Odrzucona przez mojego przyrodniego brata alfa

Odrzucona przez mojego przyrodniego brata alfa

Autor: Aeliana Thorne

Rozdział 5
Autor: Aeliana Thorne
14 cze 2026
Ogłaszając mnie samotniczką. Elara. Czułam się tak niekomfortowo przez cały czas, gdy tu siedziałam. Mój żołądek burczał bez przerwy, pokazując, jak bardzo jestem głodna. Nikt mnie nie odwiedził. Nawet mój ojciec. To oznaczało tylko jedno: jego decyzja jest ostateczna. Może o świcie, albo gdy księżyc stanie w zenicie, przyjdą po mnie. I to będzie moment, w którym mój los zostanie przypieczętowany. Czy mogłabym umrzeć z tym dzieckiem w środku? Myśl o moim nienarodzonym dziecku sprawiła, że moja wilczyca zaczęła krążyć w kółko. Sovereign miotała się we mnie, chcąc się wydostać. Chciała drapać i gryźć tych, którzy dybali na nasze życie. Kto mógł mi to zrobić? Czy to była moja macocha? Pytania kłębiły się w mojej głowie, ale nie znajdowała odpowiedzi. Zostałam z pustką. Nie mogę pozwolić mojemu dziecku umrzeć. Nie mogę – powiedziałam do mojej wilczycy, a ona poruszyła się. Czułam jej wściekłość. Nigdy w najśmielszych snach nie przypuszczałam, że tak zakończy się moje życie. Nie wiedziałam, że nienawiść członków watahy do mnie sięgnęła poziomu, na którym chcieliby mojej śmierci. Mam ojca, ale dla niego byłam niczym więcej niż bękartem. Dał mi życie, ale było to życie pełne tortur. Jednak dzisiaj uznał, że nadszedł czas, by je ukrócić. Czas, bym umarła. Gdyby tylko dano mi szansę porządnie się wypowiedzieć. Gdyby tylko przytulił mnie jak ojciec i zapytał, dlaczego to zrobiłam. Nigdy nie był mi bliski. Byłam dla niego tylko niewolnicą, a dla watahy workiem treningowym. Jestem złamaną księżniczką. W innym przypadku powiedziałabym, że nadszedł czas na śmierć. Byłabym szczęśliwa. Ale nie tym razem. Chwyciłam się za brzuch i mocno go potarłam. Wewnątrz mnie tliło się życie. Życie, któremu nie dano szansy zaczerpnąć tchu i ujrzeć światła dziennego. Zaśmiałam się gorzko, wiedząc, że mój ojciec nawet nie dowie się, że miał mieć wnuka. Wiedziona nienawiścią, przysięgłam dziś na własne życie: żaden członek tej watahy nigdy nie doczeka się szczenięcia, jeśli odbiorą życie mnie i mojemu dziecku. Spojrzałam na księżyc, chcąc przypieczętować klątwę. Wataha Xanthos-Crest nigdy nie usłyszy płaczu nowonarodzonego szczenięcia na tej ziemi, jeśli zostanę zabita. Usłyszałam huk pioruna na zewnątrz. Moje serce zadrżało, ale w głębi duszy wiedziałam, że Bogini Księżyca usłyszała moją przysięgę. Osunęłam się na ziemię, podciągnęłam kolana pod brodę i oparłam na nich ramiona. Czułam chłód, a jednak byłam szczęśliwa. Nawet jeśli umrę, moja śmierć nie pójdzie na marne. Przyszło zmęczenie, któremu uległam; zamykając oczy, zasnęłam. * * * Szum głosów wyrwał mnie ze snu. Podniosłam się. — Skąd te hałasy? — zastanawiałam się, chcąc wspiąć się do okna i wyjrzeć na zewnątrz. Sięgnęłam po połamane krzesło, oparłam je o ścianę i spróbowałam na nie wejść. Ups… Krzyknęłam, gdy upadłam żałośnie na podłogę. — Aua… — jęknęłam z bólu, masując się po pośladkach. — Haha… nie wiedziałaś, że jesteś za niska, czy co? — zakpiła ze mnie moja wilczyca. — Sovereign, nie musisz mi przypominać. Upadek już to zrobił — warknęłam na nią. Zachichotała we mnie, więc ją zablokowałam. Moja jedyna strategia dowiedzenia się prawdy legła