Perspektywa Calisty:
Królestwo Wilków? Czy to nie tam mieszka król Alfa i królowa Luna?
Mój dziewięcioletni umysł gorączkowo próbował przetworzyć tę nagłą zmianę w naszych wtorkowych planach. „Dlaczego tam jedziemy, mamusiu?” – zapytałam, patrząc na zmianę na nią i na tatusia. „Myślałam, że z królem Alfą i królową Luną można się spotkać tylko wtedy, gdy otrzyma się specjalne zaproszenie ze złotą pieczęcią? Mieliśmy jechać do Disney World”.
„Księżniczko, jedziemy tam na koronację naszych nowych królów” – wyjaśnił tatuś, a w jego głosie pobrzmiewał niezaprzeczalny dreszcz emocji. Uklęknął, złapał mnie za talię, uniósł w powietrze, po czym delikatnie postawił na ziemi. Wziął moją małą dłoń w swoją potężną, wyprowadzając mnie z biura i prowadząc szerokim, zalanym słońcem korytarzem w stronę jadalni. „Każdy Alfa z całego multiwersum wraz z rodzinami oraz rodzina Bety zostali zaproszeni, by być świadkami tej ceremonii”.
Nowych królów? Zamrugałam, próbując dopasować tę informację do wiedzy z ciężkich, pokrytych kurzem książek, które lubiłam czytać w bibliotece stada. Nawet nie wiedziałam, że nasz król zamierza ustąpić z tronu. Zazwyczaj nauczyciele wspominali o takich rzeczach w szkole. Zwykle dostawaliśmy cały dzień wolny, by po prostu usiąść w auli i obejrzeć transmisję z koronacji na dużym ekranie. Pałac wysyłał zaproszenia z wielomiesięcznym wyprzedzeniem, aby każdy miał wystarczająco dużo czasu na podróż.
Z tego, czego dowiedziałam się z podstawowego podręcznika do historii wilkołaków, wynikało, że wilki są wieczne. Oznaczało to, że nie marszczyliśmy się i nie starzeliśmy jak ludzie po przekroczeniu pewnego wieku. Jednakże, aby monarcha wilkołaków pozostał silny i mógł dbać o bezpieczeństwo królestw, potężna zmiana władzy musiała następować co sto pięćdziesiąt do dwustu lat. To była niesamowicie ważna sprawa. Wydarzenie zdarzające się raz w życiu.
I nagle coś kliknęło mi w głowie. Tatuś powiedział, że rodzina Bety też jest zaproszona.
„Tatusiu, czy to oznacza, że Mason też jedzie z nami?” – zapytałam, a mój głos wzniósł się z nagłej ekscytacji. Pociągnęłam go za rękę, podskakując na piętach na drewnianej podłodze.
„Tak, księżniczko” – odpowiedział tatuś, obdarzając mnie ciepłym uśmiechem i ukazując dołeczki w policzkach. „Mason, jego rodzice i bracia również zabierają się z nami na tę wycieczkę”.
O Bogini, super!
Uwielbiałam mieć mojego najlepszego przyjaciela w pobliżu. Długa, nudna jazda samochodem nagle zabrzmiała jak idealna przygoda, pod warunkiem, że Mason będzie siedział obok mnie.
„Puść mnie, tatusiu! On i ja musimy się spakować” – powiedziałam, wyplątując palce z jego mocnego uścisku. Obróciłam się na pięcie, gotowa, by pognać z powrotem korytarzem, znaleźć Mase'a i uknuć nasz plan przetrwania podróży.
„Księżniczko, a co z lunchem?” – usłyszałam krzyk tatusia zza pleców.
„W porządku, tatusiu, zjem później!” – odkrzyknęłam przez ramię, a moje lakierki klapały o deski podłogi, gdy biegłam tak szybko, jak tylko mogły mnie unieść nogi. „Tyle do zrobienia, a tak mało czasu! Pa, tatusiu!”
Nie chciałam, by mnie dogonił. Jeśli by mnie złapał, zaciągnąłby mnie do stołu i nakarmił na siłę jakimś zdrowym, zielonym koszmarem, który kucharze stada przygotowali na dzisiaj. Biegłam z odwróconą głową, żeby sprawdzić, czy idzie moim tropem, co było moim pierwszym, wielkim błędem.
