Krew Księżyca w Pełni: Wzniesienie Się Niewolnika Wilka

Krew Księżyca w Pełni: Wzniesienie Się Niewolnika Wilka

Autor: Aeliana Moreaux

Księga 1: Rozdział 6
Autor: Aeliana Moreaux
2 mar 2026
Kończę dyżur w spiżarni, upewniając się, że w pokojach gościnnych wszystko jest przygotowane. Poprosiłam Sama o zamówienie bukietów do każdego apartamentu jako dodatkowy akcent. Do apartamentu Alfy gości dokładam również butelkę szampana. Jeśli to ma być ostatnia rzecz, jaką kiedykolwiek zrobię, chcę, żeby sprawiła komuś przyjemność. Jest prawie wpół do drugiej nad ranem, kiedy wyczerpana padam na łóżko. To był gówniany dzień. Jeśli Luna Caroline ma z tym coś wspólnego, to prawdopodobnie będzie moim ostatnim. Lex też jest wykończona. Przestaje się dąsać na tyle długo, by powiedzieć mi, że potrzebuje, abym się przemieniła, ale nie mogę. Nie mam czasu ani siły. Ciągle jej obiecuję, że to zrobię, ale czuję, jakbym łamała tę obietnicę. Odpływam w sen przy dźwiękach jej skomlenia w mojej głowie, płacząc w poduszkę. Ku mojemu zaskoczeniu, rano budzi mnie budzik. Lex wymusza na mnie obietnicę, że wytrzymam jeszcze jeden dzień. Wykonujemy mechaniczne czynności życia, którego nienawidzę. Szykując się, spoglądam w lustro i widzę, że moje włosy są teraz całkowicie srebrzystobiałe. Upinam je w kok, próbując uniknąć czyjejkolwiek uwagi. Delegacja z Krwawej Rzeki przybywa wczesnym popołudniem. Wszyscy są wysocy i onieśmielający, z tatuażami i wielkimi mięśniami. Niektórzy mają widoczne blizny na ramionach i twarzach. Noszą dopasowane czarno-białe stroje biznesowe lub całkowicie czarne mundury ochrony. Luna Caroline kieruje ich do salonu, podczas gdy ja cicho wnoszę dzbanki z wodą i mrożoną herbatą. Staram się ze wszystkich sił pozostać niezauważona, gdy jedna z kobiet mnie wywołuje. – Ty tam, omego – mówi nagle, wpatrując się we mnie zielonymi oczami; czarne włosy ma ściągnięte w ciasny koński ogon. Rozglądam się i uświadamiam sobie, że mówi do mnie. – Wino. Wino dla wszystkich. – Beto Lenoro, oczywiście, natychmiast – mówi szybko Luna Caroline, po czym kiwa na mnie głową. Pędzę do piwniczki z winami i wyciągam dwie skrzynki wina, serwetki i kieliszki, przygotowując wózek serwisowy, po czym wracam do salonu. Otwieram po trzy butelki czerwonego i białego, resztę zostawiając im do dyspozycji, i wycofuję się z pokoju, by móc zacząć przygotowywać kolację. Reszta dnia mija bez zakłóceń. Goście wydają się zadowoleni z kolacji. Wieczorem udaję się do każdego apartamentu gościnnego, by upewnić się, że wszyscy są zadowoleni z zakwaterowania. Kilka osób prosi o więcej paczek chipsów lub napojów gazowanych, ale ogólnie wszyscy wydają się usatysfakcjonowani. Ostatnie drzwi to pokój Bet. Beta Lenora otwiera drzwi ubrana w niebieski t-shirt i dżinsy, wyglądając na znacznie bardziej zrelaksowaną niż wcześniej. Na przedramieniu ma duży tatuaż przedstawiający różę i sztylet. Jej ciemne włosy wciąż są spięte, ale nie ma makijażu. Teraz widzę, że wygląda na zaledwie kilka lat starszą ode mnie. Słyszę jej partnera w środku, rozmawiającego przez telefon. – Dzięki, że do nas zajrzałaś. Wszystko jest wspaniałe. Kwiaty to piękny akcent. Masz dobry gust – uśmiecha się do mnie. Kłaniam się jej lekko, po czym odwracam się do wyjścia. – Czekaj, co masz pod czapką? – pyta podejrzliwie Beta. Zatrzymuję się w miejscu i odwracam. – Przepraszam, proszę pani? – pytam. Czuję, jak krew odpływa mi z twarzy, a w żołądku tworzy się supeł. – Twoja czapka. Dlaczego jest tak nisko? Co próbujesz ukryć? – pyta. – Podejdź bliżej. Podchodzę bliżej i powoli zdejmuję czapkę, wlepiając wzrok w ziemię. Moje srebrne włosy kaskadą opadają na plecy. Są żenująco tłuste i widocznie brudne. Czuję, jak się rumienię. – Och, rozumiem – mówi z zaskoczeniem w głosie. – A teraz nie bądź lekceważąca. Zawsze patrz mi w oczy, kiedy do ciebie mówię. O szlag. Podnoszę na nią wzrok. Światło z jej pokoju świeci mi prosto w oczy. Patrzy na mnie tępo przez chwilę, próbując przetworzyć to, co widzi. – Czym ty jesteś? Hybrydą? – Nie, proszę pani. Lekarz watahy robił testy, ale nie wie, dlaczego tak się stało. Uważa, że musi to być transformacja związana z przygotowywaniem się mojej wilczycy do przebudzenia. – Cóż, to nie jest kłamstwo... to po prostu nie jest cała prawda, zgadza się? Jak mam powiedzieć zupełnie obcej osobie, że