W wieku osiemnastu lat Gabriella Chambers nie ma wilka, nie ma partnera, więc dlaczego Akademia dla zmiennokształtnych żąda, by do niej uczęszczała? Kiedy Gabbie tam dociera, zostaje zdegradowana do rangi omegi, najniższej w hierarchii stada. Jedyną rzeczą, na którą czeka, jest ponowne spotkanie z jej najlepszym przyjacielem, Aleksem. Wszystko się zmieniło. Alex jest budzącym strach i szacunek Dziedzicem Alfy, silnym i seksownym, ale dla Gabbie nadal jest najlepszym przyjacielem. Mimo że Alfa i Omega nigdy nie powinni się ze sobą zadawać. Sprawy się komplikują, gdy Alfa Kade, rywal Aleksa w sezonie bitewnym, krzyżuje ścieżki z ognistą Gabbie. W stadzie Kade'a Omegi są szumowinami, ale co się stanie, gdy proste spotkania przerodzą się w coś więcej? Dolewając oliwy do ognia, Gabbie jest celem trzech Samic Alfa, w tym partnerki Aleksa i wybranki Kade'a. Podczas pobytu Gabbie w akademii rozkwita tajemnica związana z jej przeszłością i rodziną. Czy Gabbie przetrwa wystarczająco długo, by obudzić swojego wilka i znaleźć partnera?

