Słyszę kroki Alfy Grahama oddalające się korytarzem, gdy wychodzi z lochu. Ryan zaciska chwyt na moim karku, wysuwając wilcze pazury, co sprawia, że skamlę.
Zaraz po trzaśnięciu drzwi Ryan puszcza moją szyję i klęka przede mną. Jego twarz jest wykrzywiona gniewem. Jego oczy migoczą czernią, gdy jego wilk, Dagger, wypływa na powierzchnię.
Chwyta mnie za ramiona, potrząsając mną brutalnie. – Co ty, do diabła, zrobiłaś, że tak go wściekłaś?
Dlaczego mnie nie bije, tak jak powiedział Alfie Grahamowi? Napinam całe ciało, unikając kontaktu wzrokowego. Trzęsę się tak bardzo, że nie potrafię teraz nawet mówić. Myśl o dwóch osobach bijących mnie regularnie przez resztę życia... to po prostu nie może być prawda. Prawda?
Jak Bogini może pozwalać na coś takiego? Chcę umrzeć. To nie jest przesada. To nie jest dramatyzowanie z mojej strony. Proszę, Bogini, nie pozwól na to. Po prostu pozwól mi umrzeć.
Trzęsę się tak bardzo, że upadam na kolana. Zaczynam histerycznie szlochać, a mój mózg przestaje być zdolny do racjonalnego myślenia.
Ryan chwyta mnie za brodę i zmusza do spojrzenia w swoje zimne, szare oczy. Przez chwilę patrzy na mnie z przerażeniem. – C-co się stało z twoimi oczami?
Przesuwa dłonie z mojej brody tuż pod moje oczy. Czuję, jak jego ręce drżą na mojej twarzy.
– J-jesteś jakąś hybrydą czy co?
Jedyne, co udaje mi się zrobić, to potrząsnąć głową na „nie” między szlochami. Gdy kręcę głową, czuję, jak zaczyna naciskać kciukami na moje dolne powieki, zasłaniając mi widok.
O nie, nie, nie, on wydłubie mi oczy.
Jasna cholera! Zobaczył fioletowy kolor. Oślepi mnie. Kładę swoje dłonie na jego, próbując go odciągnąć. Słyszę własny krzyk: – NIENIENIENIEEE! PRZESTAŃ!! Nie wydłubuj mi oczuuu! BŁAGAAAM!!!
Na jeden moment czas zamarza. Nie mam na myśli tego, że wydaje się, jakby czas stanął w miejscu, bo jestem w środku traumatycznej sytuacji. Nie, czas jest faktycznie zamrożony. Cóż, zamrożony dla wszystkiego z wyjątkiem mnie, powinnam powiedzieć. Czuję to w powietrzu.
To trwa tylko chwilę. Z łatwością odciągam ręce Ryana od mojej twarzy. Wyraz złości połączonej ze zmieszaniem zastyga na jego obliczu. Obok niego mucha jest zawieszona w powietrzu. Sekundnik na zegarze zatrzymał się na ścianie za nim. Krople wody nie dokończyły upadku, pozostawiając parasolowate rozbryzgi w kałużach na podłodze.
Co do... diabła? Czy Bogini Księżyca mnie usłyszała? Czy zlitowała się nade mną? Czy pozwoliła mi umrzeć?
Patrzę z powrotem na Ryana szeroko otwartymi oczami. Moje dłonie świecą na fioletowo. Tak szybko, jak się zatrzymał, czas rusza ponownie. Ryan zaczyna wrzeszczeć i odpycha się ode mnie. Wierzchy jego dłoni, w miejscach, gdzie go dotykałam, są czerwone i spuchnięte.
Spoglądam na swoje dłonie. Znów są normalne, nie świecą fioletem. Ale serio, co, u diabła, właśnie się stało?
Zaciskam mocno powieki, czekając, aż Ryan weźmie odwet.
– Jeśli komukolwiek powiesz, zabiję cię – mówi mi do ucha. Po czym uderza mnie pięścią w brzuch, wybijając powietrze z moich płuc.
Słyszę jego kroki biegnące korytarzem, a potem na zewnątrz przez drzwi. Nie wiem, jak długo tak siedzę, ale kiedy w końcu otwieram oczy, oddycham z ulgą.
