Elara.
Nie rozumiałam, co się działo z Seline. Co miała na myśli, mówiąc: „dałaś się nabrać”?
Nawet nie próbowałam jej pytać, bo moje serce wciąż ściskało się boleśnie po tym, co powiedział Vaxen przed wyjściem.
Nie rozumiałam, dlaczego zostawił mnie natychmiast po połączeniu i odmówił naznaczenia.
Naznaczenie mojego mate i noszenie jego znaku było moim największym marzeniem, więc odmowa Vaxena nie miała sensu.
— Słuchaj, Seline. Mój mate… — próbowałam wyrzucić z siebie całą moją dezorientację, ale zanim zdążyłam wypowiedzieć choć słowo, rozłączyła się.
Dźwięk kończonej rozmowy sprawił, że opadła mi szczęka.
Seline nigdy wcześniej czegoś takiego nie zrobiła. Uznałam, że pewnie nie ma teraz głowy do naszych pogawędek. Może powinnam się ubrać i pójść do niej?
Potrzebowałam porady, jak skłonić Vaxena, by mnie naznaczył. Wiedziałam, że czuje naszą więź doskonale.
Wstając, syknęłam cicho z powodu nagłego bólu w moich miejscach intymnych. To zasługa tego, jak potraktował mnie Vaxen. Czułam obolałość, ale w ten dobry sposób.
Moja wilczyca zaskomlała cicho, gdy przypomniałam sobie, jak Vaxen rzucił nami o ścianę. Nie rozumiałam, dlaczego zachował się w ten sposób, podobnie jak moja wilczyca.
Obie błądziłyśmy w myślach. Podjęłam wysiłek, by wbić się w pozostałe strzępy sukienki i powiązałam luźne końce, starając się zakryć tyle nagiego ciała, ile tylko mogłam.
Niewiele to jednak dało, bo mój tors wciąż był częściowo obnażony, podobnie jak górna część piersi.
Następnie zebrałam plecak, włożyłam do niego upuszczone książki i ruszyłam do drzwi.
Gdy wyszłam na korytarz, zauważyłam, że jest tam niezwykle ciemno. Pamiętałam, że wszędzie paliły się światła, gdy wcześniej przyszliśmy tu z Vaxenem.
Nie zważając na to, stąpałam głośno po deskach podłogi, próbując odnaleźć wyjście, którym tu weszliśmy.
Draxton, chłopak, do którego rodziców należał ten dom, był Zetą watahy. Jego ojciec był najwyższym rangą wojownikiem i najwyraźniej jednym z najbogatszych członków stada.
Bogactwo to było widoczne przede wszystkim w ogromie ich domu. Szklane ściany zajmowały większość prawego skrzydła budynku, oferując widok na piękny ogród poniżej.
Zeszłam po szerokich schodach, trzymając się poręczy, by się nie potknąć.
„Dlaczego tu jest tak cicho?” — szepnęła moja wilczyca, czując niepokój. Dopiero wtedy zdałam sobie sprawę, że w większości budynku zgaszono światła. I wszędzie panowała cisza.
Nie mogłam powstrzymać drżenia, schodząc na dół. Tuż przed ostatnim stopniem nagle zapaliły się oślepiające światła.
Skuliłam się lekko, zasłaniając oczy ramionami i zastygając w bezruchu. Czekałam, aż wzrok przyzwyczai się do jasności, ale nagle pomieszczenie wypełnił szyderczy śmiech.
To nie była jedna czy dwie osoby. Ogarnęła mnie ciekawość. Gdy odsunęłam dłoń od twarzy, mój wzrok padł na tłum kolegów ze szkoły i członków watahy.
Wszystkie oczy były zwrócone na mnie. Wybuchali kolejnymi salwami śmiechu.
Nagle ogarnął mnie wstyd, myśląc, że powodem jest moja potargana sukienka.
Nie mogłam się ruszyć, błądząc wzrokiem po salonie.
W tym samym momencie rozbrzmiała ogłuszająca muzyka, jakby świętowali jakieś zwycięstwo.
„Co się dzieje?” — zapytała Sovereign, przerażona, podczas gdy ja czułam jedynie upokorzenie.
Wszyscy dookoła zaczęli tańczyć, krzyczeć i śmiać się, patrząc na mnie. Chłopcy zebrali się wokół stołu do beer ponga, wymieniając się kubkami z piwem, pijąc i stukając się nimi w geście triumfu.
Byłam zdezorientowana. Moje oczy zaczęły szukać Vaxena, a gdy go zobaczyłam, moje serce się rozpadło.
Vaxen stał ze swoimi przyjaciółmi, a w jego ramionach była nie kto inny jak Seline, moja najlepsza przyjaciółka.
Przyjaciele Vaxena klepali go po ramionach, chwaląc go.
— Udało ci się, Vaxen! — zawołał Harlen, jedyny rudowłosy chłopak w ich grupie.
— Kolejki dla Vaxena! — wykrzyknął Jaxon, a wszyscy zaczęli nalewać shoty i skandować imię Vaxena.