moja wilczyca twierdzi, iż jestem faktyczną córką Bogini Księżyca i dlatego mam srebrne włosy i fiołkowe oczy? Chwyta mnie za podbródek i przyciąga moją twarz bliżej swojej, dokładnie się przyglądając. – A czy lekarz watahy wie, że ktoś ci niedawno złamał nos? Wciąż masz siniaki. – Opatrywał moje obrażenia w przeszłości. – Nie próbuję rozwijać tematu ani nikogo obciążać przed tą kobietą, której nie znam. – Kto jest przy drzwiach, Lenoro? – woła do niej Beta ze środka. – Tylko przydzielona nam omega, Milo. Jak masz na imię, przypomnij mi? – Iokaste, proszę pani, ale proszę mówić mi Kas. Nie jestem jednak omegą. Jestem tylko służącą. – Ma na imię Kas. Wybrała moje piękne kwiaty. – Wciąż rozmawia ze swoim partnerem, ale nie spuszcza ze mnie wzroku, jakby z jakiegoś powodu próbowała mnie ocenić. Jej brwi marszczą się nieznacznie, gdy się wpatruje. Sprawia, że czuję się naprawdę skrępowana. – To miło. Zapytaj ją, czy mogę dostać wodę z bąbelkami do lodówki. – Nie ma problemu, proszę pani. – Ona i ja wymieniamy uśmiechy na hasło „woda z bąbelkami”. – Przyniosę ją wkrótce i zostawię pod drzwiami. – Dziękuję. Och, i Kas, jeśli te siniaki nie zagoją się do jutra rana, znajdź jakiś puder. Alfa Bronx Mason nie toleruje widoku takich obrażeń. – Ta-tak, proszę pani. Biegnę do magazynku, biorę cztery butelki San Pellegrino i stawiam je pod drzwiami, po czym uciekam najszybciej, jak potrafię. Milion pytań przelatuje mi przez głowę. Czy ich Alfa zabije mnie za bycie słabszą od innych wilków, nawet jeśli nie należę do jego watahy? Czy ona powie Alfie Grahamowi o moich nietypowych cechach? Czy wytknie mu, że pozwolił komuś złamać mi nos? Znaczy, kobieto, jeśli myślisz, że to jest złe, to mam wieści, które ci się nie spodobają, a wtedy na pewno będę trupem z ręki twojego Alfy. Alfa Graham schodzi później i chłoszcze mnie za to, że nie miałam wszystkich rzeczy, których życzyli sobie nasi goście. Do rana Lex wciąż nie jest w stanie w pełni mnie uleczyć. Zakładam więc luźny czarny t-shirt i szorty z rozciągniętą gumką. Ból jest tak silny, że wszystko sprawia mi trudność. Gotowanie, noszenie tac ze śniadaniem, pochylanie się, by wytrzeć stoły. Każdy ruch powoduje pękanie strupów i krwawienie, przez co tył mojej koszulki robi się wilgotny od krwi. Beta Lenora nawiązuje ze mną kontakt wzrokowy kilka razy. Widzi, że coś jest nie tak, ale nic nie mówi. Z jakiegoś powodu, którego nie potrafi wyjaśnić, Lex podskakuje w mojej głowie przez cały ranek. „Ta Beta jest taka miła! Nie mogę się doczekać, aż poznam Alfę i Lunę!” „Lex, daj spokój. Nie poznamy Alfy i Luny. Wtopimy się w tapetę i będziemy udawać, że nie istniejemy”. „Pff. Chcę ich poznać”. „Okej, cóż, nie lubię cię rozczarowywać, ale będziesz rozczarowana”. Lori wchodzi, gdy przygotowuję lunch, by dać mi znać, że Alfa przyjechał i muszę przygotować posiłek również dla niego. Nie ma Luny. Nie ma partnerki? I według Lori... jest naprawdę przystojny. Nie żeby miało to dla mnie znaczenie, bo zamierzam być tapetą. Nie chcę, żeby w ogóle mnie zauważył. Zanoszę tace do sali konferencyjnej. Alfy Bronxa Masona tam nie ma, ale przy stole jest miejsce, gdzie powinien siedzieć. Zostawiam jego posiłek przy pustym krześle. Wszyscy z watahy Krwawej Rzeki grzecznie mi dziękują, gdy stawiam przed nimi talerze. Ich maniery przeczą ich onieśmielającemu wyglądowi. Nikt z watahy Srebrnego Księżyca nie odzywa się do mnie ani słowem, gdy ich obsługuję. Zbieram tace i wychodzę cicho. Lori informuje mnie, że pozmywa talerze, żebym mogła skupić się na kolacji i jedzeniu na przyjęcie. Idę do kuchni, ale potrzebuję chwili, by się pozbierać, zanim zacznę przygotowywać kolację. Wychodzę tylnymi drzwiami i staję na schodkach. W oddali widzę palącego mężczyznę. Nie poznaję go, to musi być Alfa z Krwawej Rzeki. Jest jednak zbyt daleko, bym mogła zobaczyć jego rysy. Widzę tylko wysoką postać z ciemnymi włosami w czarnym garniturze. Wiatr niesie dym jego papierosa w moją stronę. Pachnie papierosami, ale przysięgam, że pachnie też kawą... albo gorzką czekoladą. Ten facet pija mokkę? Śmieję się w duchu na myśl o wielkim, złym Alfie Krwawej Rzeki sączącym mochaccino.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Księga 1: Rozdział 6 – Krew Księżyca w Pełni: Wzniesienie Się Niewolnika Wilka | Czytaj powieści online na beletrystyka