Odrzucona przez mojego przyrodniego brata alfa

Odrzucona przez mojego przyrodniego brata alfa

Autor: Aeliana Thorne

Rozdział 3
Autor: Aeliana Thorne
14 cze 2026
Czerpać przyjemność z twojego ciała... Elara. Słaniając się na nogach, doszłam do chaty klanowej z zapasową odzieżą, gdzie włożyłam nowe ubrania. Potem wróciłam do wioski. Czułam się słaba, a fale bólu zalewały moje ciało. Gdy dotarłam do domu klanowego, zauważyłam, że mojego ojca i macochy nie ma w pobliżu. Byłam za to wdzięczna. Pospiesznie weszłam do swojego pokoju na poddaszu. To niewykończone, mroczne pomieszczenie było moim miejscem do spania, odkąd skończyłam cztery lata – zaraz po tym, jak lekarz klanowy potwierdził, że nie jestem Likanem. W przeciwieństwie do reszty domu, ozdobionego pięknymi meblami, mój pokój był pusty. Miałam tylko małą pryczę, którą wyrzucił jeden ze służących mojego ojca, a którą przywłaszczyłam sobie. Obok łóżka leżała podarta torba, w której trzymałam wszystkie ubrania. Nad sobą, na suficie, słyszałam piski szczurów biegających w kółko. Czasami, gdy spałam, gryzły mnie, ale moje zdolności regeneracyjne sprawiały, że rany znikały przed rankiem. Zapaliłam małą świeczkę na podłodze i położyłam się na pryczy. Płakałam, aż zasnęłam, czując ból po stracie mate. Moje marzenia legły w gruzach. * * * Przewróciłam się na łóżku, a z moich ust wyrwał się głośny jęk. Mimowolnie łzy napłynęły mi do oczu, gdy poczułam, jak coś uderza mnie w brzuch. — Wstaj i! Niewolnico. Słysząc znajomy głos macochy, natychmiast zerwałam się na równe nogi i skłoniłam głowę przed Luną naszego klanu. — Dzień dobry… — próbowałam się przywitać, ale ona chwyciła mnie za włosy, odchylając moją głowę do tyłu. Moje oczy spotkały jej spojrzenie. — Jak śmiesz narzucać się mojemu synowi z tym swoim plugawym ciałem? — wyszeptała z jadem. Jej uścisk sprawiał, że w oczach stawały mi łzy. — Ja… ja… — próbowałam coś powiedzieć, ale uderzyła mnie mocno w twarz. — Vaxen byłby ostatnią osobą, która chciałaby się z tobą parzyć. Nieudacznico — rzuciła. Wciąż trzymając mnie za włosy, szarpnęła mnie do pionu i splunęła… — Idź tam i służ radzie. Zatoczyłam się, gdy popchnęła mnie w stronę drzwi. Bogini, ratuj mnie, nienawidzę służyć tym starcom z rady. Co mam zrobić, żeby uniknąć ich wygłodniałych spojrzeń? Wyszłam na zewnątrz, kierując się do sali konferencyjnej mojego ojca. Po drodze zauważyłam Vaxena, który również tam wchodził. Moje serce znów zaczęło walić w piersi. Nie chciałam go widzieć. Próbowałam się wycofać, ale gdy się odwróciłam, zobaczyłam macochę idącą w tę samą stronę. Gwałtownie zawróciłam i niemal biegiem wpadłam do kuchni, skąd zabrałam tacę z wypiekami do sali konferencyjnej. — To wspaniałe wieści — usłyszałam głos jednego z członków rady, skierowany do Vaxena. — Dziękuję — baryton Vaxena dotarł do moich uszu, sprawiając, że moja wilczyca zaskomlała. — Więc kiedy wyjeżdżasz? — zapytał inny radny. — Jutro, moi państwo — odparł Vaxen. Po tych słowach mój ojciec nagrodził go oklaskami, a Vaxen wyszedł. Kończyłam