logo

beletrystyka

Mała Brutalna Rzecz

Mała Brutalna Rzecz

Autor: Julian Crowe

A Lady Doesn't Tell.
Autor: Julian Crowe
15 sty 2026
**Violence** Powiedzieć, że ten człowiek onieśmiela, to mało powiedziane. Stacy poprosiła go jednak, by miał na mnie oko, a domyślałam się, że posiadanie takiego mężczyzny w swoim narożniku może być prawdziwym atutem. Kevin pomógł mi wejść na scenę, a ja byłam bardziej niż gotowa, by zatańczyć. W klubie Thrive szybko odkryłam jedną rzecz: na scenie czułam się jak ryba w wodzie. Potrafiłam odciąć się od świata, założyć klapki na oczy i czuć muzykę tak, jakbym była jedyną osobą w pomieszczeniu. Przenosiłam się z tego świata – w którym byłam żałosną uciekinierką bez grosza przy duszy – do innego, gdzie stawałam się potężną siłą uwodzicielskiej, seksualnej energii, boginią nocy. Mężczyźni kłaniali się przede mną, by być świadkami moich czarów. Wzięłam głęboki oddech, gdy piosenka dobiegła końca, i przesunęłam dłonią w górę po zimnym metalu rury. Zamykając oczy, usłyszałam pierwsze takty kolejnego utworu i wyobraziłam sobie, że zamieniam się w płomień, tańcząc z ogniem, który płonął w mojej duszy. Po około trzech godzinach Kevin wrócił, by dać mi znać, że czas na przerwę. Powiedział, że jeśli chcę, mogę zejść do garderoby coś zjeść, ale oczywiście nic ze sobą nie przyniosłam i chyba już o tym wiedział. – Cóż, w czasie pracy obowiązuje limit dwóch drinków, ale te są na koszt firmy – powiedział. – Możesz śmiało zostać tu przy barze. W małej lodówce mamy owoce do drinków. Rzadko ich używamy, więc częstuj się. – Dzięki – mruknęłam na wpół zawstydzona, chowając dumę do kieszeni. Nalałam sobie rumu z colą i pokroiłam pomarańczę, na widok której ciekła mi ślinka. Rum był chłodny i orzeźwiający, spływając mi do gardła. Usiadłam na jednym ze stołków, próbując wyłączyć się z otoczenia. – Hej, Violence, prawda? Usłyszałam męski głos z prawej strony. Mężczyzna podszedł bliżej i wskazał siedzenie obok mnie. Wyglądał na jakieś pięćdziesiąt parę lat. Dobrze zbudowany, jak reszta facetów w tym miejscu. Musieli chyba dodawać sterydy do wody. Z daleka można było pomyśleć, że ma bujną czuprynę, ale z bliska dostrzegłam, że jest całkowicie łysy. Zamiast włosów jego czaszkę pokrywały tatuaże, które schodziły aż na twarz. Jego szyja i dłonie również były wytatuowane. Wyglądał, jakby mógł skręcić mi kark w mgnieniu oka. Ale jego uśmiech był ciepły, do czego nie byłam przyzwyczajona. I tak jak u wszystkich innych mężczyzn tutaj, jego garnitur krzyczał: Mam pieniądze. Kurewsko dużo pieniędzy. – Nie masz nic przeciwko? – zapytał, wskazując stołek obok mojego. – Nie, oczywiście. Proszę – powiedziałam, starając się, by mój głos brzmiał uprzejmie. Choć zdecydowanie taka nie byłam. Nie lubiłam niezobowiązujących pogawędek ani rozmów w ogóle. Dlaczego musiał wkraczać w moją przestrzeń? Ale nie zamierzałam tego mówić. Potrzebowałam tej pracy. I najwyraźniej tej pomarańczy też. Nie mogłam się powstrzymać przed pożarciem jej. Zbyt przyzwyczaiłam się do w miarę przyzwoitych nawyków żywieniowych, a teraz cierpiałam, jadąc na dwóch saszetkach cukru i nerwach. – Jesteś absolutnym marzeniem tam na górze, skarbie – powiedział. – I twoje zachowanie poza sceną też. Większość dziewczyn nie może się powstrzymać, żeby nie przesiadywać z facetami tutaj. Marudzą nam nad uchem i próbują wcisnąć się do naszych łóżek. Ty jesteś miłą odmianą. Czymś zbliżonym do tego, jak powinna zachowywać się kobieta. – Bez urazy, proszę pana, ale gówno mnie obchodzi pańskie łóżko czy pieniądze, które z pana kapią. Jestem tu tylko po to, żeby zarobić własną kasę i zjeść moją darmową pomarańczę. – Przerwałam na chwilę. – I myli się pan, jeśli myśli, że zachowuję się choćby w przybliżeniu tak, jak powinna zachowywać się, kurwa, dama. Szlag. Po prostu ze mnie wyleciało. Słowotok, kiedy powinnam była się uśmiechnąć i zamknąć to w sejfie. Odrzucił głowę do tyłu i roześmiał się. – Haha! I do tego cięty język. Chyba właśnie dlatego nazywają cię Violence, prawda? – Hmm. Coś w tym stylu. – Czy jest może jakiś inny powód tego imienia? Uniosłam brew i upuściłam ostatnią skórkę pomarańczy na talerzyk. – Może jest. A może nie. Dama nie zdradza swoich sekretów. – Cóż – powiedział z uśmiechem – to może być dokładnie to, czego szuka mój klub. Przesunął w moją stronę po barze białą wizytówkę. Była pusta, z wyjątkiem adresu. Widziałam takie już wcześniej. Podziemne kluby walki. Minęło sporo czasu, ale znałam te znaki. Mój ojciec miał taki klub i trenował mnie do walki, zanim jeszcze nauczyłam się chodzić. – Kiedy? – zapytałam. To było wszystko, co musiałam wiedzieć. Dobre, szybkie pieniądze. Tego właśnie potrzebowałam. – Wiedziałem, że mam rację – powiedział, a jego oczy błyszczały. – Widziałem ten ogień w twoim spojrzeniu. Poniedziałki i piątki. Od drugiej do piątej rano. – A hasło? Uśmiechnął się z przekąsem. Testował mnie, sprawdzając, czy wiem, jak to działa. Wiedziałam. Ale nie zamierzałam tłumaczyć jak ani dlaczego. – Świetlik – powiedział w końcu. – Wpisowe? – Dla ciebie, Violence, pokryję pierwszą rundę. Wygraj ją, a będziesz miała dość na drugą i jeszcze trochę zostanie dla ciebie. Powiedz tylko Benjiemu w recepcji, że Ronaldo cię sponsoruje. Wypił resztę drinka, po czym odwrócił się, by wyjść. Ale zatrzymał się ponownie. – Och, i jeszcze to – dodał, wyciągając gruby plik banknotów z portfela i rzucając go na bar. – Napiwek. Za bycie tak uroczą damą do oglądania dziś wieczorem. Skinęłam głową i uśmiechnęłam się tak, jak powinnam była zrobić to na początku. Wzięłam pieniądze i poszłam wsunąć je za miseczkę gorsetu razem z wizytówką, ale wtedy zobaczyłam kwotę. Ja pierdolę. Musiało tu być co najmniej pięćset dolarów. Definitywnie zjem dziś w nocy wszystkie te ciastka. Jeśli klub walki Ronaldo jest choć trochę podobny do tego mojego ojca... może stanę na nogi szybciej, niż myślałam.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki