Rozdział 5: Kim były te dwie panie?
Winda lekko zadrżała ze stłumionym głuchym odgłosem, gdy zaczęła piąć się w górę.
Elowen nie zdążyła zareagować i potknęła się o stojącego obok mężczyznę, zanim zdołała chwycić się poręczy. Rozpięty kołnierzyk jego koszuli musnął jej czoło. Była tak blisko niego — wyjątkowo blisko, że czuła najsłabszą nutę tytoniu mieszającą się z jego czystym, chłodnym zapachem.
Poppy z kolei odzyskała równowagę i była zszokowana sytuacją, w jakiej znalazła się Elowen. Szybko postawiła ją na nogi, wołając: — Elowen!
Kiedy Elowen potknęła się wcześniej, poczuła dłoń wyciągającą się, by podtrzymać ją w talii. Czuła palce naciskające na jej skórę, gdy ta osoba ją stabilizowała, a uścisk był silny.
— Elowen, wszystko w porządku? — zapytała z troską Poppy.
To szczęście, że mężczyzna złapał Elowen, zanim upadła, choć musiała przyznać, że nigdy nie była w tak bliskim kontakcie z żadnym mężczyzną poza Julianem. Opanowała się i potrząsnęła głową do Poppy. Spoglądając na Doma, zobaczyła, że pozostaje on bez wyrazu, mimo że jego dłoń wciąż spoczywała na jej talii.
Elowen lekko zesztywniała pod wpływem ciepła emanującego z jego dłoni. — Panie Blackwood... — wymruczała, ale urwała niezręcznie.
Przypadkowe potknięcia i popchnięcia w windzie nie były niczym niezwykłym i nie powinna nadmiernie reagować, ale jego ręka...
Nie raczył nawet na nią spojrzeć, dopóki nie odwrócił głowy i nie zobaczył, że wciąż trzyma ją za talię. Spojrzał na nią krótko, po czym cofnął rękę; jego twarz wciąż była tak samo beznamiętna jak wcześniej.
Wydawało się, że wszyscy w windzie wstrzymali oddech. Ponieważ nikt nic nie mówił, Elowen również postanowiła milczeć, aż winda dotarła na ich piętro.
Po wyjściu z windy Poppy rzuciła tęskne spojrzenie na zamknięte drzwi i położyła rękę na piersi, jakby musiała się uspokoić. — Tak jak mówiłam — tacy przystojniacy są po to, by podziwiać ich z daleka. Nie sądzę, żeby moje serce to wytrzymało, gdybym miała codziennie stać blisko takiego lodowca jak on.
Elowen zdobyła się na blady uśmiech, ale w jej pamięci mignął obraz przenikliwego spojrzenia mężczyzny, gdy ten odwrócił się, by na nią spojrzeć. Potrząsnęła głową, po czym poprowadziła Poppy w stronę Działu Projektowego Blackwood Enterprises.
Tymczasem winda kontynuowała jazdę w górę budynku. Kiedy dotarła na ich piętro, inni mężczyźni pośpiesznie wysiedli.
Levi nacisnął przycisk przeznaczony dla wyższego piętra. Następnie odwrócił się, by spojrzeć na Doma, po czym pisnął z zaskoczenia.
Widząc minę Leviego, Dom podążył za jego wzrokiem i spojrzał na swoją białą koszulę. Na jej przodzie widniał blady ślad szminki, przypominający bladą różę w rozkwicie.
— Panie Blackwood... — Levi urwał, niepokojąc się o reakcję mężczyzny. Jako że pan Blackwood był mizofobem, kobiety nie miały prawa zbliżać się do niego na odległość mniejszą niż metr, nie wspominając już o wpadaniu na niego, jak ta pani wcześniej.
Dom wydawał się niewzruszony, gdy spojrzał na niego i wydał polecenie: — Dowiedz się, co te dwie kobiety robią tutaj, w Blackwood Enterprises.
— A co z pana koszulą, proszę pana?
Dom zignorował go, przesuwając kciukiem po śladzie szminki na koszuli. Z nieprzeniknionym wyrazem twarzy wyszedł z windy.
Oniemiały Levi patrzył, jak Dom spogląda na własną dłoń z czymś, co wydawało się niemal tęsknym wyrazem twarzy. Pomyślał o tym, jak Dom kazał mu wcześniej przytrzymać drzwi windy, i nagle coś mu zaświtało. Kim były te dwie panie?
Biorąc pod uwagę, że po raz pierwszy prezentowały wstępny projekt w Blackwood Enterprises, Elowen nie sądziła, by mogły już wykluczyć innych konkurentów. Po przywitaniu się z Kaelenem, który był kierownikiem projektu, ona i Poppy wróciły do Sterling Global.
Elowen właśnie wjeżdżała na podziemny parking w Sterling Global, gdy zobaczyła przejeżdżające obok niej znajome czarne Lamborghini.
Z tak bliskiej odległości widziała, że na siedzeniu pasażera siedzi prowokacyjnie ubrana kobieta. Składała namiętny pocałunek na policzku kierowcy, podczas gdy ten manewrował samochodem.
Kobietą w samochodzie nie była Sienna, lecz Elena. Być może Julian bawił się obiema tymi kobietami naraz. Wolałby robić to, niż dotknąć własnej żony, pomyślała z goryczą Elowen.
Gwałtownie nacisnęła hamulec. Głośny pisk, który nastąpił, przestraszył Poppy, zmuszając ją do pytania: — Elowen, wszystko w porządku?
Elowen pozostała niewzruszona, choć jej twarz przybrała trupi blady odcień.
Bywały dni, kiedy myślała o zakończeniu swojego bezsensownego małżeństwa, ale nie potrafiła się na to zdobyć. W końcu spędziła lata, wzdychając do Juliana i przyzwyczajając się do jego obecności. Jego matka ciągle powtarzała, że pewnego dnia on ją zrozumie i pojmie, jakim błogosławieństwem jest jej obecność. W tej chwili czuła, że próbuje utrzymać się na powierzchni wzburzonego morza, mając w ręku jedynie kawałek drewna.
— Wszystko w porządku. Chodźmy na górę.
