w gruzach, więc po prostu usiadłam na podłodze i próbowałam spać dalej. Choć bardzo chciałam zasnąć, nie udawało się. Hałasy dobiegające z zewnątrz nie dawały mi spokoju. — Ughhh… — mruknęłam, pozwalając wilczycy znów dojść do głosu. Wolałam, żeby do mnie mówiła, nawet drwiła, niż słuchać wrzasków z zewnątrz, nie wiedząc, co się właściwie dzieje. W połowie przekomarzania się z wilczycą usłyszałam ciężkie kroki. Czy ktoś idzie do piwnicy? Zerwałam się na równe nogi z nadzieją, że zostanę uratowana. Jednak to był mój ojciec, dwóch radnych i strażnik. Strach rozlał się we mnie i spłynął po kręgosłupie. — Otwieraj! — rozkazał strażnikowi. Drzwi otwarły się na oścież, a strażnik wszedł do środka. Moje brwi uniosły się, gdy zobaczyłam, że trzyma obrożę. „Po co to?” — zapytała moja wilczyca. Wzruszyłam ramionami, a przerażenie mnie ogarnęło, gdy strażnik się zbliżył. — Zakujcie ją — rozbrzmiał głos jednego z radnych. Próbowałam odskoczyć, ale strażnik mnie zablokował. Natychmiast moja wilczyca przejęła kontrolę, gdy rozległ się dźwięk przestawiających się kości. Upadłam na cztery łapy i rzuciłam się na strażnika. Będąc Likanem, nie potrzebował pełnej przemiany. Zmienił się tylko częściowo i odparł mój atak. — Przestań w tej chwili! — ryknął mój ojciec, a moja wilczyca zamarła w bezruchu. Oddychała ciężko, jej oczy przygasły, a ciało drżało z wściekłości. Usłyszałam nadchodzące kroki. Przede mną stanął mój własny ojciec. Zwolnił strażnika z rozkazu Alfy. Moja wilczyca patrzyła niepewnie, jak wyrywa obrożę z rąk strażnika i podchodzi do mnie. — Dzisiaj ja, Alfa Morgath z watahy Xanthos-Crest, odrzucam cię jako moją córkę… Moja wilczyca szarpnęła się. Ogłaszał mnie samotniczką? Och, wolał mnie zabić jako rogue niż jako własną córkę? Łza spłynęła mi po policzku na tę wiadomość. Tylne łapy mojej wilczycy ugięły się na podłodze w geście uległości. Mój ojciec wykorzystał tę okazję, by zacisnąć obrożę na mojej szyi. Gdy się odsunął, wróciłam do ludzkiej formy, a moje ramiona drżały, gdy wybuchałam płaczem. ^ ^ ^ Ocknęłam się, siadając na podłodze, gdy rozległo się wycie zwołujące. Alfa wzywał wszystkich członków watahy na zgromadzenie. W tej chwili wiedziałam, że nadszedł czas. Przygotowałam się psychicznie, wstając. Obiecałam sobie jedno: nie uronię ani jednej łzy podczas egzekucji. Ostatni raz pogładziłam brzuch, czując drogocenne życie w środku. Wtedy dudniące kroki oznajmiły, że nadchodzą. Oczywiście tym razem nie mogłam się przemienić, bo obroża, którą mnie skuto, zawierała srebro i tojad. Strażnicy otworzyli drzwi piwnicy, weszli do środka i chwycili mnie za ramiona. Szliśmy korytarzem przez wiele długich kroków, aż wyszliśmy przed szemrzący tłum. Moje ciało płonęło z upokorzenia, gdy wszyscy na mnie patrzyli – jedni z obrzydzeniem, inni z kpiną. Nie chcąc tego widzieć, wbiłam wzrok w ziemię. Zaprowadzono mnie na podest, gdzie stała gilotyna. Serce mi zamarło, gdy wyobraziłam sobie, jak ostre ostrze przecina moją szyję. To wycisnęło mi łzy z oczu, ale przysięgłam ich nie uronić. Wtedy mój ojciec stanął przed watahą. — Ta kobieta przed wami popełniła zbrodnię stanu. Jak wszyscy wiecie, takie czyny są karane śmiercią. Jednak z satysfakcją informuję, że Elara zginie jako samotniczka, a nie członek watahy. Obracając się na pięcie, spojrzał