Od popychadła do dynastii: Rozwód za 1,5 miliarda dolarów

Od popychadła do dynastii: Rozwód za 1,5 miliarda dolarów

Autor: MMOLLY

3.Rozdział 3 Kradzież jej udziałów
Autor: MMOLLY
10 sie 2026
POV Evie Powietrze w gabinecie Alistaira było ciężkie, przesycone suchym zapachem starego papieru i ostrą, metaliczną wonią ozonu – tego rodzaju atmosferą, która poprzedza uderzenie pioruna. Cisza następująca po ryku Alistaira była krucha. Stary mężczyzna stał w miejscu, z knykciami zbielałymi od zaciskania rąk na główce mahoniowej laski, podczas gdy jego klatka piersiowa unosiła się z rytmicznym, rzężącym świstem. Wyglądał jak kruszejący pomnik umierającej epoki. "Skradanie się jako kochanka na boku?" Głos Alistaira był chropowatym skrzekiem; jego oczy były utkwione w Isabelli Beaumont z nieskrywaną pogardą. "Myślisz, że możesz tak po prostu wejść tu i rościć sobie prawo do nazwiska Thorne po tym, jak czaiłaś się w cieniach jak pospolity śmieć?" Isabella nie drgnęła. Właściwie jej wyraz twarzy wygładził się w maskę wyliczonego, mrożącego krew w żyłach chłodu. Nie odgrywała roli płaczącej wierzby; stała twardo na swoim miejscu, a jej kręgosłup był prosty jak ostrze. "Panie Thorne, postawmy sprawę jasno", powiedziała Isabella, a jej głos spadł do niebezpiecznie spokojnego poziomu. "Nie miałam pojęcia, że pański wnuk jest żonaty, kiedy zaczynaliśmy nasz związek. Gdybym wiedziała, że wciąż jest uwiązany do żony, kobieta o mojej reputacji i pochodzeniu uciekłaby natychmiast. Nie wdaję się w 'bagno' i na pewno nie gram 'drugich skrzypiec'." Powoli odwróciła głowę, a jej spojrzenie omiotło Sebastiana z wyrazem czystego, nieskalanej furii. "Przysięgałeś mi, Sebastian. Przysięgałeś, że ty i Evie to zamierzchła przeszłość – że rozwód to sprawa załatwiona i czekacie tylko na podpis. Tylko dlatego pozwoliłam ci wejść do mojego życia. A teraz ciąga się mnie po błocie, etykietkuje jako 'kochankę na boku' w twoim własnym domu, podczas gdy wszyscy oglądają to widowisko. Skończyłam być puentą dramatów twojej rodziny. Posprzątaj ten pieprzony bałagan, Sebastian, albo wychodzę przez te drzwi i nigdy więcej mnie nie zobaczysz." Odwróciła się na pięcie, a jej obcasy ostro zastukały o drewnianą podłogę, gdy ruszyła w stronę wyjścia. "Isabello! Zaczekaj!" Głos Sebastiana był chropowaty – to było desperackie błaganie, które brzmiało bardziej jak lament żebraka niż słowa dziedzica rodu Thorne'ów. Rzucił się do przodu, łapiąc ją za ramię. Jego twarz była blada, a na skroniach perlił się pot. "Nie odchodź. Proszę. Musisz zrozumieć – Dziadek jest zaślepiony. Był okłamywany przez Evie przez całe dwa lata, kiedy mnie nie było. Zmanipulowała go, by myślał, że jest zbawicielką tej rodziny." Odwrócił się z powrotem do Alistaira, a jego uścisk na ramieniu Isabelli zacieśnił się, jakby była jego liną ratunkową. "Dziadku, spójrz na nią! Spójrz na Isabellę! Ona jest dumą rodu Beaumontów. Jest kobietą, która naprawdę ma klasę i intelekt niezbędny do poprowadzenia domu Thorne'ów. A ty bierzesz stronę kobiety, która próbuje wykrwawić nas do sucha?" Wydobył z siebie ostry, kpiący śmiech, wskazując na mnie ruchem nadgarstka. "Ożeniłem się z Evie tylko dlatego, że trzymałeś moją przyszłość w garści jako zakładnika. Nie pozwoliłeś mi studiować za granicą ani żyć własnym życiem, dopóki się z nią nie związałem. To była transakcja, Dziadku. Głupi młodzieńczy błąd popełniony po to, by zadowolić kaprys starego człowieka. Nigdy jej nie kochałem. Nawet jej nie lubiłem. Każda chwila spędzona z nią była przykrym