Bailey wydaje się być skazana na wieczne niedopasowanie, trochę kujonka, ale pod tą powłoką skrywa się piękno, którego tak wielu zdaje się nie dostrzegać. Mimo to, nie jest tym, czego jej Alfa w stadzie oczekuje od przeznaczonej partnerki... dlatego jest zdeterminowany, by ją odrzucić i uczynić jej życie piekłem. Bailey, wiedząc, że jej życie prawdopodobnie już nigdy nie będzie takie samo, skupia się na tym, co może kontrolować – swojej przyszłości – i wyjeżdża na studia, by zostać nauczycielką. Asher jest Betą Stada Jesiennej Doliny, sąsiedniego stada. Złamany człowiek, który stracił swoją partnerkę w wyniku ataku zbójów, Asher powoli się kruszy. Rozpada się na kawałki. Cień dawnego siebie i człowiek, w którego towarzystwie nikt już nie chce przebywać... Do czasu, gdy Stado Jesiennej Doliny potrzebuje nowego nauczyciela, a Bailey trafia tam i zostaje postawiona w bliskim kontakcie z Betą. Czy rodzi się między nimi więź, czy to tylko wytwór ich wyobraźni? I co się stanie, gdy partner Bailey wróci, by odebrać to, co do niego należy?

Pierwszy Rozdział

Spojrzałam na zegar na ścianie w mojej sypialni. Myślę, że odwlekałam nieuniknione tak długo, jak tylko mogłam fizycznie. Powinnam iść do siedziby stada, aby złożyć życzenia szczęśliwych urodzin przyszłemu Alfie naszego stada. Udręka mojego życia. Najlepszy przyjaciel mojego brata. Pewnego dnia zostanie Alfą Milesem. Dziś skończy 17 lat i pozna swojego wilka Alfy. Szczerze mówiąc, i tak był wystarczająco egocentryczny, myśląc, że świat kręci się wokół niego, a co dopiero, gdy w końcu zyskałby swojego wilka. Nie jakiś tam zwykły wilkołak. O nie, Miles Davenport był przeznaczony na Alfę, więc będzie miał silnego i potężnego wilka Alfy, co tylko zwiększy jego arogancję i siłę. Co szalone, Miles kiedyś był jednym z moich najbliższych przyjaciół. W moim młodszym dzieciństwie... Przyjaźń, to coś, co się zdarza, gdy twój ojciec jest Betą Alfy. Dzieci spędzają razem dużo czasu i zaprzyjaźniają się. Mój starszy brat, Jordan, został prawą ręką Milesa. Jego najbliższy przyjaciel i sojusznik, który jako jego Beta, gdy nadejdzie czas, to jedyne słuszne rozwiązanie. Ale z biegiem lat przyjaźń między Milesem a mną się zmieniła. Przyjaźń zanikła, gdy wyrósł na popularną gwiazdę sportu w naszej szkole. Ostatecznie i tak zawsze miał być popularny, w końcu był przyszłym Alfą, ale jako jedna z czołowych gwiazd sportu był również ubóstwiany. Podobnie jak mój brat. Wszystkie dziewczyny w szkole gromadziły się wokół nich, jakby byli gwiazdami popu czy coś w tym stylu, i to było dziwne. Teraz byłam dla niego tylko źródłem rozrywki dla niego i jego sportowych kumpli. Geekiem. Nie jedną z królowych piękności, które za nim podążały. Po prostu kimś do wyśmiewania. Przeszłam od spędzania czasu z moim przyszłym Alfą do nienawidzenia go w ciągu roku szkolnego. Uważał się za dar od Boga, i szczerze mówiąc, gdyby nim był, to jest to dar, który bym zwróciła… "Bailey!" Usłyszałam wołanie mojej mamy z dołu, co oznaczało, że zdecydowanie spóźniam się. Wiem, że Jordan już dawno poszedł do siedziby stada z moim tatą, aby spotkać