„Oho, oho, zwolnij, Calla. Pali się gdzieś?”
Uderzyłam mocno w solidną ścianę mięśni, odbijając się w tył z cichym piskiem. Potarłam czoło, spoglądając w górę na potężną sylwetkę blokującą moją drogę ucieczki.
Uch. Powinnam była patrzeć, gdzie idę. Teraz mój irytujący brat miał zamiar zająć mój czas, a ja nie zdążyłabym spakować wszystkich niezbędnych przekąsek, których ja i Mason potrzebowaliśmy na drogę. Bastian stał przede mną, krzyżując masywne ramiona na piersi i spoglądając w dół z kpiącym, krzywym uśmieszkiem.
„Puść mnie, Bastian” – zażądałam, kładąc ręce na biodrach i próbując brzmieć tak autorytatywnie jak tatuś. „Muszę iść się spakować. Inaczej mogłabym przeoczyć coś, co Mason albo ja moglibyśmy potrzebować w drodze. Ważne rzeczy”.
Próbowałam go wyminąć, rzucając się w szczelinę między nim a ścianą, ale był zbyt szybki. Jednym płynnym ruchem Bastian zgarnął mnie z podłogi. Pisnęłam, gdy obrócił mnie do góry nogami i przerzucił sobie przez szerokie ramię jak worek ziemniaków.
„Odłóż mnie!” – wrzasnęłam, uderzając małymi piąstkami w jego plecy. Dobrze wiedzieli, jak nienawidziłam, kiedy traktowali mnie jak zabawkę.
„Nic z tego, Calla” – zaśmiał się Bastian, a jego głos wibrował w klatce piersiowej, co czułam na własnym boku. Zaczął iść w dokładnie przeciwnym kierunku, niż chciałam. „Tata chce, żebyś zjadła coś przed drogą. Rozkaz Alfy”.
Poważnie!
Próbowałam wyślizgnąć się z jego żelaznego uścisku, kopiąc nogami i wykręcając ciało, ale mój gigantyczny brat nawet nie drgnął. Szedł dalej długim, swobodnym krokiem.
Głupie samce wilków i ich gigantyczne ciała. To był zdecydowanie moment, w którym nienawidziłam być taka mała. Nieważne, jak bardzo byłam mądra, nie mogłam pokonać dorosłego Alfy siłą fizyczną.
Bastian zaniósł mnie prosto do wielkiej jadalni. Pokój tętnił życiem – omegi sprzątały talerze i pakowały pojemniki na drogę. Minął niższe stoły i podszedł prosto do podwyższonego stołu Alfy na odległym końcu sali. Zrzucił mnie bezceremonialnie na ciężkie drewniane krzesło obok tatusia i mojego drugiego głupiego brata, Luciana.
„Nie lubię cię” – fuknęłam na Bastiana, krzyżując ramiona i posyłając mu moje najbardziej mordercze spojrzenie, gdy zajął miejsce naprzeciwko mnie.
Usłyszałam, jak wszyscy przy stole chichoczą. Mamusia zasłoniła usta, by ukryć uśmiech, a Lucian szturchnął mnie ramieniem.
Foch.
„Nie dąsaj się, księżniczko” – powiedział tatuś, pochylając się, by pocałować mnie w wydęty policzek. „Zjedz coś. Po drodze nie będzie czasu na postoje. Poza tym, czy nie miałaś dzisiaj podwójnych zajęć z wytrzymałości fizycznej? Musisz umierać z głodu”.
Umierałam z głodu. Ale byłam też córką Alfy, księżniczką naszego stada. Wiedziałam, że powinnam być wzorem do naśladowania, na zewnątrz zachowując się grzecznie i dystyngowanie, ale nikt nigdy nie powiedział, że nie mogę uciekać się do drobnych sztuczek we własnym domu, by postawić na swoim.
Musiałam spakować mleko czekoladowe. Musiałam zabrać żelki dżdżownice, grube tabliczki czekolady i małe ciasteczka brownie. Jeśli będę tu siedzieć i jeść lunch, kto to wszystko spakuje? Mason nie miał dostępu do mojej tajnej skrytki ukrytej głęboko z tyłu mojej garderoby.