obowiązkiem." Stałam tam, opierając się o regał i przyglądając mu się. Nie poczułam ukłucia, którego się spodziewałam. Zamiast tego poczułam dziwne, kliniczne oderwanie, jakbym oglądała złą sztukę teatralną, zmierzającą do nieuniknionego, fatalnie napisanego punktu kulminacyjnego. "To Isabella jest tą jedyną", kontynuował Sebastian, a jego głos unosił się z zapałem graniczącym z manią. "Ona pokazała mi, czym jest prawdziwa miłość. A co więcej – spójrz na jej karierę! Miażdży system w Lumina Bioscience. To o nią błagają najlepsze uczelnie, żeby była główną prelegentką. Ona jest standardem, Dziadku. Nie ten... ten zapychacz, z którym tak się cackasz." Lumina Bioscience. Znałam tę nazwę. To był światowej klasy instytut, miejsce, gdzie standardy przyjęć były tak brutalne, że nawet najbardziej prestiżowi profesorowie często nie potrafili sprostać wymaganiom. Fakt, że Isabella zajmowała tam stanowisko kierownicze, był jedynym powodem, dla którego lodowate spojrzenie Alistaira zaczęło łagodnieć, choćby o ułamek. Alistair przenosił wzrok z Sebastiana na Isabellę, a ciężar przyszłości rodziny ewidentnie przygniatał mu barki. Wiedział, że dom Thorne'ów to domek z kart. Jego jedyny syn zniknął. Siostra Sebastiana była bywalczynią salonów, która nie potrafiłaby zbilansować książeczki czekowej, nawet gdyby od tego zależało jej życie. Sebastian był jego jedyną nadzieją na przetrwanie dziedzictwa, a ten chłopak groził teraz porzuceniem tego wszystkiego. "Jeśli zostanę, jadę za Isabellą do Aethelrii", zagroził Sebastian, z wściekłością w oczach. "Jeśli mnie zmusisz, znikam. Nigdy tu nie wrócę. Możesz zostawić tę firmę na pastwę losu, mam to gdzieś." Alistair milczał, a jego brwi zmarszczyły się tak mocno, że wyglądały jak blizna. Cisza przeciągała się, gęsta i dusząca. W końcu wypuścił z siebie długie, ciężkie westchnienie, które zdawało się wyssać z niego resztki witalności. "Wy dwoje", powiedział Alistair głosem znużonym, ale odzyskującym nieco dawnej, korporacyjnej stali. "Zmiatajcie stąd. Zejdźcie mi z oczu na moment. Muszę porozmawiać z Evie w cztery oczy." Sebastian zaczął protestować, zaciskając szczękę z buntem, ale Isabella pociągnęła go w stronę drzwi. Nie trzeba jej było powtarzać dwa razy. Wygrała tę rundę i doskonale o tym wiedziała. Wychodząc, posłała mi ostatnie spojrzenie – uśmieszek pełen czystej, triumfalnej złośliwości. Drzwi zamknęły się z kliknięciem, zostawiając mnie samą z patriarchą. Alistair przez długi czas na mnie nie patrzył. Usiadł wygodnie w fotelu; maska "czułego dziadka" zsunęła mu się z twarzy, obnażając zimnego, kalkulującego biznesmena, który się pod nią krył. Ta transformacja była wstrząsająca. Poczucie winy, które jeszcze przed chwilą wydawało się tak prawdziwe, wyparowało, ustępując miejsca spojrzeniu drapieżnika oceniającego układ. "Evie", powiedział płaskim głosem. "Dam zielone światło na rozwód. To jasne, że Sebastian nie ustąpi, a ja nie mogę zaryzykować, że wyjedzie do Aethelrii." Zalała mnie fala ulgi. Nareszcie. "Dziękuję, Dziadku." "Jeszcze mi nie dziękuj", przerwał, unosząc dłoń. "Porozmawiajmy o twoim pakiecie na odchodne. Te 150 milionów dolarów, które zainwestowałaś dwa lata temu? Kapitał, który wpompowałaś, gdy firma była na skraju załamania? Oddam ci go. Do co do centa. Dorzucę nawet tegoroczną dywidendę jako gest dobrej woli, żeby złagodzić cios. W zamian za to natychmiast zrzekniesz się swoich czterech procent udziałów w Thorne Industries." Zamroziło mnie. Poczułam, jak brakuje mi tchu, kiedy dotarła do mnie obnażona, niczym