się z jego przyjacielem i naszym Alfą. "Wiem" - odkrzyknęłam, patrząc na książki na moim biurku, desperacko chcąc kontynuować pracę nad zadaniem, nad którym pracowałam. O wiele bardziej wolałabym kontynuować pracę nad zadaniem i zdobyć dodatkowe punkty, dążyć do pójścia na uczelnię, na którą chcę iść, zamiast iść na imprezę dla zarozumiałego tyrana, którego uważam za prawie rodzinę, biorąc pod uwagę, że jest synem najlepszego przyjaciela mojego taty. Wstałam z miejsca i podeszłam do lustra, poprawiając moją czarną sukienkę skater, którą wybrałam na dzisiaj. Coś prostego i skromnego, łatwego do wtopienia się w tło, ale mimo wszystko sukienka, jeśli ktoś zapytałby, dlaczego się nie postarałam. Wraz z moimi masywnymi czarnymi sandałami wyglądałam przyzwoicie, choć nikt nie będzie na mnie patrzył. Dziś wszystkie oczy będą zwrócone na solenizanta, jak zawsze. On się o to zatroszczy. Odrzuciłam moje kręcone brązowe włosy do tyłu, zanim wyszłam z drzwi, już obawiając się godzin, które mam przed sobą… Moja mama zaparkowała samochód na parkingu przed siedzibą stada, podczas gdy moja młodsza siostra Morgan bawiła się lokami wokół mojej głowy, po prostu próbując mnie zirytować. Wiedziała, że wolałabym być gdziekolwiek indziej niż tutaj i uwielbiała każdą chwilę tego. "Awww, chcesz wrócić do domu, Bailey-boo?" - droczyła się. "Przestańcie wy dwie, no dalej, twój tata czeka w środku. Chodźmy znaleźć solenizanta" - mówi mama, brzmiąc radośnie, zupełnie nie zdając sobie sprawy z tego, jak okropna ta impreza może się okazać. Ona też uwielbiała Milesa. Widząc, jak dorastał u boku mojego brata, wydawało jej się, że słońce świeci mu zza… Zawsze mnie to doprowadzało do szału. "On nawet nas tam nie zauważy" - mruknęłam pod nosem, idąc za nią po schodach do siedziby stada, kręcąc głową na widok mojej siostry i tego, jak wystrojona wyglądała. Zdecydowanie wyglądała, jakby chciała komuś zaimponować. Mała część mnie zastanawiała się, czy ma nadzieję, że może być przeznaczoną partnerką Milesa. W końcu dzisiaj spotyka swojego wilka Alfy. Przemieni się po raz pierwszy dzisiaj, a dzisiaj potencjalnie może być dniem, w którym wyczuje swoją przeznaczoną partnerkę gdzieś tam czekającą na niego! W szkole było tyle szumu wokół tego, tak wiele dziewcząt było podekscytowanych potencjalną możliwością, że mogą być jego przeznaczoną partnerką. Tą wybraną dla niego przez boginię księżyca. Tą przeznaczoną, by być z nim. Tak wiele z nich desperacko tego pragnie. Podczas gdy ja desperacko pragnęłam czegokolwiek innego. Nie mogłam sobie wyobrazić nic gorszego! Jednak patrząc na to, jak bardzo moja młodsza siostra się dzisiaj postarała, zaczynam myśleć, że jest jedną z wielu wilczyc, które żywią tę nadzieję… Przeszliśmy przez korytarze siedziby stada, które były wypełnione różnymi członkami stada. Dzisiaj był dzień świętowania w stadzie, urodziny przyszłego Alfy. I nie tylko urodziny, dzień, w którym osiągnął pełnoletność. Dzień, w którym spotkał swojego wilka Alfy. Ściany siedziby stada były ozdobione dekoracjami, muzyka rozbrzmiewała z różnych głośników rozmieszczonych w wielu