Spojrzałam w dół na talerz, który omega właśnie postawiła przede mną. Żołądek podszedł mi do gardła. To był gigantyczny kawałek kurczaka zatopiony w lepkim sosie, otoczony górą ciemnozielonych szparagów i oślizgłych brązowych grzybów.
Fuj. Nienawidziłam warzyw. Cóż, uwielbiałam frytki, które technicznie rzecz biorąc robiło się z ziemniaków, ale cała reszta? Fuj. Ohyda.
Zmarszczyłam nos, biorąc do ręki srebrny widelec. Dźgnęłam szparaga, przesuwając go po talerzu, jakby był jadowitym wężem. Próbowałam psychicznie przygotować się na zjedzenie tej zainfekowanej robactwem rzeczy, którą nazywali posiłkiem. Kto wie, ile robali żyło wewnątrz tych grzybów, zanim kucharze je pokroili i podali na mój stół?
Może jeśli będę jadła bardzo, bardzo szybko, nie poczuję smaku tych oślizgłych zielonych obrzydliwości. Nabierałam na widelec duży kęs mieszanki grzybów i szparagów, wepchnęłam go do ust i spróbowałam połknąć w całości. Ziemisty, gorzki smak oblepił mój język. Natychmiast dostałam ataku kaszlu, dławiąc się i upuszczając widelec na porcelanowy talerz z głośnym brzękiem.
„Zwolnij, kochanie” – powiedziała łagodnie mamusia, sięgając po szklankę z wodą z lodem i podając mi ją. Bastian przechylił się przez stół, klepiąc mnie po plecach ciężką dłonią, podczas gdy ja duszkiem wypiłam wodę, by zmyć ten okropny smak.
„Nie wiedziałem, że zaczęłaś tak kochać swoją zieleninę, siostrzyczko” – zachichotał z boku Kieran, opierając się na krześle z pełnym zadowolenia uśmiechem.
Obróciłam głowę w jego stronę i posłałam mu mordercze spojrzenie, wytrzeszczając oczy tak szeroko, jak to było ludzko możliwe, zupełnie jak postacie w kreskówkach, które oglądałam. Jeśli wytrzeszczę oczy wystarczająco mocno, może się przestraszy i zostawi mnie w spokoju, prawda?
Niestety, nawet nie drgnął. Odchylił głowę do tyłu i wybuchnął szczerym śmiechem.
„Calla, jesteś urocza! Nie rób tak. Oczy mogą ci wypaść!” – droczył się Kieran, wytykając moją twarz palcem.
Oczy mogą mi wypaść? Mój dziewięcioletni umysł zamarł. Moglyby? Nigdy nie czytałam o tym, żeby wilkołakom wypadały oczy od zbyt intensywnego gapienia się, ale co, jeśli naprawdę by wypadły? Jak bym czytała książki? Jak bym grała w gry wideo z Masonem?
Chwileczkę. Genialny pomysł wpadł mi do głowy.
Zamrugałam szybko, pozwalając, by moja dolna warga zaczęła drżeć. Zmusiłam się, by pomyśleć o tym, jak upuszczam mój ulubiony lód w rożku prosto w błoto. Wilgoć zebrała się w moich oczach natychmiast. Gruba, dramatyczna łza spłynęła po moim policzku, a po niej kolejna. Wydałam z siebie ciche, żałosne pociągnięcie nosem.
Śmiech Kierana natychmiast zamarł. Zadowolony uśmieszek zniknął, a jego miejsce zajęła czysta panika.
„Hej, Calla, czekaj. Żartowałem. Nie płacz, głuptasie” – wyjąkał Kieran, odpychając krzesło do tyłu. Obiegł stół, padł na kolana obok mojego krzesła i objął mnie swoimi potężnymi ramionami w mocnym, przepraszającym uścisku. „Twoje oczy nie wypadną, obiecuję. Przepraszam”.
„Kochanie, on tylko żartował” – westchnęła mamusia, posyłając Kieranowi ostre, pełne dezaprobaty spojrzenie. Znów spojrzała na mnie, a jej oczy złagodniały. „No dobrze, idź i spakuj swoje rzeczy. Myślę, że masz już dość dokuczania na jeden dzień. Powiem omegom, żeby przygotowały ci świeże kanapki na drogę”.
