Krew Księżyca w Pełni: Wzniesienie Się Niewolnika Wilka

Krew Księżyca w Pełni: Wzniesienie Się Niewolnika Wilka

Autor: Aeliana Moreaux

Księga 1: Rozdział 7
Autor: Aeliana Moreaux
2 mar 2026
Przygotowuję czterodaniowy posiłek składający się z sałatki Cezar, przystawek z krewetek owijanych bekonem, polędwicy Wellington z duszoną brukselką jako dania głównego oraz tarty z limonek na deser. Robię również bruschetty, crostini, placuszki pomidorowe, mini calzone, tace z różnymi warzywami i dipami oraz trufle czekoladowe do podania na przyjęciu. Desery i tace z warzywami skończyłam między śniadaniem a lunchem, więc teraz miałam mniej na głowie. Uświadamiam sobie, że rada Lex, by szukać szczęścia w gotowaniu, pomogła mi cieszyć się przygotowywaniem tej kolacji. Może dlatego, że serwuję jedzenie ludziom spoza mojej watahy, a może dlatego, że robię wyjątkowe potrawy, a nie tylko to, co zwykle gotuję dla stada? Tak czy inaczej, nie mam nic przeciwko mojej dzisiejszej pracy. Czuję z niej dumę. Do obsługi kolacji są kelnerzy, ponieważ to formalne wydarzenie. Ja zostaję w kuchni i upewniam się, że wszystko jest nałożone na talerze i wychodzi w idealnym stanie. Jestem w swoim żywiole, jak to mówią. Wyglądam z kuchni po podaniu każdego dania. Ludzie wydają się naprawdę zadowoleni z jedzenia, co jest ulgą. Zauważam, że Alfa Graham robi się całkiem pijany. Luna Caroline ciągle zabiera mu kieliszek, ale on wciąż rozkazuje omegom podawać mu więcej. W jadalni jest bardzo tłoczno, więc nie udaje mi się lepiej przyjrzeć Alfie Bronxowi Masonowi. Beta Lenora widzi, jak wyglądam z kuchni, mruga do mnie i pokazuje kciuk w górę. Uśmiecham się i macham lekko, po czym cofam głowę. Pomagam kelnerom zanieść jedzenie imprezowe na stoły na obrzeżach sali balowej. Upewniam się też, że bary w rogach są w pełni zaopatrzone. DJ kończy się rozstawiać, a kolorowe światła ślizgają się po parkiecie. Balony i serpentyny wiszą wszędzie. Pierwsi goście zaczynają wchodzić, co jest dla mnie sygnałem, by wymknąć się tylnymi drzwiami. Na szczęście kelnerzy obsługujący kolację posprzątają dziś jadalnię, co daje mi dodatkowy czas na uzupełnienie zapasów w spiżarniach. Idę na górę do magazynku i ładuję wózek. Nucę pod nosem, chodząc od pokoju do pokoju. Czuję dziwny spokój. – Jesteś w dobrym nastroju – mówi Lex. – Chyba tak. Chociaż nie jestem pewna dlaczego. Plecy wciąż mnie cholernie bolą, stopy też. – Cóż, cieszę się, że ty jesteś szczęśliwa, tak dla odmiany. Ta wersja ciebie jest całkiem fajna. – Dzięki, Lex. Ty też nie jesteś najgorsza. Kończę zaopatrywanie pokoi członków watahy z rangą na czwartym i trzecim piętrze. Potem udaję się na drugie piętro, gdzie znajdują się apartamenty gościnne. Personel sprzątający wyczyścił pokoje i łazienki. Muszę tylko uzupełnić przybory toaletowe, produkty w spiżarni i lodówki. Szybko uwijam się z pokojami. Pamiętam, by zaopatrzyć pokój Bet w więcej butelek San Pellegrino, odświeżyć kwiaty i zostawić małą karteczkę z odręcznie narysowaną uśmiechniętą buźką na blacie w aneksie kuchennym. Jest już prawie północ, wszyscy wciąż imprezują w sali balowej. Zamykam drzwi do apartamentu Bet i przechodzę pod drzwi apartamentu Alfy. To ostatni pokój na dziś. Wiem, że on też musi być na przyjęciu, ale na wszelki wypadek pukam. Przykładam ucho do drzwi i nie słyszę odpowiedzi. Nie jestem pewna, czy już był w pokoju, ale muszę sprawdzić i upewnić się, czy nie trzeba uzupełnić zapasów. Wsuwam kartę magnetyczną do zamka i otwieram drzwi. Z głębi korytarza słyszę kroki. – Hej, ty! Co ty tam robisz? – szorstki głos woła z korytarza. Zakładam, że to ochroniarz, więc zaczynam odpowiadać, że jestem z serwisu sprzątającego. Przecież mam wielki wózek pełen przekąsek i napojów. Poza tym mam tylko półtora metra wzrostu i nie ważę nawet czterdziestu kilogramów. Nie wiem, jak wielkie zagrożenie ten facet mógłby we mnie widzieć. Spoglądam spod czapki na dwóch ochroniarzy idących szybko w moją stronę. Jeden z nich jest znacznie większy od drugiego. Zauważam, że jest ubrany naprawdę elegancko jak na ochroniarza. Właściwie