**Lilly**
Ruszyłyśmy z powrotem do lśniącego, czarnego samochodu Luciano; cichy pomruk silnika już wibrował, jakby maszyna była żywa. On wyszedł naprzód i otworzył mi drzwi z niewymuszoną gracją, która sprawiała wrażenie raczej pamięci mięśniowej niż uprzejmości.
– Uch… Luciano, nie mogę wsiąść do twojego samochodu z tym wszystkim na sobie – powiedziałam, wskazując na zaschniętą krew rozpryśniętą
















