Rozdział 13 Twoja tajemnicza miłość?
Elowen nie była jednak ani trochę podobna do Viv.
Choć czuła ogromne rozczarowanie, wciąż tliła się w niej wątła nadzieja pokładana w tym mężczyźnie.
Doskonale zdawała sobie sprawę ze swojego beznadziejnego położenia, lecz nie chciała, by lata jej poświęceń poszły na marne. Jeśli tak by się stało, ile warta byłaby moja miłość?
Gdy Elowen zobaczyła, jak Viv udaje utratę równowagi, by „przypadkiem” wpaść w ramiona mężczyzny stojącego nieopodal, uśmiechnęła się i z westchnieniem wstała, by wyjść.
W głównym holu The Sanctum Levi przekazał kluczyki kelnerowi, by ten zaparkował samochód. Gdy tylko wszedł do klubu, dostrzegł Elowen wychodzącą z oszołomioną miną. Choć był lekko zdziwiony, szybko wszedł do środka.
Prywatny apartament VIP w The Sanctum różnił się od zwykłych sal – był to prywatny pokój Romana Ashforda, o wiele bardziej luksusowy, a jednocześnie urządzony dyskretnie. Pomieszczenie wypełniał dym papierosowy, podczas gdy goście grali w karty, śpiewali, a niektórzy nawet głośno zawodzili.
Ktoś o wprawnym oku zauważyłby, że w tym pokoju zgromadziły się wszystkie wpływowe osobistości Oakhaven City. Narażenie się któremukolwiek z nich oznaczałoby koniec kariery w tym mieście.
Levi wszedł do środka z dużą pewnością siebie i natychmiast skierował się w stronę narożnika.
W słabo oświetlonym kącie widać było jedynie sylwetkę wysokiego, dobrze zbudowanego mężczyzny. W kąciku jego ust jarzył się czerwony ognik papierosa, po czym słup dymu powoli uniósł się ku sufitowi.
Gdy mężczyzna dostrzegł Leviego, lekko pochylił się do przodu. Biała koszula i czarny garnitur podkreślały zarys jego muskularnego ciała, a przystojna twarz powoli stawała się wyraźniejsza. Gdy jego zimne oczy odbiły światło, postawa Leviego stała się bardziej formalna.
– Panie Blackwood, zatwierdziliśmy już trzy firmy projektowe do udziału w przetargu na Projekt Azure Cove. Są to Sterling Global, Vance Holdings oraz Vortex Dynamics.
Mężczyzna pozostał niewzruszony; poluzował jedynie krawat i skinął głową w odpowiedzi.
Roman, który w połowie partii kart zastąpił Doma, nie był zadowolony z tych wieści. – Dom, czy nie możemy przestać rozmawiać o pracy na przyjęciu, które zorganizowaliśmy specjalnie dla ciebie?
To właśnie poranny wywiad Doma dał im pretekst, by szybko wyprawić przyjęcie powitalne i wyciągnąć go tutaj.
Dom od niechcenia zgasił papierosa w pobliskiej popielniczce, po czym spokojnie spojrzał na Romana. – Twoja babcia dzwoniła do mnie dziś rano i prosiła, bym przedstawił ci jakieś odpowiednie kobiety.
Roman przełknął ślinę, jakby połknął muchę.
Wszyscy w pokoju wiedzieli, jak potężna jest jego babcia. Jej grzeczna prośba do Doma, by przedstawił wnukowi jakąś kobietę, w rzeczywistości oznaczała, że ma on jak najszybciej znaleźć kogoś, kto zaciągnie jej wnuka do ołtarza.
Siedzący obok Silas Montgomery pokazał swoją kartę – był to as – i z łobuzerskim uśmiechem poklepał Romana po ramieniu. – Zawsze przegrywasz jako pierwszy! Przykro mi, ale ta runda należy do mnie. Płać.
Roman wydął wargi i rzucił żetony Tristanowi, po czym odsunął karty. – Nie liczcie na mnie w następnej partii. Żadna frajda siedzieć ciągle z wami.
Tristan Vane uśmiechnął się. – Jeśli nie chcesz z nami siedzieć, następnym razem przyprowadź kobietę.
Słysząc to, Roman znów się skrzywił. Z natury nie był narcyzem, ale faktem było, że uganiało się za nim wiele kobiet. Mógłby wybrać którąkolwiek z nich na swoją dziewczynę. Jednak wszyscy w ich kręgu wiedzieli, że kobieta nie towarzyszy im w takich wyjściach, jeśli nie jest tą, z którą planują spędzić resztę życia.
Zerknął na niewzruszonego Doma, nie chcąc dawać za wygraną. Przysunął się bliżej niego. – Dom, ty właściwie mógłbyś przyprowadzić tu swoją dziewczynę. Na pewno będziemy o nią dbać w przyszłości.
Widząc, że Dom milczy, Roman zebrał się na odwagę i spojrzał na stojącego obok Leviego. – Powiedz mi, która dziewczyna wpadła Domowi w oko?
Levi potajemnie dotknął nosa. „To już nie dziewczyna, raczej mężatka”.
Oczywiście nie odważył się powiedzieć tego na głos. Zamiast tego odchrząknął i zameldował posłusznie: – Panie Blackwood, widziałem wcześniej pannę Vanguard przy wejściu. Nie wyglądała najlepiej.
Dom, który właśnie zamierzał zapalić kolejnego papierosa, znieruchomiał. Widząc to, Roman szybko przejął inicjatywę i z błyskiem w oku odpalił mu papierosa. – Dom, kim jest ta panna Vanguard? Twoją skrytą miłością?
Dom jedynie zmrużył oczy, rzucając Romanowi głębokie, wymowne spojrzenie, nie wypowiadając ani słowa.
„Gdyby to było dawniej, zabiłby mnie tym wzrokiem już kilka razy”.
„Coś jest na rzeczy!”.
Zaintrygowany Roman zamierzał dopytać o szczegóły, gdy Dom niespodziewanie dopił swoją wódkę, która od dłuższego czasu stała nietknięta.
