Pierwszy Rozdział

– Kochanie, dostaliśmy list – powiedziała Mama, ściskając czerwoną kopertę w pięści jakby od tego zależało jej życie. Odłożyłam miskę z owsianką. – Od kogo? – Ze szkoły, proszą o twoją obecność. – Jaka szkoła tak robi? Nie przypominam sobie, żebym pisała do jakichkolwiek szkół, poza tym wnioski na studia składa się dopiero za kilka miesięcy. – Tak… wiem. – Coś tu śmierdzi, Mamo. Wyrzuć to. – Nie mogę. – Jej głos się załamał. – To już czwarty list. Musimy… to rozważyć. – O rany, kim oni są? – Akademia McGregora… to szkoła dla zmiennokształtnych. Przeniosłam wzrok z czerwonego obrusa na kuchenne okno, które idealnie ukazywało dąb w moim ogródku. Szkoła dla zmiennokształtnych? Straciłam czucie w palcach, a moje policzki zapłonęły. Nie powinni mnie szukać. – Kochanie, myślę, że powinnaś… – Mama Ania zawiesiła głos. O czym ona myślała? Nie mogłam tam iść. – Mamo, ja się nie przemieniam. – Miałam osiemnaście lat i wciąż nie dostałam swojego wilka. Byłam już prawie pewna, że się nie pojawi. – Po prostu jeszcze tego nie zrobiłaś – powiedziała Mama, wciąż ściskając list. – Nie jestem wilkiem. Skończyłam z tymi pobożnymi życzeniami. – Zabrałam miskę i podeszłam do zlewu, odkręcając wodę. – Nie jestem jak wszyscy inni. – Widziałam cały ogródek i większy ogród sąsiada. Mieszkałam w EastWood, społeczności zmiennokształtnych. Mama nie była zmiennokształtna, a odkąd Tata zniknął, mieszkanie w społeczności wilków ją denerwowało. – Szkoła wymaga, żebyś była tam jutro, Gabbie. Proszą o ciebie od tygodni. Myślałam, że odpuszczą, jeśli nie będę odpowiadać. – Ale ja nie mam wilka, co oni zamierzają zrobić? Nie wiedziałam, że po prostu je rozdają. Mama jęknęła: – Zaangażują radę Alfy. Wszyscy zmiennokształtni muszą chodzić do akademii. – Czy to dlatego, że miesiąc temu miałam urodziny? – Z tego co wiem, większość zmiennokształtnych przemienia się przed osiemnastką. Muszą myśleć, że już to zrobiłaś. Usiadłam z powrotem przy stole. Wiedziałam o tajemniczej akademii dla zmiennokształtnych. Nie zliczę, ile osób, które znałam, wyjechało z miasta, aby do niej uczęszczać. Szczerze mówiąc, myślałam, że tylko nieliczni mogą tam iść. Kiedy miałam piętnaście lat, mój najlepszy przyjaciel, Alex, wyjechał z miasta, aby tam studiować. No cóż… on nie jest zwykłym wilkiem. Jest synem Alfy. Nie widziałam go od tamtej pory ani nic o nim nie słyszałam. Oczywiście wiedziałabym, gdyby umarł. To byłby czarny dzień w stadzie. Czy będę miała okazję go jeszcze zobaczyć? – Czy muszę wyjeżdżać tak szybko? – zapytałam. Mama usiadła na pustym krześle po mojej prawej stronie. Nie chciałam jej tu zostawiać samej. Nie żeby to było niebezpieczne stado. Alfa przyjaźnił się kiedyś z moim Tatą, więc chciałabym myśleć, że jesteśmy chronieni. Nie chcę, żeby była samotna. Mój Tata nie wróci, a ona boi się znowu wystawiać. – Tak, kochanie, jest autobus, który zawiezie cię prosto do szkoły. – Jak długo tam będę? Odsunęła kosmyk włosów za moje ucho: – Jeszcze tam nawet nie dotarłaś, a już myślisz o wyjeździe. – Bycie nową dziewczyną jest trudne, Mamo. Nie wspominając o tym, że jestem jedyna bez wilka. – Pomogą ci – upierała się. Przygryzłam wargę. Tutejsze dzieciaki i tak są wystarczająco złe. Wszyscy spodziewali się, że się przemienię, ale tak się nie stało. Zawsze zastanawiam się, czy coś ze mną jest nie tak. Nie czuję nawet tej więzi, o której mówią inne wilki ze swoimi wilkami. Mój jest po prostu cichy albo pusty. Martwy. – Znajdziesz wielu przyjaciół. Myślę, że jesteś całkiem fajną dziewczyną. Zachichotałam: – Dzięki, Mamo. Myślisz, że jeszcze zobaczę Alexa? Poczułam, jak moje policzki lekko płoną. Wyobrażałam sobie, że na zewnątrz jest zupełnie inny, miałam nadzieję, że w środku jest taki sam. Twarz Mamy rozjaśniła się: – Tak, Alex. To był taki słodki chłopiec. Widzisz, już masz przyjaciela. Wstała i powędrowała do salonu. Poszłam za nią, nie będzie płakać, prawda? Z trudem otworzyła szufladę w stole, w której stała ogromna, brzydka lampa, którą podarowała jej moja babcia. Otworzyła ją i pogrzebała w środku, aż wyciągnęła łańcuszek. – Co to jest? – zapytałam. Wyciągnęła do mnie błyszczący srebrny łańcuszek: – To należało do twojego Taty, myślę, że powinnaś go wziąć. Myślę, że on to dla ciebie zostawił. Nigdy tego nie zdejmował. Miał zawieszkę ze skrzyżowanymi strzałami i toporem. Pozwoliłam zimnemu metalowi opaść na moją dłoń. Pamiętałam, jak dyndał na jego piersi, kiedy byłam dzieckiem. – Powinnaś się przygotować, Gabbie – powiedziała cicho Mama. – Ja po prostu… to tak szybko. Nie chcę cię zostawiać… – Och… Gabbie. – Oplotła mnie ramionami, a ja ją ścisnęłam. – Będzie dobrze. *** Miałam przed sobą jedną walizkę i plecak. Autobus, który miał mnie zawieźć do mojego nowego domu na następne, kto wie ile, był pusty, a kierowca patrzył na mnie, jakbym kopnęła jego psa. – Wszystko będzie dobrze, Gabbie – uśmiechnęła się Mama, ale uśmiech nie dotarł do jej oczu. Skinęłam głową. Nie mogłam uwierzyć, że wyjeżdżam z domu. Dopiero teraz do mnie dotarło, że już nie obudzę się we własnym domu. Przez jakiś czas. Miałam nadzieję, że się mylą. Odkryją, że nie mam wilka i odeślą mnie do domu. Nadal bym się z tego powodu denerwowała, ale przynajmniej byłabym w znajomym miejscu. Mama oplotła mnie ramionami: – Wszystko będzie dobrze. Musisz już iść, kochanie. – Wiem. Postaram się dzwonić codziennie. – To będzie wspaniale. Podróż autobusem trwała jak pięć godzin. Zasnęłam ze słuchawkami na uszach, słuchając muzyki. Kołysanie autobusu mnie obudziło. Zapaliły się światła i musiałam zamrugać, żeby przyzwyczaić się do światła. – Przystanek końcowy, młoda damo – zachrypiał kierowca autobusu. Przerzuciłam torbę przez ramię i zatoczyłam się z autobusu. Cóż, oto dom. Średniowieczny zamek, który wyglądał na opętany przez demony. Co gorsza, ludzie, którzy zamieniali się we wściekłe bestie. Światła z autobusu oświetlały wejście. Przed drzwiami stała kobieta w długiej sukni i kapeluszu. Położyłam rękę na piersi. Myślałam, że to duch. – Witaj, Panno Chambers. – Dzięki? Kim ona jest, dozorczynią? Odwróciła się i skinęła na mnie. – Szkoła oficjalnie rozpoczyna się jutro. Nowi uczniowie spędzają noc w Sali Heleny, dopóki nie zostaną przydzieleni do właściwych akademików. Niestety, jesteś jedyną nową uczennicą. – Dlaczego? – Cóż… niektórzy przyjeżdżają pierwszego dnia. W niektórych latach nie mamy w ogóle nowych uczniów. Zatrzymałam się, to nie wydawało się w porządku. – Przepraszam, proszę pani… – Dyrektor Atena. – Wyprostowała kręgosłup. – Dyrektor… Nie sądzę, że powinnam tu być. Nigdy się nie przemieniłam. Nie wiem, dlaczego tu jestem – powiedziałam prawie szeptem. – To, że się nie przemieniłaś, nie oznacza, że nie jesteś wilkiem, który tu przynależy. – Ruszyła dalej, oczekując, że pójdę za nią. Jedynym dźwiękiem było stukanie naszych butów o marmurową podłogę. – Co się stanie, jeśli nie będę mogła się przemienić? – Przekroczymy tę granicę, kiedy do niej dotrzemy, Panno Chambers. Jutro czeka cię ważny dzień.

Odkryj więcej niesamowitych treści