nieosłonięta chciwość płynąca z jego słów. "150 milionów? To właśnie mi oferujesz?" Ton Alistaira stał się stalowy. "Nie jesteś już Thorne'em, Evie. To nie w porządku, żeby ktoś z zewnątrz trzymał tak znaczną część dziedzictwa naszej rodziny. Cztery procent to dużo władzy dla kogoś, kto wychodzi przez drzwi." "Z zewnątrz?" powtórzyłam, a mój głos zaczął rosnąć. "Dziadku, nigdy nie poprosiłam cię o grosz. Kiedy weszłam do tej rodziny, bez mrugnięcia okiem podpisałam tamtą intercyzę. Ale kiedy Thorne Industries pikowało w dół – kiedy wasze akcje szorowały po dnie, a zarząd uciekał z tonącego statku – ja nie 'przekazałam' wam po prostu pieniędzy. Uratowałam wasze dziedzictwo. Te cztery procent to nie był prezent. To była inwestycja. Zapracowałam na te udziały, nie jako żona Sebastiana, ale jako wspólnik, który krwawił dla tej firmy." Zrobiłam krok bliżej jego biurka, mrużąc oczy. "Przez dwa lata pracowałam po osiemnaście godzin dziennie. Zamykałam kontrakty, o których twój wnuk nie mógłby nawet pomarzyć. Thorne Industries szybuje dziś w górę dzięki mojemu potowi i mojej strategii. Przy obecnej wartości rynkowej te akcje są warte 1,5 miliarda dolarów. A ty oferujesz mi zwrot początkowej inwestycji? Próbujesz mnie okraść z 1,35 miliarda dolarów?" Twarz Alistaira zbladła, po czym pokryła się nakrapianą, gniewną czerwienią. "1,5 miliarda? To niedorzeczne! Jesteś zachłanna, dziewczyno. Dam ci 230 milionów. To więcej niż uczciwe. Weź je i odejdź, zachowując resztki godności." Z mojego gardła wydobył się gorzki, chropowaty śmiech. Zdrada smakowała w ustach miedzią. "Teraz to widzę. Cała ta 'dobroć', cała ta 'lojalność', o której wygłaszałeś kazania... to była tylko fasada. Lubiłeś mnie tylko tak długo, jak długo byłam dla ciebie wydajnym narzędziem do odbudowy twojego imperium. Wymusiłeś na mnie tę intercyzę, żeby chronić swoje aktywa, a teraz, gdy sprawiłam, że te aktywa stały się coś warte, chcesz odciąć mnie od zysku." "Evie, bądź rozsądna", powiedział Alistair, zniżając głos do groźnego tonu. "Pomyśl o swojej pozycji. Rodzina Sterlingów w końcu odnalazła swoją zaginioną dziedziczkę. Jesteś dla nich teraz tylko zbędnym balastem. Jeśli zaczniesz sprawiać nam kłopoty, naprawdę myślisz, że palcem kiwną, żeby cię wesprzeć? Zostaniesz zupełnie sama, walcząc z prawniczą machiną Thorne'ów, nie mając absolutnie nikogo za swoimi plecami." Pochylił się do przodu, a jego zapadnięte oczy błysnęły drapieżnym światłem. "Zmądrzej. Wejście w drogę Thorne'om to jak uderzenie pięścią w ceglany mur. Złamiesz sobie tylko rękę." Wpatrywałam się w niego, widząc go naprawdę po raz pierwszy. On wcale nie był dziadkiem. Był sępem. "Skoro tak bardzo zależy ci na tym, żeby mnie oszukać", powiedziałam zniżając głos do szeptu, który niósł ze sobą większy ciężar niż jego groźby, "to nie płacz, gdy pociągnę was do sądu i wywlokę na wierzch każdą brudną tajemnicę tej firmy. Myślisz, że jestem bezbronną małą dziewczynką? Sama zbudowałam ten dom. Wiem, gdzie na fundamencie są każde pęknięcia." Alistair wykrzywił usta; jego warga wywinęła się w grymasie. "Zatem pozwij nas. Bardzo chętnie zobaczę, który prawnik drugiej kategorii jest na tyle głupi, żeby wziąć twoją sprawę i zmierzyć się z naszym zespołem prawnym. Zbankrutujesz przed pierwszą rozprawą." "Już jesteś jedną nogą w grobie, Alistair", powiedziałam, całkowicie odpuszczając sobie słowo 'Dziadek'. "Nie martw się o moje bitwy. Martw się o swoje serce, ponieważ burza, którą wam sprowadzę, będzie większa niż cokolwiek, z czym byłbyś w stanie sobie