Niedaleko, pod zepsutą, rdzawą huśtawką, oczy pewnego mężczyzny niemal wychodziły z orbit, a jego twarz przybrała upiorną mieszankę czerwieni i fioletu.
Bezsilnie drapał łańcuch zaciskający się na jego szyi. Z szeroko otwartymi ustami wydał z siebie pełen udręki okrzyk: „Pomocy! Pomocy!”
Jego nogi zwisały bezwładnie, kolana były ugięte i ocierały się o ziemię. Mógłby przeżyć, gdyby tylko wstał.
Al
















