W pokoju szpitalnym unosił się zapach sterylnej ciszy i drogich lilii, co stanowiło jaskrawy kontrast dla burzy szalejącej w umyśle Arthura Harringtona. Leżał wsparty na górze poduszek, z ręką unieruchomioną w ciężkim gipsie i głową owiniętą taką ilością gazy, że wyglądał jak postać z niskobudżetowego horroru o mumiach. Za każdym razem, gdy drzwi skrzypiały, wydawał z siebie wyćwiczony, żałosny ję
