poradzić." Odwróciłam się na pięcie i dumnie wyszłam z gabinetu, a odgłos porcelanowej filiżanki trzaskającej o podłogę odbił się echem za moimi plecami, kiedy wpadł we wściekłość. Gdy szłam pewnym krokiem przez korytarz posiadłości, kamerdyner – człowiek, który częściej niż mogłabym zliczyć, widział, jak pracuję do świtu – zsunął się na bok. "Pani Thorne", powiedział odruchowo, a jego głos drżał. Nie zatrzymałam się. "Thorne'owie pożerają ludzi żywcem i nawet nie wypluwają kości", rzuciłam przez ramię. "Nie waż się nigdy więcej nazywać mnie tym nazwiskiem." *** Na zewnątrz słońce zaczynało już zachodzić, rzucając na podjazd długie, krwawe cienie. Luksusowy, czarny sedan Sebastiana stał z włączonym silnikiem, a przez przyciemniane szyby dostrzegałam jego i Isabellę. Wewnątrz samochodu atmosfera była znacznie mniej triumfalna, niż Isabella na to liczyła. Sebastian ściskał kierownicę ze zaciśniętą szczęką. "Nie rozumiem", mruknął. "Dlaczego Dziadek tak się jej uczepił? Mówił tak, jakby to naprawdę ona prowadziła firmę, kiedy mnie nie było. To jakieś szaleństwo." Isabella, która do tej pory stukała w ekran swojego telefonu, podniosła wzrok, posyłając mu ostry jak brzytwa uśmiech. Zrobiła swoje małe śledztwo i była gotowa, by wbić nóż głębiej. "Poszperałam trochę na temat twojej 'żony', Sebastian", powiedziała Isabella głodkim głosem ociekającym fałszywą troską. "Wyniki były... pouczające. Czy wiedziałeś, że Evie nawet nie poszła na studia? Z trudem przebrnęła przez wiejskie gimnazjum. Jej akta to jeden wielki bałagan – wagarowanie, bójki na ulicy, znęcanie się nad innymi dziećmi. Zanim Sterlingowie ją znaleźli, była zwykłą młodocianą przestępczynią z zapadłej dziury." Sebastianowi opadła szczęka. "Przestępczycą? Nigdy nie pisnęła o tym ani słowa." "Oczywiście, że nie", zamruczała Isabella, przysuwając się bliżej niego. "A jeśli chodzi o tę jej bajkę 'o ratowaniu firmy'? Przyjrzałam się tamtemu kryzysowi sprzed dwóch lat. Trzech członków zarządu ukradło fundusze i uciekło. Policja ich złapała i odzyskała pieniądze. To właśnie uratowało Thorne Industries – szczęście i organy ścigania. Ale w jakiś sposób Evie zdołała przypisać sobie wszystkie zasługi. Ona jest oszustką, Sebastian." Zrobiła pauzę dla efektu, a w jej oczach zatańczył błysk. "A te 150 milionów? Pomyśl o tym. Sterlingom nigdy na niej nie zależało. Wydali ją za mąż w sekundę, gdy tylko ją odzyskali, żeby mieć ją z głowy. Nie ma mowy, żeby w ramach prezentu ślubnego wręczyli jej taką gotówkę. Założę się, że odwaliła jakiś szemrany numer – może sprzeniewierzenie pieniędzy, albo jakieś czarnorynkowe pożyczki na ogromny procent – żeby zdobyć tę kasę. Jeśli prawda wyjdzie na jaw, to jej udział zatopi Thorne Industries szybciej niż jakikolwiek rozwód." Sebastian spojrzał przez okno, obserwując moją oddalającą się sylwetkę, gdy szłam do własnego samochodu. Zwątpienie zaczęło kiełkować w jego umyśle, napędzane jadem Isabelli. Zawsze uważał mnie za utrapienie, ale teraz dostrzegał we mnie tykającą bombę zegarową. Nie widział ognia w moich oczach, kiedy odjeżdżałam. Nie dostrzegł kobiety, która już w myślach wykręcała numer do jedynego człowieka, potrafiącego zdemontować imperium Thorne'ów kawałek po kawałku. Myśleli, że to oni są drapieżnikami. Nie mieli pojęcia, że królowa, którą właśnie odrzucili, miała zaraz wypowiedzieć im wojnę.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

3.Rozdział 3 Kradzież jej udziałów – Od popychadła do dynastii: Rozwód za 1,5 miliarda dolarów | Czytaj powieści online na beletrystyka