Moje serce pękało, ale rozpadło się na jeszcze drobniejsze kawałki, gdy zobaczyłam, jak Vaxen obejmuje Seline w talii. Obrócił ją i…
Pocałował ją.
Powietrze wokół mnie stało się tak gęste, że można by je kroić nożem. Moje serce łomotało jak rozpędzony pociąg towarowy.
Moja wilczyca skomlała, czując zdradę.
Nagle moje nogi same rzuciły się do biegu, chcąc zabrać mnie stąd jak najdalej, ale gdy próbowałam minąć te przeklęte drzwi, Jaxon mnie zatrzymał.
Zacisnął dłoń na klamce, uśmiechając się leniwie i drwiąco.
— Zabawa jeszcze się nie skończyła. Gdzie się wybierasz, księżniczko?
Przeciągnął słowo „księżniczka”, nie kryjąc obrzydzenia.
— Puść mnie… — próbowałam zaprotestować, ale wtedy usłyszałam swój własny głos płynący z głośników.
— Wiesz, zawsze cię kochałam.
Moje serce zamarło, gdy zdałam sobie sprawę, że to dokładnie to, co powiedziałam Vaxenowi chwilę wcześniej.
Zostałam nagrana.
Jakby tego było mało, DJ puścił serię dźwięków, które rozpoznałam jako moje własne.
To były moje jęki.
Zaplanowali to?
Dlaczego?
Zwróciłam załzawione oczy na Vaxena, który wpatrywał się we mnie z czymś błyszczącym w głębi spojrzenia.
— Jak mogłeś mnie tak zdradzić? Jesteśmy mate! — wykrztusiłam, a w moim sercu ziała dziura.
W ustach czułam gorycz żółci.
— Vaxen jest mój. Wybrał mnie na swoją partnerkę długo przed tobą, ty dziwko! — rzuciła Seline.
Widziałam nienawiść płonącą w jej oczach.
Podeszła blisko i splunęła. — Vaxen nigdy nie związałby się z taką pozerką jak ty. Niszczycielką marzeń. Złodziejką chłopaków. Myślałaś, że się nie dowiem? — zakpiła.
Seline wypięła biodro i skrzyżowała ramiona na piersiach, ujawniając prawdę. — Wszyscy założyliśmy się o ciebie, żeby sprawdzić, czy naprawdę jesteś taką dziwką, i nie zawiodłaś nas. Jesteś dziwką całej watahy! — Splunęła mi pod nogi.
Zdołałam podnieść wzrok na Vaxena. Podchodził do mnie. Przez chwilę myślałam, że może mnie przytuli, ale nie.
Zamiast tego Vaxen objął Seline w talii, przyciskając pierś do jej pleców.
— Nie mogę być z kimś takim jak ty, Elaro. W niczym nie przypominasz nas, Likanów. Jesteś nienormalna, słaba. Nigdy nie mogłabyś zostać moją Luną.
Moja głowa opadła między ramiona, gdy te słowa padły z jego ust. To wszystko było tylko żartem. Tylko ja go kochałam.
— Spójrz na swoje ciało, Elaro. Ono nigdy nie nadawałoby się dla Luny. Dlatego wybieram Seline na moją prawdziwą Lunę.
Moje oczy gwałtownie się podniosły. Kręciłam głową, chcąc błagać, ale jego kolejne słowa zdruzgotały ostatnie resztki nadziei.
— Dzisiaj, przed wszystkimi członkami watahy, ja, Vaxen Krell, przyszły alfa watahy Xanthos-Crest, odrzucam ciebie, Elaro Thorne, jako moją mate.
Nie mogłam złapać tchu przez strumienie łez płynące z moich oczu. Nic nie widziałam. Czułam tylko rozrywający ból.
Chciałam go błagać, by przynajmniej mnie zaakceptował. Zawsze miałam nadzieję, że mój mate będzie jedyną osobą, która zaakceptuje mnie taką, jaka jestem, skoro ojciec i reszta watahy odrzucili mnie i traktowali jak niewolnicę.
Ale to marzenie obracało się w pył.
Z moich ust wyrwał się szloch, gdy wypowiedziałam te słowa.
— Ja… ja, Elara Thorne, akceptuję twoje odrzucenie — wykrztusiłam płacząc.
Jeśli wcześniej czułam ból… to, co czułam teraz, było nie do opisania.
Nogi się pode mną ugięły, ale zdołałam ustać.
Gdy zataczając się do tyłu, szukałam drogi ucieczki, zobaczyłam, jak Vaxen odchyla głowę Seline.
Patrząc prosto na mnie, on… zatopił kły w jej szyi, naznaczając ją jako swoją partnerkę.
I to było wszystko, czego moja wilczyca potrzebowała, by się załamać. Nie wiem, kiedy się odwróciłam, ale nagle biegłam przez las w stronę gór.
Gdy tam dotarłam, z moich ust wyrwało się rozdarte wycie, gdy spojrzałam na księżyc. Bogini Księżyca mnie zawiodła. Pozwoliła mojemu mate mnie odrzucić.
Jestem odrzuconą, złamaną księżniczką mojej watahy.
