Pociągnęłam nosem, wycierając oczy wierzchem dłoni i utrzymując ten teatrzyk przez ułamek sekundy dłużej. „Dla Masona też, prawda, mamusiu?” – zapytałam, pozwalając mojemu głosowi drżeć w perfekcyjny sposób.
Mamusia parsknęła śmiechem, ewidentnie przeze mnie przejrzana, ale i tak skinęła głową. „Tak, dla Masona również. Szykuj się szybko”.
Nie trzeba mi było powtarzać dwa razy. Zsunęłam się z krzesła, zostawiając Kierana klęczącego na podłodze, i wybiegłam z jadalni. Przemknęłam po wielkich schodach, a moje stopy wręcz frunęły po pluszowym dywanie, aż dotarłam do swojej sypialni. Zatrzasnęłam ciężkie drzwi, zamknęłam zamek z głośnym kliknięciem i pobiegłam zaciągnąć ciężkie zasłony.
Stojąc na środku przyciemnionego pokoju, wzniosłam pięści w górę. Misja zakończona sukcesem.
Byłam geniuszem. Chociaż nienawidziłam kłamać przed rodziną i udawać, że jestem zdenerwowana, to był nagły wypadek o absolutnym priorytecie. Gdybym nie udała tych łez, nie zdołałabym spakować przekąsek. Zostałabym zmuszona do zjedzenia tych ohydnych, zielonych rzeczy, które nazywali warzywami, a Mason i ja zagłodzilibyśmy się podczas długiej drogi do Królestwa Wilków.
Jeden raz nie robił różnicy, prawda?
*Wybacz, Księżycowa Bogini,* pomyślałam, patrząc w sufit. *Obiecuję, że już tego nie zrobię. Cóż, nie do końca. Ale obiecuję, że będę tak udawać tylko wtedy, gdy będzie to absolutnie konieczne.*
Po przesłaniu moich małych, cichych przeprosin w górę do bogini, rozejrzałam się po pokoju po raz kolejny, żeby upewnić się, że nikt mnie nie widzi. Weszłam do swojej ogromnej garderoby, przeciskając się przez rząd grubych, zimowych płaszczy, aż dotarłam do luźnej deski podłogowej w najdalszym kącie. Podważyłam ją, odsłaniając moją wspaniałą, tajną skrytkę.
Wyciągnęłam mój różowy plecak z księżniczką Elisą i zaczęłam go pakować. Zabrałam pięć dużych tabliczek mlecznej czekolady, świeżą paczkę minibrownie, ulubione kwaśne żelki dżdżownice Masona i ogromną paczkę Starburstów. Wrzuciłam też kilka grubych książek, które zaczęłam czytać, dotyczących monarchii wilkołaków, na wypadek, gdybym zaczęła się nudzić na długiej autostradzie, a mojego iPada do gier wsunęłam do przedniej kieszeni.
Po zasunięciu plecaka spojrzałam na ubrania, które mamusia położyła na moim łóżku. Wybrała parę jasnoniebieskich spodni do łydki i białą bluzkę z rękawem trzy czwarte, z dużym, jasnym obrazkiem z Pięknej i Bestii z przodu. Ściągnęłam szkolny mundurek, wciągnęłam na siebie te miękkie ubrania i wygładziłam materiał.
Z drzwi dobiegło ciche pukanie.
„Calista? Tu Ciocia Brie”.
Odkluczyłam drzwi, wpuszczając Omegę Bridget do środka. Nie była dla mnie tylko omegą; była jak druga mamusia. Była moją opiekunką, osobą, która troszczyła się o mnie, ilekroć mamusia lub tatuś wyjeżdżali w sprawach stada. Nazywałam ją Ciocią Brie. Była absolutnie najlepsza, głównie dlatego, że pomagała mi kupować więcej słodyczy do mojej tajnej skrytki, nie piśnąwszy o tym ani słowem rodzicom. Podsumowując, miałam najlepszą opiekunkę na całym świecie.
