Porwana przez Księcia Koszmarów: Los bezwilczej Omegi

Porwana przez Księcia Koszmarów: Los bezwilczej Omegi

Autor: Aeliana Thorne

Gorzka zdrada
Autor: Aeliana Thorne
4 lip 2026
ELOWEN Drzwi łazienki zatrzasnęły się z cichym kliknięciem, tłumiąc dudniący bas muzyki z przyjęcia, aż stał się jedynie tępym, rytmicznym bólem z tyłu mojej czaszki. Oparłam się o zimny marmur blatu, a moje dłonie drżały, gdy zaciskałam je na krawędziach umywalki. Nie przyszedł. Killian obiecał, że tu będzie, ale po następcy Alfy nie było ani śladu. Spojrzałam w lustro i przez sekundę nie rozpoznałam kobiety, która na mnie patrzyła. Czerwona suknia była zachwycająca – głęboki, krwistoczerwony jedwab, który opinał moje kształty – lecz czułam się w niej jak w przebraniu. Moje czarne włosy były idealnie upięte, okalając twarz, która wydawała się zbyt delikatna, zbyt ludzka. Przejechałam palcem po piegach rozsypanych na moim nosie i policzkach, nienawidząc tego, jak upodabniają mnie do dziecka, zamiast do Luny. Moje płowo-szare oczy mąciło rozczarowanie, którego nie potrafiłam ukryć. Przyjrzałam się swojemu odbiciu krytycznym, jadowitym wzrokiem. Uniosłam dłoń i szturchnęłam ramię, patrząc, jak skóra ugina się pod moim dotykiem. Tłuszcz. Było na mnie zbyt dużo ciała. Nie byłam szczupła i żylasta jak wojowniczki. Byłam miękka. Moje policzki były zbyt okrągłe, a linia szczęki mało wyrazista. Wyglądałam jak Omega. Wyglądałam jak słabe, bezbronne stworzenie. Kończyłam dziś osiemnaście lat. W naszym świecie to była chwila prawdy. Jednak księżyc wzeszedł, a mój wilk milczał. Nie miałam wilka. Czy to dlatego Killiana tu nie było? Czy wyczuł pustkę we mnie? Dorastałam w jego cieniu, podziwiając go od chwili, gdy uratował mnie jako dziecko. Ten podziw już dawno zmienił się w rozpaczliwą, bolesną miłość. Stroiłam się w tę suknię – tę, którą mi kupił – i spędziłam godziny na makijażu, mając nadzieję, że w końcu mnie dostrzeże. Nie jako małą dziewczynkę, którą ocalił z zalanej krwią ludzkiej wioski, ale jako kobietę. Jego kobietę. Sięgałam właśnie po papierowy ręcznik, by wytrzeć wilgoć w kącikach oczu, gdy drzwi otworzyły się na oścież. Serce mi zamarło. To nie był żaden z gości szukający lustra. To była Vespera Mordrake. Vespera była córką Alfy z watahy Lupine Bolt i nosiła swój status niczym broń. Weszła tanecznym krokiem, a za nią podążały jej dwa cienie, Marni i Skyla. Cała trójka stanowiła uosobienie arystokracji watahy – wysokie, wysportowane i zabójcze. Sama ich obecność zdawała się wysysać tlen z pomieszczenia. — Spójrzcie na to — zadrwiła Vespera, a jej głos ociekał sztucznym rozbawieniem. — Śmieć-Omega myśli, że jak założy ładną sukienkę, to nagle stanie się jedną z nas. Trzymałam głowę nisko, wpatrując się w kran. Znałam tę procedurę. Jeśli będę milczeć, może się znudzą. Vespera wciąż była wściekła, bo jej poprzedni chłopak przystawiał się do mnie – nie żebym go zachęcała, ale w jej świecie wszystko było moją winą. Bycie Omegą w szkole wspólnej dla sześciu watah oznaczało bycie wiecznym celem. — Hej! Nie ignoruj jej, kiedy do ciebie mówi! — warknęła Marni. Zanim zdążyłam się poruszyć, dłoń Marni wystrzeliła do przodu, a jej palce zacisnęły się na moim ramieniu niczym żelazne szpony. Szarpnęła mnie w tył, zmuszając, bym stawiła im czoła. Siła wilczyc-Bet nie była żartem; poczułam, jak moja kość trzeszczy pod tym naciskiem. — Cóż, pewnie myśli, że dziś jej się poszczęści — szydziła Vespera, wkraczając w moją przestrzeń osobistą. Jej zapach był ostry, przypominał ozon i drogie perfumy. — Skoro skończyła już te osiemnaście lat. — Czekaj, czekaj — zakpiła Skyla, z okrutnym uśmieszkiem na ustach. — Czy ona naprawdę myśli, że Killian by jej chciał? Nawet go tu nie ma. Pewnie bawi się z jakąś prawdziwą wilczycą. Cała trójka wybuchnęła śmiechem – szorstkim, brzydkim dźwiękiem, który odbił się echem od