pokojach. "Ooff, przepraszam!" - powiedziała chichocząca wilczyca do mnie, prawie przewracając mnie, gdy na mnie wpadła. Wolałabym być gdziekolwiek indziej niż tutaj. To było zbyt gorączkowe i zbyt głośne dla mnie. Po prostu piorunuję wzrokiem plecy dziewczyny, gdy się ode mnie oddala, nie przejmując się niczym. Podążyłam za moją mamą i moją siostrą, która prawie podskakiwała, idąc, w kierunku głównego salonu. Mogę tylko przypuszczać, że moja mama połączyła się umysłem z moim tatą, aby dać mu znać, że przyjechałyśmy, i powiedział, że tam są, bo inaczej mogłybyśmy spędzić cały dzień na szukaniu ich! Wyglądało na to, że prawie każdy członek stada przyszedł świętować urodziny pieprzonego Milesa Davenporta. Salon był pełen ludzi, muzyka naprawdę dudniła, i wszyscy wydawali się dobrze bawić. Wszyscy oprócz mnie. Złapałam wzrok mojego brata, opierającego się o ścianę salonu, najdalej od drzwi, przez które właśnie weszłyśmy. Skinął głową w moją stronę, zanim po prostu się odwrócił. "Mogłaś się postarać, Bailey" - połączył się ze mną umysłem. "To urodziny, a nie pogrzeb, wiesz?" Poczułam, że moje serce opada na dół na jego słowa. Świetnie, obelgi już się zaczęły, co oznaczało, że to tylko kwestia czasu, zanim Miles też zacznie. Wydawało się, że obaj lubią współpracować w ten sposób. Znajdując wielką przyjemność w nękaniu mnie. Byłam tylko rok młodsza od nich obu i desperacko miałam nadzieję, że wyzywanie i obrażanie ustąpią, gdy trochę dorosną, ale jeśli już, to wydawało się, że jest coraz gorzej. Wszystko dlatego, że nie byłam taka jak dziewczyny, którymi byli zainteresowani, byłam tego pewna. Nie byłam jak inne dziewczyny. Sama sobie utrudniłam, powiedziała mi mama, wszystko dlatego, że lubiłam się uczyć. Lubiłam czytać i uczyć się. Powiedziała, że tylko sobie utrudniam. Plan był taki, żeby sobie ułatwić, znajdując wyjście… "Jordan mówi, że twoja sukienka wygląda, jakbyś szła na pogrzeb, Bailey" - droczyła się Morgan, ponownie poprawiając moje loki. Moje długie brązowe włosy opadały grubymi, niesfornymi lokami na moje plecy. Czasami doprowadzały mnie do szału. Zwłaszcza gdy mój brat i siostra postanawiają się nimi bawić. "No cóż, założyłam sukienkę, tak jak chciałaś" - warknęłam, odsuwając się od nich, czując się już zła, tak kuszona, żeby po prostu odwrócić się i wrócić do domu, tylko po to, by zostać odciągniętą przez moją mamę. "Idziemy złożyć Milesowi życzenia szczęśliwych urodzin. Zostaniesz na chwilę przynajmniej. Nie muszę tłumaczyć twojej ciotce i wujkowi po raz kolejny, dlaczego wyszłaś z imprezy towarzyskiej, Bailey" - ostrzegła mnie mama, jej ton brzmiał zrzędliwie, przysięgam, że musiała przeczytać moje myśli o opuszczeniu imprezy. Jestem pewna, że nienawidziła mnie jako córki, prawdopodobnie pragnąc takiej, która byłaby bardziej towarzyska i która lubiłaby być częścią wszystkiego, zamiast takiej, która wolałaby mieć głowę w książce. "Awww, wszystkiego najlepszego, Miles!" - Usłyszałam pisk mojej siostry z mojej strony. Przysięgam, że mówiła tonem tak wysokim, że słyszały go tylko psy. Bóg wie, dlaczego jest taka podekscytowana. To tylko jego