypytają ludzi w mieście, więc wkrótce będą mieli mój adres. Co mogę zrobić? Okej, myśl, Angel. Nie możesz się po prostu spakować i wyjechać w środku nocy. Nie możesz tak wyrwać Rebel z jej środowiska.
Nie, stawię czoła demonom mojej przeszłości. Jeśli po mnie przyjdzie, a wiem, że to zrobi, będę na niego gotowa. Jestem cholerną Moretti i my, kurwa, nie uciekamy przed wrogami, a w tej chwili Savage i jego klub są wrogiem.
Odwracam się i wracam do samochodu, który jest zaparkowany byle jak, i wsiadam z powrotem do środka. Wyciągam telefon z kieszeni i wysyłam szybkiego SMS-a do Maxa, mówiąc mu, żeby zamknął na dziś i nie udzielał nikomu żadnych informacji o mnie.
Odpisuje szybko, informując, że już poszli i powiedzieli, że wrócą, by z tobą porozmawiać. Przewracam oczami i wzdycham, po czym kieruję samochód w stronę domu. Nerwowo bębnię palcami o kierownicę, podjeżdżając pod dom.
Ludzie w tym mieście nie wiedzą, kim naprawdę jestem. Bezpieczniej jest, żeby nie wiedzieli. Nawet jeśli Moretti nie mają wrogów. Nikt nie jest na tyle odważny ani głupi, by czegokolwiek próbować. Więc wiem, że tak czy inaczej jestem bezpieczna, nawet jeśli Princes of Darkness mnie znaleźli. Nie mogą mnie tknąć bez odwetu ze strony mojej rodziny.
Wysiadam z samochodu i idę kamienną ścieżką do drzwi wejściowych. Otwieram je i wchodzę do środka. Rebel nie śpi i pije mleko na kolanach pani Lawson. Obie patrzą na mnie, a ja się do nich uśmiecham.
– Wcześnie wróciłaś, wszystko w porządku? – Podchodzę i całuję córkę w głowę; trzyma stopę w górze, pijąc butelkę mleka. Całuję też panią Lawson.
– Tak, nie było zbyt dużego ruchu, więc powiedziałam Maxowi, żeby zamknął i poszedł do domu. – Mówię jej tylko część prawdy.
– Wyglądasz, jakbyś się przestraszyła. Co się stało, Angie? – Wzdycham, wstając i idąc do kuchni. Biorę butelkę piwa i siadam na kanapie. Jedno nie zaszkodzi. Myślę, że zasłużyłam na to po tym, co się właśnie wydarzyło.
– Muszę ci powiedzieć prawdę o sobie. Nie nazywam się Angie, tylko Angel. Angel Moretti. Moi rodzice to Don Antonio Moretti i Teagan Moretti. – Mówię, obserwując ją, a ona kiwa lekko głową.
– Wiem, kochanie. Całe miasto wie, kim jesteś. Nie jesteśmy prostaczkami. Kilka lat temu twoja rodzina wysłała tu ludzi, którzy cię szukali. Wszyscy powiedzieliśmy im, że nie mamy pojęcia, kim jesteś. Wiedzieliśmy, że przed czymś uciekasz, więc postanowiliśmy cię chronić. Więc powiedz mi, Angel, co się stało dziś wieczorem? – Patrzę na nią zszokowana. Chwila, cofnijmy się. Całe miasto wie, kim jestem? Chichoczę z niedowierzaniem.
– Wow, cóż, dziękuję. – Macha ręką lekceważąco, podczas gdy Rebel macha teraz pustą butelką w powietrzu jak flagą. Śmieję się z niej, gdy pani Lawson stawia ją na podłodze. Mała drepcze do mnie, biorę ją na ręce i przytulam do piersi, wiedząc, że za kilka chwil zaśnie.
– Jej ojciec znalazł mnie dziś wieczorem. Zupełnym przypadkiem. Jej ojciec jest prezesem klubu Princes of Darkness. Nazywa się…
– Ryder. – Moje oczy się rozszerzają, patrzę na nią i przełykam ślinę, kiwając głową.
– Skąd wiesz…
– Hatchet jest moim bratem. Przeprowadziłam się tutaj niedługo po urodzeniu Rydera. Zostawiłam życie w klubie za sobą. Mój brat i ja nigdy nie utrzymywaliśmy kontaktu po tym czasie. Będę was obie chronić. Może i nie jestem już częścią tego życia, ale to życie pozostało we mnie. Jeśli on przyjdzie, a zrobi to, musisz być gotowa. Ona jest jego dzieckiem. Świat klubów motocyklowych jest podobny do twojego świata. Ma pełne prawo się o nią upomnieć, a kiedy to zrobi, obie będziecie musiały z nim pójść. Przykro mi, Angel – mówi do mnie. Patrzę w dół na moją śpiącą małą dziewczynkę i wzdycham, wiedząc, że przed tym nie ucieknę. Tak samo jak nie mogę w to mieszać rodziny. On nie wie o niej, więc to dobry początek.
Albo przynajmniej wydaje mi się, że nie wie. W co ja się wpakowałam?
