na mnie i rzucił: — Niniejszym ogłaszam wyrok śmierci! Strażnicy szybko chwycili moje dłonie, zdejmując obrożę i łańcuchy, by położyć mnie pod ostrzem gilotyny, ale w tłumie podniósł się hałas. Wszyscy się spięli, gdy ktoś mimowolnie zmienił się w wilka. Zaskoczona, patrzyłam zdezorientowana na tłum, aż nagle ktoś szarpnął mnie za rękę. — Chodź za mną, Elaro. Już. Z osłupieniem spojrzałam za siebie i zobaczyłam główną służącą, Amarys. W stanie szoku po cichu wymknęłam się z podestu i pobiegłam za nią. W rekordowym czasie znalazłyśmy się w lesie, biegnąc tak szybko i daleko, jak tylko mogłam. — Musimy się zmienić! — powiedziała do mnie. — Nie mogę — krzyknęłam. Efekt srebra i tojadu wciąż się utrzymywał, uniemożliwiając mi przemianę. — O Boże… — zajęczała. Usłyszałyśmy wycie wojowników mojego ojca, którzy nas ścigali. Niedługo potem Amarys przykucnęła i zmieniła się w łaciatego, brązowego wilka. Pokazała mi gestem, bym wsiadła na jej grzbiet, co uczyniłam. I ruszyłyśmy, pędząc, aż dotarłyśmy do drogi. Zatrzymała się, a ja zeszłam, pozwalając jej wrócić do ludzkiej formy. — Moje zadanie skończone. Musisz uciekać — powiedziała, ciężko oddychając. Nie miałam czasu na pytania; tylko skinęłam głową, podziękowałam jej i ruszyłam biegiem przed siebie. Gdy wypadłam na drogę, nie patrząc przed siebie, uderzył we mnie samochód. — Cholera! — usłyszałam przekleństwo kierowcy, który wysiadł z auta. — Wszystko w porządku, panienko? — Proszę, pomóż mi. Gonią mnie — zapłakałam. — Kto taki? — zapytał, ale wycie niosące się z lasu powiedziało mu wszystko, co musiał wiedzieć. Obcy natychmiast zabrał mnie do samochodu i pognał w stronę miasta. Miejsca, w którym nigdy wcześniej nie byłam. Ale w tej chwili wiedziałam, że Bogini Księżyca dała mi szansę na rozpoczęcie nowego życia. Takiego, w którym nie będzie Vaxena. Przysięgłam na własne życie, że ani Vaxen, ani nikt inny nigdy nie zobaczy mnie ani mojego dziecka. _____ **Wieża w Falconstead.** Nocne niebo było czarne jak smoła, gdy Alfa Morgath był prowadzony przez strażnika korytarzem przed oblicze swojego króla, Zarkonaisa. Alfa Morgath był sługą króla demonów, który miał mu pomóc w osiągnięciu celu – poślubieniu jego córki. Niestety, matka Elary mu uciekła, a teraz pragnął córki, i tylko Alfa Morgath mógł mu w tym pomóc. Po wejściu do mrocznej sali tronowej Alfa Morgath skłonił głowę z szacunkiem. — Zrobiłeś to? Nie mogę dłużej czekać, by ogłosić ją swoją — głos Zarkonaisa rozbrzmiał w powietrzu. Kręcąc głową, Alfa Morgath westchnął. — Obawiam się, że moja córka uciekła. Rytuał nie może zostać dokończony. Król demonów powoli podniósł się z tronu, a jego kolczasta korona celowała w górę. Dzisiejsza noc była jego jedyną szansą na zdobycie dziewczyny lub jej matki. Dzisiaj było zaćmienie księżyca – szansa króla demonów na stanie się najpotężniejszym ze wszystkich zmiennokształtnych poprzez więź z pierwszymi dziećmi Bogini Księżyca, ale Alfa Morgath zawiódł. — Nie powinna była uciec. Słuchaj mnie, Morgath, musisz odnaleźć swoją córkę, abym mógł ją posiąść. Skoro jej matka ci uciekła, wezmę twoją córkę w zamian. Muszę zrealizować swoje cele. Znajdź ją."

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Rozdział 5 – Odrzucona przez mojego przyrodniego brata alfa | Czytaj powieści online na beletrystyka