jest najprzystojniejszym wilkołakiem, jakiego w życiu widziałam. Ma pewnie prawie dwa metry wzrostu i waży blisko sto trzydzieści kilogramów samych mięśni o szerokich barach. Jego szyję i grzbiety dłoni pokrywają tatuaże. Przy jego gładko zaczesanych czarnych włosach i oliwkowej cerze, jego zielone oko ma kolor chrupkiego jabłka Granny Smith. Drugie oko zakryte jest czarną opaską. Zapach kawy i gorzkiej czekolady wypełnia powietrze, a ja wrastam w ziemię. Powoli podnoszę czapkę z oczu na tyle, by lepiej mu się przyjrzeć. Lex skacze dziko w mojej głowie, gdy on przepycha się obok strażnika. – To on! To on! On i ja wypowiadamy to w tym samym czasie. – Przeznaczony. – Przeznaczona. Podchodzi do mnie wielkimi krokami i brutalnie popycha na drzwi z niskim warknięciem. Chyba nie zdaje sobie sprawy, jak lekka jestem, gdy uderzam nieco za mocno w solidny dąb. Opiera obie dłonie na drzwiach po obu stronach moich ramion, uniemożliwiając mi ucieczkę. Przyciska twarz do mojej szyi i zaciąga się głęboko. Serce wali mi w piersi. Czuję się przytłoczona i ogarnia mnie panika. Musi wyczuwać, że jestem słaba. Zabije mnie, zanim jego Alfa zdąży to zrobić. Szlag. – Alfo Bronx, czy ta omega próbuje coś ukraść? – odzywa się ochroniarz, podchodząc. – COFNIJ SIĘ! – warczy na strażnika, obnażając wielkie wilcze kły. Strażnik zatrzymuje się w miejscu. – Alfo? – mówi strażnik ze zdezorientowaną miną. Alfo? Czekaj, co? Alfa. To nie może być prawda. – MOJA! – warczy Alfa Bronx. Moje plecy zaczynają robić się mokre. O cholera, teraz mocno krwawię. Kiedy pchnął mnie na drzwi, rozerwało to większość niezagojonych ran po biczowaniu. Teraz początkowa adrenalina opada, a plecy zaczynają piec. Drzwi za moimi plecami wydają się śliskie. Staram się nie skomleć. Nie chcę pokazać, że jestem słaba. Nie chcę, żeby mnie zamordował, kiedy dopiero co go znalazłam. Kogo ja oszukuję? Nie ma mowy, żeby już nie wiedział, że jestem mięczakiem. – Kas, nie mogę cię wystarczająco szybko leczyć. Trzymaj się! Blizny to utrudniają. Próbuję, ale czuję się taka słaba! Tracimy zbyt wiele krwi – skomle Lex. Brzmi, jakby była daleko. Przez ramię Alfy Bronxa widzę Lunę Caroline i Alfę Grahama biegnących korytarzem. Cóż, Alfa Graham bardziej się potyka niż biegnie. Beta Tate oraz Betowie Milo i Lenora są tuż za nimi. Zaczyna mi się kręcić w głowie, czuję zawroty i mdłości. – Kas, co ty zrobiłaś? Ty bezczelna gówniaro! – krzyczy Luna Caroline. Jej głos brzmi odlegle, mimo że stoi teraz tuż przede mną. Wyciąga rękę, by mnie spoliczkować, ale Alfa Bronx warczy i chwyta jej dłoń w powietrzu, łamiąc jej nadgarstek. Alfa Graham odwarkuje mu. Czuję, jak brzegi mojego pola widzenia czernieją. Moje kolana są jak z galarety. Obserwuję wszystko jak we śnie. Nikogo teraz nie słyszę, mimo że wszyscy krzyczą. Wyglądają, jakby poruszali się w zwolnionym tempie. Alfa Graham pijackim ruchem szarpie ramię Luny Caroline, odciągając ją od Alfy Bronxa, który wciąż na nich warczy. Ochroniarz próbuje ich rozdzielić, podczas gdy Beta Tate usiłuje odciągnąć Alfę Grahama. Betowie Milo i Lenora przyjmują postawę obronną, osłaniając Alfę Bronxa. Sam podchodzi od tyłu do Alfy Grahama w momencie, gdy ten szarpie Lunę Caroline. Ona krzyczy z bólu. Sam bierze zamach i uderza Alfę Grahama najmocniej, jak potrafi. Metaliczny zapach krwi zaczyna wypełniać powietrze. Trzęsę się na całym ciele. Nie potrafię stwierdzić, czy ze strachu, czy z utraty krwi. Nie czuję już Elexis. Rozglądam się, by sprawdzić, czy ktoś jeszcze zauważa ten zapach, ale wszyscy kłócą się ze sobą. Spoglądam w dół i uświadamiam sobie, że krew spływa mi po nogach i drzwiach, kapiąc dużymi kroplami na podłogę. Mam krew we włosach w miejscu, gdzie dotykają drzwi. Chwytam przedramię Alfy Bronxa. Odwraca się do mnie, a jego oko się rozszerza. – Pomocy – szepczę. Czuję, jak osuwam się po drzwiach. Wszystko staje się czarne, zanim uderzam o podłogę.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Księga 1: Rozdział 7 – Krew Księżyca w Pełni: Wzniesienie Się Niewolnika Wilka | Czytaj powieści online na beletrystyka