„Ciociu Brie, czy możesz mi zrobić dwa francuskie koki, proszę?” – zapytałam, podbiegając do toaletki i wskakując na miękki stołek.
„Oczywiście, Calisto” – uśmiechnęła się ciocia Brie, biorąc srebrną szczotkę i stając za mną. Delikatnie przesuwała włosiem po moich długich włosach. „Jesteś podekscytowana podróżą do Królestwa Wilków? Słyszałam, że pałac królewski jest ogromny i magiczny”.
Ogromny? Magiczny?
Spojrzałam na swoje odbicie w lustrze, marszcząc nos. Mocno powątpiewałam w to, by pałac wilkołaków robił większe wrażenie niż zamek Kopciuszka, czy świecąca lodowa forteca księżniczki Elsy.
„Jestem podekscytowana, ale ciociu, wątpię, żeby mógł być lepszy niż zamek Kopciuszka” – argumentowałam, obserwując, jak jej zwinne palce skręcają pierwszą partię moich włosów. „Pamiętasz, kiedy oglądałyśmy to razem na dużym telewizorze? Jej zamek był taki wielki. Miał podwójne schody, które zakrzywiały się wokół całej komnaty, okna tak duże jak cały nasz dom stada i tysiące ludzi, którzy tam pomagali. A co z lodowym zamkiem księżniczki Elsy? Był w całości zrobiony z magicznego lodu. Był potężny, świecił w ciemności i w samym środku wisiał potężny lodowy żyrandol”.
Usłyszałam za sobą cichy chichot cioci Brie. Dokończyła moje lewe upięcie, płynnie przechodząc na prawą stronę, splatając pasma i zabezpieczając je małą gumką na dole.
„Oczywiście, że pamiętam, Calla” – powiedziała ciepłym i rozbawionym głosem. „Ale to są zamki księżniczek z bajek. Ten, który dziś zobaczysz, jest prawdziwy. Może okazać się nawet lepszy niż te z filmów. Jest tak wspaniały, że może stać się twoim absolutnym ulubieńcem”.
Ech. Nie ma mowy.
Widząc mój zmarszczony nos i głęboki foch w lustrze, ciocia Brie pochyliła się, żartobliwie pociągnęła mnie za nos i złożyła głośny pocałunek na moim policzku. Podeszła do łóżka, podniosła mój ciężki plecak z księżniczką Elisą i pomogła mi przełożyć ramiona przez paski.
Zeszłyśmy razem po schodach, kierując się do wielkiego holu, gdzie frontowe drzwi stały szeroko otwarte. Podjazd był wypełniony głośnymi silnikami i krzątającymi się członkami stada. Wszyscy czekali. Oddając cioci Brie jeden ostatni, mocny uścisk, zbiegłam po kamiennych stopniach prosto do Masona, który stał w pobliżu konwoju czarnych SUV-ów.
„Mam zapasy, więc się nie martw, jeśli tobie nie udało się żadnych przemycić” – szepnęłam prosto do ucha Masona, osłaniając usta dłonią.
Nie powiedział ani słowa. Tylko spojrzał na mnie i mrugnął dwa razy prawym okiem. To był nasz tajny kod. Oznaczało to, że pomyślnie zakończył swoją własną misję przemytniczą, nie dając się złapać rodzicom.
Podwójna ilość przekąsek! Nie mogłam powstrzymać głośnego pisku, który wymsknął się z moich ust. Zarzuciłam mu ramiona na szyję, przytulając go mocno. Kilku dorosłych wojowników pakujących bagażniki zaśmiało się, kręcąc głowami na nasz widok.
Odsunęłam się, patrząc na Masona z poważną miną. „Wiesz, ciocia Brie mówiła mi, że pałac w Królestwie Wilków jest tak wielki, że jest większy od zamku Kopciuszka i ładniejszy niż lodowy zamek Elsy. Wierzysz w to?”
„Może, Calla” – Mason wzruszył ramionami, poprawiając kurtkę. „Cole mówił mi, że król Alfa jest bardzo, bardzo bogaty. Każdy pojedynczy wilkołak w wilczym i ludzkim multiwersum jest jego poddanym. Cole powiedział, że król ma pięćdziesiąt sportowych samochodów i pięćdziesiąt motorów. Nie takich rowerów na pedały jak mój, ale prawdziwych, super szybkich dorosłych motocykli. Wyobrażasz to sobie? Mam nadzieję, że uda mi się zobaczyć garaż”.