już podawanie, gdy pan Varrick, klanowy adwokat, podstawił mi nogę, gdy chciałam wyjść. Ten człowiek już wcześniej próbował się do mnie dobierać, ale mu odmówiłam. Wstałam niezdarnie, otrzepując się, podczas gdy mężczyźni chichotali. Gdy wyszłam na zewnątrz, zobaczyłam macochę z nikim innym jak Seline. Nie wiedziałam, o czym rozmawiają, ale rozeszły się w różnych kierunkach, gdy tylko mnie zauważyły. * * * Plotki o tym, jak Vaxen mnie odrzucił, rozeszły się już po całym klanie i szkole. Kiedy byłam dziś w szkole, czułam się nieswojo, bo wszyscy odprowadzali mnie wzrokiem, gdy przechodziłam. Gdybym wciąż miała swoją najlepszą przyjaciółkę, znalazłabym kogoś, kto by mnie pocieszył, ale nie. Moja przyjaciółka również patrzyła na mnie z drwiną. Seline znalazła sobie nową grupę znajomych, którzy wykorzystywali każdą okazję, by ze mnie szydzić. Dopiero teraz zrozumiałam, że Seline nienawidziła mnie tak samo jak reszta klanu. Tylko udawała moją przyjaciółkę. — Jeszcze dwie butelki, proszę! — krzyknął ktoś w zatłoczonym pubie, wyrywając mnie z zadumy. Pub był miejscem, gdzie zarabiałam marne grosze, by jakoś przetrwać. Przynajmniej tutaj nikt nie znęcał się nade mną otwarcie, bo pani Straker na to nie pozwalała. Choć dziewięćdziesiąt procent mojego zysku trafiało do kieszeni pani Straker, nie przeszkadzało mi to. Skinęłam głową i podeszłam do baru, by wziąć dwa piwa. Przeszłam przez niewielki parkiet po obsłużeniu klienta i zmierzałam w stronę baru, gdy usłyszałam hałas dobiegający z zewnątrz. Ciekawość zwyciężyła; odwróciłam się i zobaczyłam grupę przyjaciół Vaxena wchodzącą do pubu. Oczywiście każdy z nich miał w ramionach dziewczynę lub dwie. Jaxon nigdy nie przestawał mnie zadziwiać. Podczas gdy inni mieli po dwie, on wszedł z trzema. Moje oczy przeszukiwały tłum, zastanawiając się, skąd to całe zamieszanie, aż nagle moje spojrzenie zderzyło się ze spojrzeniem Vaxena. Odwrócił wzrok niemal natychmiast. Widziałam, jak splata dłonie z Seline. Nie powinnam patrzeć, skarciłam się w duchu i wróciłam do baru. Byłam tam już długo, prowadząc ewidencję, podczas gdy inne dziewczyny obsługiwały grupę Vaxena. Pub wypełniał szum rozmów i cicha muzyka. Co jakiś czas rzucałam okiem na stolik Vaxena i widziałam Seline łaszącą się do niego. Tym razem jednak nasze spojrzenia się spotkały, a ona uśmiechnęła się złowieszczo, ujmując twarz Vaxena i składając na jego ustach długi pocałunek, który sprawił, że moje serce zapłonęło z bólu. — Vaxen! Vaxen! Vaxen! Dalej, chłopaki, pochwalmy naszego przyszłego Alfę po raz ostatni! — usłyszałam wrzaski Jaxona. Zastanawiałam się, dlaczego to wszystko robią. Wyglądało to tak, jakby miało się wydarzyć coś, o czym nie miałam pojęcia. — Naprawdę? — zapytała jedna z moich koleżanek drugą, wchodząc za przepierzenie i odstawiając tacę, której używały do obsługi grupy Vaxena. — Tak. Mówią, że on też jutro wyjeżdża — odpowiedziała pierwsza, co jeszcze bardziej mnie zaciekawiło. Vaxen wyjeżdżał? Gdzie? — Boże, na pewno będzie mi brakowało jego widoku