kafelków. Przygryzłam język, a metaliczny smak krwi wypełnił moje usta. Łatwiej być workiem treningowym, jeśli się nie stawiasz. Walka daje im tylko powód, by cię złamać. Vespera wyciągnęła rękę i uszczypnęła ciało na moim ramieniu – dokładnie w tym samym miejscu, które oceniałam sekundy wcześniej. Wbiła swoje wypielęgnowane paznokcie głęboko w moją skórę, tocząc krew. Skrzywiłam się, zapierając dech, ale nie dałam jej satysfakcji i nie krzyknęłam. — Boże, spójrz na ten tłuszcz — syknęła Vespera, wykręcając palce. — Chryste. Poćwicz trochę, tłuściochu. Jesteś miękka jak człowiek. — Nikt nie chce grubej, małej suki-Omegi — dodała Marni, popychając mnie mocniej na blat. Były ostrożne. Mówiły półgłosem, zerkając na drzwi. W końcu byłam adoptowaną podopieczną Alfy Varkasa. Nawet jeśli traktowano mnie jak „przypadek charytatywny”, nie chciały zostać przyłapane na znęcaniu się nade mną w jego rezydencji. Lecz za zamkniętymi drzwiami hierarchia była bezwzględna. — O tym marzysz, Omego? — Vespera pochyliła się tak blisko, że widziałam złote plamki w jej oczach. — Że Killian weziemie cię jako swoją? Że będzie cię kochał i pielęgnował? — Zaśmiała się zimno i kpiąco. — Nie łudź się. Omegi nadają się tylko na suki na boku. Jesteś tylko zabawką, którą główna suka może rozstawiać po kątach. — Ona nie zasługuje nawet na to, by oddychać tym samym powietrzem — wymruczała Marni. Próbowałam odwrócić wzrok, ale Vespera chwyciła mnie za podbródek, zmuszając, bym na nią spojrzała. — Chcesz być moją małą suczką, Elowen? — zadrwiła, zniżając głos do wulgarnego, przesiąkniętego seksem szeptu. — Chętnie oddam ci moje resztki. Wiesz, trzeba wspierać cele charytatywne i tak dalej. Tatuś zawsze mnie uczył, żeby pomagać mniej zamożnym. Może nawet pozwolę ci zrobić mu dobrze, jak już ze mną skończy, żebyś poczuła, jak smakuje na nim prawdziwa kobieta. Marni i Skyla wybuchnęły chichotem. Upokorzenie piekło mocniej niż fizyczny ból w ramieniu. Byłam dla nich nikim. Nawet nie człowiekiem. Tylko naczyniem, narzędziem. — Tego chcesz? Żebym wzięła cię pod swoje skrzydła z litości? — Oczy Vespery omiotły moje ciało z czystym obrzydzeniem. — I nie zapomnij mi podziękować, kiedy będziesz tam na dole zlizywać mnie z niego. Tylko do tego nadają się Omegi – do sprzątania po swoich Lunach. Czułam, że się duszę. Każde słowo było ciosem noża, odzierającym mnie z tych resztek godności, jakie mi pozostały. Miałam osiemnaście lat, byłam pozbawiona wilka, a teraz słyszałam, że moim jedynym celem w życiu jest bycie seksualną sprzątaczką dla ludzi, którzy nienawidzą mnie całym sercem. Drzwi łazienki otworzyły się i weszła kobieta, której nie znałam. W ułamku sekundy twarz Vespery przeszła transformację. Kpiący uśmieszek zniknął, zastąpiony olśniewającym, uprzejmym uśmiechem. Przerzuciła długie włosy przez ramię, stając się uosobieniem wdzięku. — Cóż, do zobaczenia później — powiedziała głośno Vespera, a jej głos był teraz słodki jak miód. — Jeszcze raz: udanych urodzin, Elowen! Wyszły z pokoju z dumą, zostawiając mnie tam, trzęsącą się i krwawiącą. Zmusiłam się do uśmiechu w stronę nowo przybyłej kobiety – maski, która wydawała się pękać. Moje ramię pulsowało w miejscu, gdzie Vespera wbiła paznokcie. Szybko ochlapałam twarz zimną wodą, próbując zetrzeć ślady mojego załamania. Nie mogłam tu zostać. Nie mogłam wrócić do tej sali balowej i stawić czoła tym dziewczynom ani babci Calliście, która z pewnością miałaby coś do powiedzenia na temat mojego braku wilka. Potrzebowałam powietrza. Musiałam zniknąć. Wymknęłam się z łazienki i pośpiesznie ruszyłam korytarzem. Nie poszłam w stronę przyjęcia; zamiast tego skierowałam się do wyjścia do ogrodu. Cienie były tu głębokie, a chłodne nocne powietrze obiecywało chwilę wytchnienia. Najlepszą rzeczą w byciu Omegą było to, że zazwyczaj było się niewidzialnym. Ludzie patrzyli prosto