Obudziłam się z uśmiechem. Wciąż było ciemno, ale to pewnie tylko kwestia szafy. Usiadłam, rozruszałam ramiona i uchyliłam drzwi. Tak, zdecydowanie poranek. Zmrużyłam oczy przed ostrym światłem wlewającym się do pokoju motelowego, krzywiąc się, gdy zaatakowało mój wzrok. Przeszłam przez moją niezbyt normalną poranną rutynę jak z pamięci mięśniowej. Szybki prysznic – obiecałam sobie, że kupię dziś
















