W głowie Fredericka rozległ się głośny szum, a myśli zamarły. Zatrzymał się w pół kroku. „Co ty właśnie powiedziałeś?”
Lionel, jakby chwytał się ostatniej deski ratunku, zadrżał lekko, a w jego głosie pojawiła się ekscytacja. „Widziałem, jak kogoś zabiła. Tak się wystraszyłem, że bez namysłu pchnąłem nożem”.
„Kogo zabiła?” – zapytał Frederick.
„Desmonda, tego skorumpowanego dyrektora z Valenfield”
