tutaj — dodała druga, rzucając pożądliwe spojrzenia w stronę Vaxena. — Mnie też. Jest pierwszą osobą w całym klanie, która wyjeżdża za granicę… To było wszystko, co musiałam usłyszeć, by moje serce ścisnęło się z bólu. Wybiegłam z zaplecza i schowałam się w toalecie. Serce mi waliło, gdy w myślach analizowałam ich słowa… Vaxen opuszczał klan. Na zawsze? Nie mogłam przestać o tym myśleć. Moje rozmyślania przerwało głośne wali do drzwi. Otworzyłam je i zobaczyłam jego, wpadającego do środka. Serce mi zamarło. — Czego chcesz, Jaxon? — zapytałam, cofając się. Ten zboczeniec miał na twarzy jedynie drwiący uśmieszek. Nie podobał mi się ten wyraz twarzy. Przerażał mnie, ale nie chciałam tego okazać. Jaxon podszedł bliżej, górując nade mną swoją posturą. — Wiem, że płaczesz, mmm — mruknął, trzymając w palcach kubek z piwem. — Nie chcę z tobą rozmawiać — syknęłam, próbując odejść, ale Jaxon szarpnął mnie za rękę. — Mogę sprawić, że twój ból zniknie, jeśli tylko pozwolisz mi czerpać przyjemność z twojego ciała — szepnął mi do ucha, a moje serce aż podskoczyło. Wiedziałam, co chce zrobić. Jaxon słynął z upokarzania kobiet, które go odrzucały. Wiedziałam, że przyszedł też po mnie. Próbowałam wyrwać rękę, ale nie puszczał. Jaxon przycisnął mnie do ściany, chcąc mnie pocałować, ale wykorzystałam ten moment i mocno ugryzłam go w wargę. Krew we mnie wrzała, gdy wybiegałam z toalety, zostawiając jęczącego Jaxona za sobą. Wypadłam na zewnątrz i zderzyłam się wzrokiem z Vaxenem. Właśnie szedł w stronę toalet. Zatrzymałam się, patrząc mu w oczy w nadziei, że mi pomoże. Ale on usłyszał jęk dobiegający z łazienki. — Ty? Pieprzysz się z jakimś facetem w toalecie? — warknął, wykrzywiając twarz w obrzydzeniu. — Chciałem znaleźć w tobie coś dobrego, ale nie. Zawsze będziesz dziwką — potrząsnął głową, mierząc mnie wzrokiem. Prychnął na mnie z pogardą i odszedł. Nie byłam w stanie nawet się bronić. Po prostu osunęłam się na podłogę, ściskając się za serce. * * Następnego dnia słyszałam, jak wszyscy w domu klanowym szepczą słowa pożegnania do jednej osoby. Do Vaxena. Rzuciłam się do okna i zobaczyłam, jak jego bagaże są pakowane do samochodu. Vaxen rzucił ostatnie spojrzenie na dom klanowy, wsiadł do auta i odjechali. Długo po jego wyjeździe byłam w łazience, biorąc kąpiel. Gdy skończyłam, wytarłam się ręcznikiem i weszłam do pokoju. Ku mojemu zdziwieniu zobaczyłam kogoś wychodzącego z mojego pokoju. — Kto tam jest? — krzyknęłam, rzucając się, by zobaczyć, kto to był. Otworzyłam drzwi i wyjrzałam na korytarz, ale było zbyt ciemno, by rozpoznać postać. Moje oczy błądziły dookoła, gdy martwiłam się, czego ta osoba szukała. Kto to mógł być? Czego chcieli? Dlaczego ta osoba była w moim pokoju? To były pytania, na które nie potrafiłam znaleźć odpowiedzi. Moje serce było niespokojne. „Coś tu śmierdzi” — powiedziała do mnie Sovereign, czując strach…

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Rozdział 3 – Odrzucona przez mojego przyrodniego brata alfa | Czytaj powieści online na beletrystyka