Kiedy wychodzę z łazienki, Bronx siedzi przy barku śniadaniowym, czekając na mnie. Wrócił do swojego stoickiego, opanowanego ja, wyglądając przystojnie w skrojonym na miarę niebieskim garniturze z pasującą opaską na oko i śnieżnobiałą koszulą rozpiętą pod szyją. Siadam obok niego i kładę dłoń na jego ramieniu.
– Bronx, jeśli szkolenie przez wiedźmy to jedyny sposób, by mi pomóc, to muszę to zrobić
