urodziny. Prawdopodobnie nawet go to nie obchodzi, zwykle go to nie obchodzi… Kiedy podniosłam wzrok, jego niebieskie oczy były wpatrzone we mnie, podniosłam wzrok, aby spotkać się z jego spojrzeniem, i mogłam zobaczyć, jak jego oczy zmieniają kolor na ciemniejszy niebieski… czy to był jego wilk? Widzę grymas na jego twarzy, gdy nagle wybiega z pokoju. O co w tym wszystkim chodziło? "Wyjdź tutaj" - Miles nagle łączy się ze mną umysłem, i muszę powiedzieć, że brzmiał daleki od zachwytu. To, w połączeniu ze złą miną na jego twarzy, mówiło mi, że coś jest nie tak. Czy wolałby, żebym nie przyszła? Cóż, nie tylko on… "Co?" - zapytałam, całkowicie zdezorientowana. Czy był zirytowany tym, jak się ubrałam? Jeez, to tylko sukienka. Czy to naprawdę ma znaczenie? Wróciłabym do domu, gdyby tak było. "Na zewnątrz, teraz" - zażądał jeszcze raz, brzmiąc tym razem jeszcze bardziej zirytowany, co uświadomiło mi, że nie mam innego wyboru, jak tylko wykonać jego rozkazy, więc wymknęłam się z trwającej imprezy z powrotem do drzwi siedziby stada. Tylko po to, by znaleźć Milesa spacerującego po dole schodów, wyglądającego na mieszankę zmieszania i złości. Więc dlaczego mnie tu potrzebował? Kogoś, na kim mógłby wyładować swoją złość? Nie byłam skłonna tym być, byłam tego pewna… Właśnie kiedy miałam odejść, podniósł wzrok. "Pieprzenie zajęło ci to wystarczająco dużo czasu" - warknął. Zmarszczyłam brwi, nie wiedząc, o co w tym wszystkim chodzi, ale nie miało to dla mnie sensu, gdy patrzyłam na niego z góry, z miejsca, w którym stałam na szczycie schodów siedziby stada. Jego niebieskie oczy ponownie zmieniły kolor na ciemny niebieski, tak jak w środku, zaskakując mnie. Jego wilk wyraźnie się ociąga… "Co się stało, Miles? Chcesz, żebym sprowadziła Jordana?" - zapytałam. "Nie, nie chcę! Nie chcę, żeby ktokolwiek o tym wiedział" - warknął, z jego ust wydobył się warkot, choć nie wiem, czy był skierowany do mnie, czy jego wilk był na niego zły… "Nie sądzę, żebym rozumiała…" - zaczęłam. "Wkrótce zrozumiesz" - zadrwił, a ja po prostu patrzę na niego w oszołomieniu. Nic, co mówi, nie ma dla mnie sensu. Dopóki nie kontynuuje. "Dopiero dzisiaj zdałem sobie sprawę. Sama myśl mnie obrzydza. Dlaczego nasza własna bogini księżyca miałaby zrobić mi taki numer, nie wiem. Jestem Alfą. Pieprzonym Alfą. Zasługuję na silną partnerkę. Piękną partnerkę, z której mógłbym być dumny. Nie jakąś słabą, żałosną, niezauważalną osobę". Moje ciało drży na jego słowa. Nie. Jeszcze nie zyskałam swojego wilka. Jeszcze tego nie wiedziałam. Dlaczego… Dlaczego on ze wszystkich ludzi? "Jestem twoją przeznaczoną partnerką?" - pytam drżącym głosem. "Jesteś pewien?" "Pieprzysz, wątpisz we mnie?" - krzyczy. "I nią nie będziesz. W momencie, gdy zdobędziesz swojego wilka, zdecyduję, kiedy nadejdzie właściwy czas, aby cię odrzucić". Moje serce skręca się i wykrzywia na samą myśl. Odrzucenie miało być najbardziej bolesną rzeczą na świecie. Dlaczego miałby chcieć odrzucić partnerkę wybraną dla niego przez naszą własną boginię księżyca? Czy naprawdę jestem aż tak odrażająca?

Odkryj więcej niesamowitych treści