Można było dosłownie zobaczyć, jak jego oczy błyszczą z ekscytacji na samą myśl o silnikach i oponach.
Wypuściłam z ust ciężkie westchnienie. Ja tu byłam głęboko zmartwiona tym, że spuścizna magicznych zamków Kopciuszka i Elsy ma właśnie zostać zdetronizowana przez jakiś budynek dla wilkołaków, a jedyne na czym zależało Mase'owi, to hałaśliwe motocykle i samochody.
Chłopcy są tacy głupi.
„Dobra, ruszamy” – dudniący głos tatusia przebił się przez hałas na podjeździe. „Księżniczko, ty i Mason możecie jechać trzecim samochodem z omegą Brie. Reszta, ruszajmy się. Przed nami długa droga”.
Ciocia Brie też z nami jedzie? Dlaczego nie powiedziała mi tego na górze? Odwróciłam się i zobaczyłam, jak stoi przy drzwiach samochodu, puszczając do mnie oko. Podbiegłam do niej i wskoczyłam prosto w jej otwarte ramiona.
„Mam nadzieję, że spodobała ci się moja niespodzianka, Calla” – zaśmiała się ciocia Brie, bez trudu mnie łapiąc.
„Uwielbiam ją, ciociu Brie” – wyszczerzyłam się. „Ty i ja będziemy mogły razem zwiedzać pałac. Mason jest zaślepiony obsesją na punkcie samochodów i motorów”.
„Hej! Wcale nie!” – żachnął się Mason, maszerując w stronę samochodu ze skrzyżowanymi ramionami.
„Oczywiście, że tak” – odparowałam, pokazując mu język.
„Dobra, dobra, moje małe potworki, uspokójmy się” – powiedziała ciocia Brie, otwierając ciężkie drzwi samochodu. „Wsiadajmy. Alfa chce, żebyśmy byli w samochodzie i wyruszali w drogę”.
Tatuś podszedł bliżej, opierając dłoń o otwarte drzwi. „Bridget, dopilnuj, żeby za bardzo tam z tyłu nie szaleli. Trzymaj się, słoneczko. Jeśli będziesz czegoś potrzebować, powiedz to omedze Bridget, a ona wywoła nas przez radio. Będziemy w samochodzie przed wami, razem z rodzicami Masona”.
Skinęłam głową, wspinając się do potężnego, czarnego, siedmioosobowego SUV-a. Chociaż czytałam wiele książek i znałam całkiem nieźle historię, nigdy nie potrafiłam zapamiętać konkretnych nazw samochodów i ciężarówek. To było zbyt chłopięce. Wolałam trzymać się moich księżniczek, książąt i magicznych zamków.
Kierowca pomógł mi zapiąć pasy na tylnym siedzeniu obok cioci Brie, podczas gdy Mason wdrapał się na przedni fotel pasażera obok kierowcy.
Gdy konwój ruszył, tocząc się wzdłuż długiego żwirowego podjazdu i przekraczając granice stada, cisza w samochodzie stała się uciążliwa. Mason wpatrywał się przed siebie przez przednią szybę. Wciąż był na mnie zły za to, że wytknęłam mu tę obsesję na punkcie królewskich aut, a to jego milczenie stawało się naprawdę irytujące.
Nigdy mnie nie ignorował. To było strasznie niegrzeczne.
Rozpięłam plecak, grzebiąc w zapasach, dopóki moje palce nie natrafiły na szeleszczące plastikowe opakowania. Wyciągnęłam Starbursty i żelki dżdżownice. Odpinając odrobinę pas bezpieczeństwa, przesunęłam się do przodu, wychylając się przez konsolę środkową w stronę fotela pasażera.
„No weź, Mase, tylko żartowałam” – szepnęłam, wyciągając w jego stronę kolorowe cukierki. „Proszę, nie gniewaj się”.
Sięgnął do tyłu i wziął cukierki z mojej dłoni, ale wciąż nie odwrócił głowy. Nie powiedział ani jednego słowa.
