Evie nie zrobiła więcej niż trzy kroki w stronę windy, gdy ciężką ciszę korytarza przerwał odgłos szybkich, ciężkich kroków. Arthur Harrington nie zamierzał pozwolić, by ostatnie słowo należało do niej – nie wtedy, gdy jego własna skóra była stawką przed zarządem.
„Myślisz, że po prostu stąd wyjdziesz, ty mała, niewdzięczna gówniaro?” – zagrzmiał głos Arthura, odbijając się echem od szklanych ścia
















