logo

beletrystyka

Mała Brutalna Rzecz

Mała Brutalna Rzecz

Autor: Julian Crowe

Nie denerwuj się
Autor: Julian Crowe
15 sty 2026
Klub zaczynał teraz tętnić życiem, muzyka dudniła, światła błyskały, a ludzie napływali przez drzwi. Silny zapach papierosów i alkoholu unosił się w powietrzu, a basy muzyki przenikały mnie na wskroś. Kevin poinformował wszystkie dziewczyny o ich lokalizacjach na scenie, a one grzecznie pomachały, wychodząc. – Gdzie mnie chcesz? – zapytałam, skoro nie przydzielono mi jeszcze sceny. – Ty, moja droga Violence, zostałaś poproszona do strefy VIP przez Luciano. – VIP? Czy to nie jest zazwyczaj zarezerwowane dla najbardziej doświadczonych dziewczyn? Pracowałam ze Stacy tylko kilka miesięcy i, no wiesz, wiem co robię, ale jestem pewna, że jedna z innych dziewczyn tutaj znacznie lepiej pasowałaby do twoich klientów VIP. – Woah, zwolnij trochę, praktycznie widzę, jak kręci ci się w głowie. Stacy opowiedziała nam już o twoim doświadczeniu, ale powiedziała też, że jesteś absolutnym cudem na scenie, jakbyś urodziła się, by tam być. Jestem pewien, że Luciano chce poznać swoją najnowszą dziewczynę. Chodź, jestem pewien, że świetnie sobie poradzisz. Plus, klienci tam na górze dają najlepsze napiwki – powiedział z mrugnięciem oka, wyciągając ramię, by odprowadzić mnie na najwyższe piętro. Przydałyby mi się napiwki. Dwie saszetki cukru, które zjadłam w ciągu ostatnich 24 godzin, nie robiły mi zbyt dobrze i w końcu będę potrzebowała pieniędzy na jedzenie i plan awaryjny. Jeśli jest coś, czego nauczyłam się przez ostatnie pięć lat, to żeby zawsze mieć plan awaryjny. Początkowo były to rzeczy takie jak inny park lub ławka do spania, zachowane resztki jedzenia albo mentalna mapa tras autobusowych i miast. Ale odkąd Stacy dała mi pracę w ostatnim mieście i posmakowałam posiadania w miarę fajnego miejsca do spania, myślę o czymś większym. Chciałabym mieć odłożone wystarczająco dużo pieniędzy na czas, gdy znów będę się przeprowadzać, żeby pokryć koszty kolejnego mieszkania, ubrań, przyborów toaletowych i jedzenia. Wiesz, podstawy. Ochroniarz na dole pilnował schodów prowadzących do sekcji VIP. Odpiął linę i skinął głową, żebyśmy weszli na górę. Niemal natychmiast zauważyłam zmianę w atmosferze. Główny parkiet był teraz zatłoczony, jasny, energetyczny i chaotyczny. Migające światła i hałaśliwi klienci prawdopodobnie szybko przyprawiliby mnie o ból głowy. Jednak górne piętro było odizolowane od reszty klubu. Kevin pokazał mi kod do drzwi na szczycie schodów, a kiedy je otworzył, poczułam się, jakbym wkraczała do zupełnie innego świata. Muzyka nie była tak głośna; wciąż wyraźna, ale nie trzeba było jej przekrzykiwać. Oświetlenie było przyciemnione, ale stałe, a wystrój stanowiło ciemne drewno i czerń z akcentami złota i czerwieni. Stałam obok Kevina, lustrując pokój wzrokiem, aż moje oczy spoczęły na scenie z tyłu. Była na tyle duża, że nie musiałabym polegać na rurze przez cały czas, jak w Thrive. Ta miała tyle miejsca, że mogłam wygodnie tańczyć wokół niej. Zgodnie z motywem przewodnim, scena miała złotą rurę, czerwone oświetlenie i ciemne drewno. Zrobiłam krok w jej stronę, gotowa odciąć się od świata i zatracić w muzyce z obietnicą łatwej gotówki, ale Kevin położył dłoń na mojej, zanim zdążyłam puścić jego ramię. Posłałam mu spojrzenie, które miałam nadzieję, było uprzejmym pytaniem, a on pochylił się, by szepnąć mi do ucha. – Szef chciał cię poznać, zanim zaczniesz. Nie denerwuj się. Tak, bo właśnie tego potrzebowałam, nie denerwować się, pomyślałam, gdy moje oczy powędrowały do stolika na prawo od sceny, gdzie Kevin teraz nas prowadził. Sześciu wielkich, dobrze ubranych, groźnie wyglądających mężczyzn siedziało w loży, a wszyscy wlepiali we mnie wzrok, gdy się zbliżaliśmy. Byłam nagle bardzo wdzięczna za chwyt, jaki miałam na ramieniu Kevina, bo byłam prawie pewna, że żołądek zaraz wypadnie mi tyłkiem na widok mężczyzny siedzącego na końcu loży. Miał kruczoczarne włosy, krótsze po bokach i nieco dłuższe na górze. Tatuaże pokrywały jego dłonie i szyję; byłam pewna, że ciągnęły się też pod jego wyglądającym na drogi garniturem. Nie miałam pojęcia, jak ten garnitur nie pękał w szwach, biorąc pod uwagę, jak opinał się na jego potężnych ramionach i udach. Złote sygnety zdobiły jego palce, które bezmyślnie stukały o szklankę, w której z pewnością była whisky. Wyglądał na kogoś, kto pije whisky. Wszystko w nim krzyczało Samiec Alfa. Był niebezpieczny, a moja głupia wagina zdawała się tego nie rozumieć, bo natychmiast zapłonęła, gdy skończyłam lustrować jego ciało o proporcjach greckiego boga i napotkałam jego obsydianowe oczy. Nie. Nie rób tego. Szybko odwróciłam wzrok i napotkałam parę przeszywających niebieskich oczu, takich jak moje. Mężczyzna siedzący obok niego był równie wysoki, może nieco szczuplejszy, z potarganymi blond włosami i chłopięcym uśmiechem, który faktycznie sprawił, że poczułam się nieco swobodniej. Przeskanowałam resztę grupy i przysięgam, coś musiało być w tej cholernej wodzie. Dlaczego oni wszyscy byli tak potężni? Jak, u licha, Stacy dorastała wśród tych facetów i nie zaszła w ciążę? Moje jajniki właśnie krzyczały na mnie, żeby się rozmnażać. – Kevin – powiedział mężczyzna na końcu, a jego oczy przeskoczyły z moich na faceta, którego zapomniałam, że wciąż się kurczowo trzymam. – Panie Donatello, proszę pozwolić, że przedstawię panu pańską najnowszą dziewczynę. Ta piękność tutaj to Violence. Zmierzył mnie wzrokiem od stóp do głów i uśmiechnął się szelmowsko. Jego obsydianowe oczy wpatrywały się prosto w moją duszę.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Nie denerwuj się – Mała Brutalna Rzecz | Czytaj powieści online na beletrystyka