przez ciebie. Zbliżałam się do ciężkich dębowych drzwi prowadzących na taras, gdy usłyszałam głosy. Zamarłam. — …Varkas, zapewniam cię, musimy się jej pozbyć. To była babcia Callista. Jej głos był ostry, pełen morderczej irytacji, od której włosy zjeżyły mi się na rękach. Wcisnęłam się w niszę w ścianie, a serce waliło mi o żebra. Dlaczego Alfa Varkas tu był? Miał przecież wyjechać w sprawach watahy. — Matko, rozumiem — odpowiedział Varkas. Jego głos był ciężki, pełen wahania. — Ale czy jesteś pewna? — Oczywiście, że tak, synu — odcięła się Callista. — Wzrok Killiana spoczywa na niej już od zbyt dawna. Jest rozkojarzony. I obawiam się, że to coś więcej niż tylko przelotny pociąg seksualny. Zaczyna tworzyć z nią więź. Przycisnęłam dłoń do piersi, próbując uciszyć dudnienie serca. Rozmawiali o mnie. — Nie wiem — powiedział Varkas zbolałym tonem. — Nie potrafię tego pojąć. Elowen jest… — Elowen to piękna młoda kobieta — przerwała Callista, a jej głos nabrał przerażającej ostateczności. — I choć nie obchodzi mnie, czy Killian będzie trzymał ją jako zabawkę na boku, emocjonalne przywiązanie do Omegi jest niebezpieczne. On jest przyszłym Alfą. Nie może być związany z bezwilczą dziewczyną, która nic nie wnosi do linii krwi. Ona musi odejść. Musi zostać usunięta z tej watahy, Varkas. Już. Paraliżujący, zimny strach przeniknął mnie do szpiku kości. Czekałam, wstrzymując oddech, a płuca piekły mnie z braku powietrza. Spojrzałam w stronę sylwetki człowieka, który mnie adoptował, człowieka, który dał mi dom, gdy nie miałam nic. *Broń mnie,* błagałam w duchu. *Powiedz jej, że jestem twoją córką. Powiedz, że zostaję.* Cisza przeciągała się, bolesna i gęsta. Każda sekunda, która mijała bez jego protestu, wydawała się kolejnym kamieniem dorzucanym na mój grób. — Masz rację — powiedział w końcu Varkas. Te słowa były dla mnie wyrokiem śmierci. — To mój jedyny dziedzic. Nie mogę pozwolić, by zaprzepaścił swoją przyszłość z jej powodu. Poczułam, jak świat się kołysze. Kolana mi się ugięły i musiałam złapać się ściany, żeby nie upaść. — Niedługo odeślę Elowen — kontynuował Varkas, a jego głos był pozbawiony ciepła, które okazywał mi przez dziesięć lat. — Ale nie mów jej ani słowa. Sam zajmę się jej usunięciem. Chcę, żeby to zostało zrobione czysto. — Dobrze — powiedziała Callista z wyraźnym niesmakiem w głosie. — Pospiesz się. Znasz urok tych Omeg. Potrafią wkraść się w męskie serce, jeśli da się im choćby cień szansy. Nie mogłam oddychać. Moja skóra wydawała się zbyt ciasna, a serce zbyt duże dla klatki piersiowej. Ludzie, których uważałam za rodzinę – jedyni, którzy zostali mi na tym świecie – spiskowali za moimi plecami, by mnie wygnać. Nie tylko wyrzucali mnie z domu; wymazywali mnie z watahy. Traktowali mnie jak chorobę, którą trzeba wyleczyć, by chronić ich „prawdziwą” rodzinę. Moje urodziny. Dzień, w którym skończyłam osiemnaście lat. To nie było świętowanie. To była moja towarzyska egzekucja. Stałam w cieniu korytarza, sparaliżowana ogromem tej zdrady. Nie miałam wilka, byłam sama, a jedyny ojciec, jakiego znałam, właśnie zgodził się rzucić mnie wilkom na pożarcie – i to dosłownie. Gdzie mogłam pójść? Co robi Omega bez wilka i bez rodziny w świecie, który ceni wyłącznie siłę? Stłumiona muzyka z sali balowej wydawała się teraz kpiną, marszem żałobnym dla dziewczyny, która nawet nie zdawała sobie sprawy, że dla nich już jest martwa. Mój świat nie tylko się zawalił; został rozebrany na części, kawałek po kawałku, przez dłonie, którym ufałam najbardziej. Stałam tam w mojej czerwonej jedwabnej sukience – niczym cel wymalowany krwią – uświadamiając sobie, że do jutra rana będę jedynie wspomnieniem, o którym zamierzają zapomnieć.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Gorzka zdrada – Porwana przez Księcia Koszmarów: Los bezwilczej Omegi | Czytaj powieści online na beletrystyka