Opieram się o łóżko jeszcze przez chwilę, szlochając, trzęsąc się i próbując złapać oddech. Nie skrzywdził mnie? Z pewnością wróci. Wciągam powietrze nosem, ale jego zapach zniknął. Nasłuchuję uważnie, ale w innych częściach lochu nie ma żadnych dźwięków. Jestem sama.
– Bogini, dziękuję ci za ocalenie. Dziękuję – mówię na głos, na wypadek gdyby cud, którego właśnie doświadczyłam, był jej sprawką.
Czuję się wyczerpana, ale zaczynam się uspokajać. Dobra, Kas, skup się. Muszę zrobić kolację dla watahy, inaczej Alfa Graham mnie znajdzie i zamorduje. I nie sądzę, żeby to była przesada. Nawet gdybym próbowała uciec, on albo Ryan znaleźliby mnie, zanim zdołałabym wydostać się z terytorium. Myślę, że w tym momencie naprawdę by mnie zabił. A skoro o tym mowa, to tylko kwestia czasu, zanim Ryan wróci, żeby spuścić mi łomot, tak jak kazał mu ojciec.
Biorę kilka głębokich wdechów i zmuszam się do przejścia korytarzem, by umyć się w zlewie. Chlapię twarz zimną wodą i patrzę w brudne lustro. Obydwa moje oczy są teraz czysto fiołkowe. Srebrne pasma zaczynają przejmować moje włosy. To nie są siwe włosy jak u starej osoby. To srebrzysta biel, która niemal lśni, nawet w słabym świetle lochu. To takie dziwne, nie ma mowy, żebym przyzwyczaiła się do tego nowego wyglądu.
Wracam do pokoju i ubieram się w legginsy i T-shirt. Zakładam czapkę z daszkiem, którą dała mi Diane, naciągając daszek nisko, by ukryć oczy. Przez całą kolację otrzymuję mordercze spojrzenia od Alfy Grahama. Upewniam się, że trzymam wzrok wbity w podłogę, żeby nie zobaczył koloru. Ryan piorunuje mnie wzrokiem przy każdej okazji. Po kolacji uzupełnianie spiżarni zajmuje więcej czasu niż zwykle, bo ktokolwiek robił to, gdy byłam w szpitalu, nie miał pojęcia, co robi.
Jest już grubo po północy, kiedy padam na łóżko i zamykam oczy. 20 czerwca, myślę sobie. To ostatni dzień szkoły. Cóż, dla innych ludzi, nie dla mnie. Nie potrzebujesz edukacji, żeby gotować i uzupełniać spiżarnie, słowa Alfy Grahama dźwięczą mi w uszach. Dla mnie to po prostu kolejny dzień, jak sądzę. Przez chwilę pławię się w użalaniu nad sobą, zanim przewracam się na bok i próbuję zasnąć. Prawie śpię, gdy słyszę kobiecy głos.
– Halo!
Szybko zrywam się na równe nogi, rozglądając się wszędzie za tym, kto to może być. Jestem w pokoju sama. Wyglądam na korytarz i rozglądam się, ale tam też nikogo nie ma.
– Halo? – szepczę głośno w głąb korytarza.
– Och, Kas. To nie jest sposób, w jaki powinien zachowywać się wojownik. Weź się w garść – strofuje głos. Uświadamiam sobie, że głos dobiega z wnętrza mojej głowy.
– C-czy jesteś moim wilkiem? – pytam z wahaniem, martwiąc się, że zwariowałam.
– Jestem. Mam na imię Elexis. Możesz mówić mi Lex.
– Och, Elexis. Obudziłaś się o jeden dzień za późno. Nasz Alfa właśnie zamienił nas w niewolnice niecałe dwanaście godzin temu. Nie mamy teraz jak uciec. – Czuję, jak łzy napływają mi do oczu.
Wyjaśniam jej wszystko. Jak Alfa zabił mojego ojca, jak Luna kazała mi mieszkać w lochu, bicie, wszystko. Szlocham przez całą opowieść.
– Jestem tu teraz, Kas. Nie martw się. Jesteśmy dzieckiem Bogini Księżyca. Jesteśmy wojownikiem. Co oznacza, że jesteśmy silne. Przejdziemy przez to.
– Lex, wcześniej, kiedy moje dłonie zrobiły się fioletowe i poparzyły Ryana. Czy to byłaś ty?
– Poniekąd. To byłaś ty, ale moje przebudzenie pomogło aktywować twoją moc. Wyjaśnię więcej później. Na razie się prześpij.
