Ścisnęło mnie w klatce piersiowej. Już miałam wycofać się na swoje siedzenie i przytulić do cioci Brie, skoro mój najlepszy przyjaciel był na mnie naprawdę zły, kiedy nagle ręka Masona wystrzeliła i chwyciła mnie za ramię.
Spojrzałam w górę. Odwrócił głowę, a na jego twarzy malował się szeroki, łobuzerski uśmiech.
O bogini. Czy ten głupi chłopak właśnie mnie wykiwał? Myślałam, że tylko ja miałam prawo używać aktorskich sztuczek, by dostać przekąski! Wyrwałam mu ramię, opadając z powrotem na fotel i rzucając mu najczarniejsze, najbardziej gniewne spojrzenie, na jakie było mnie stać.
Tak jak mówiłam. Chłopcy są głupi.
„Przepraszam, Calla!” – zaśmiał się Mason, obracając się w fotelu, żeby na mnie spojrzeć. „Tylko się z tobą droczyłem. Jeśli będziesz ze mną rozmawiać przez resztę drogi, obiecuję, że więcej tego nie zrobię”.
Opuścił podbródek, rozszerzając oczy i wysuwając dolną wargę odrobinkę do przodu. Posyłał mi dokładnie to samo niewinne spojrzenie szczeniaczka, jakie Flynn Rider rzucił Roszpunce w „Zaplątanych”.
Wiedział, że to moja największa słabość. Głupi, głupi chłopcy.
„Ech, w porządku. Tylko przestań tak robić” – burknęłam, krzyżując ramiona i starając się zachować poważną, gniewną twarz. Ale pomimo moich największych starań, delikatny uśmiech przedarł się przez mój ponury wyraz twarzy.
Mason uśmiechnął się triumfalnie i odwrócił się z powrotem, odpalając grę wyścigową na iPadzie.
Oparłam się z powrotem o skórzane fotele. Ponownie sięgnęłam do plecaka, wyciągając trzy tabliczki czekolady. Klepnęłam kierowcę w ramię, podając mu jedną, drugą wręczyłam cioci Brie, a trzecią zatrzymałam dla siebie. Odwinęłam folię, wzięłam wielki kęs pysznej czekolady i wyciągnęłam książkę o monarchii wilkołaków.
Gdy przewracałam strony na pierwszy rozdział, nagła, porywająca myśl wpadła mi do głowy. Usiadłam prosto, spoglądając na moją opiekunkę.
„Ciociu Brie” – zapytałam, a mój głos znów zabulgotał z ekscytacji. „Czy w Królestwie Wilków będą jakieś księżniczki?”
Nawet jeśli nie jechaliśmy do Walt Disney World, by spotkać tamtejsze ludzkie księżniczki, może mogłabym spotkać prawdziwą księżniczkę wilkołaków. Mogłabym się przedstawić, pokazać jej moje książki, a może nawet zostać jej najlepszą przyjaciółką. Mogłabym jej oddać część moich tajnych zapasów Starburstów, żeby bardziej mnie polubiła. Mogłybyśmy razem biegać po wielkich komnatach zamku.
Ciocia Brie spojrzała na mnie z łagodnym, pełnym współczucia uśmiechem. „Niestety nie, Calla. Król Alfa i Królowa nie mają córek. Mają trzech synów”.
„Trzech synów?” – powtórzyłam, a mój entuzjazm natychmiast wyparował.
„Tak. Trzech książąt” – wyjaśniła miękko ciocia Brie. „Bliźniaczych książąt, którzy jutro zostaną ukoronowani na królów – księcia Dante i księcia Damiana. Mają też młodszego brata, który jest pewnie tylko odrobinę starszy od ciebie, księcia Leo”.
Foch.
Osunęłam się z powrotem na fotel, wpatrując się pusto w stronę mojej książki. Co ja miałam niby robić z trzema książętami? Tak, książęta są mili i w ogóle, ale oni tylko machają mieczami i jeżdżą na koniach.
Prawdziwa baśń dzieje się tylko wtedy, gdy książę przybywa ratować księżniczkę w magicznym zamku. Zamek pełen chłopców zapowiadał się na niesamowicie nudny.
















