Przeznaczona Niewinna Bliźniaczych Władców

Przeznaczona Niewinna Bliźniaczych Władców

Autor: V. / Aeloria

Przybycie do pałacu
Autor: V. / Aeloria
10 sie 2026
Perspektywa Calisty: Palce delikatnie szturchnęły moje ramię, wyrywając mnie z głębokiego snu bez marzeń sennych. Rozkleiłam powieki, mrużąc oczy przed jaskrawym słońcem przenikającym przez przyciemniane szyby SUV-a. Słaby zapach waniliowych perfum wypełnił powietrze, gdy ciocia Brie pochyliła się nade mną, a na jej twarzy gościł miękki, ciepły uśmiech. Odpowiedziałam jej bladym, powolnym uśmiechem, choć moje oczy już walczyły, by znowu się zamknąć. Długie podróże samochodem zawsze wysysały energię prosto z moich kości, a mogłabym przysiąc, że byliśmy zamknięci w tym gigantycznym metalowym pudle przez połowę mojego życia. Mason uwielbiał jeździć w tych maszynach, ale ja chciałam tylko mojego łóżka. „Czas wstawać, księżniczko” – mruknęła ciocia Brie. „Jesteśmy na miejscu”. Wydałam z siebie stłumiony jęk, wciskając policzek głębiej w jej kolana. „Jeszcze pięć minut, proszę, ciociu Brie” – wymamrotałam, próbując zakopać się z dala od światła. Cichy śmiech zabrzmiał w jej piersi, a jej palce delikatnie przeczesały moje włosy. „Księżniczko, czyżbyś nie chciała zobaczyć legendarnego zamku króla Alfy? Przez pierwsze trzy godziny tej podróży nie mówiłaś o niczym innym”. Moje oczy otworzyły się szeroko. Wyczerpanie zniknęło w ułamku sekundy. Byliśmy na miejscu. Zerwałam się z miejsca, a moja uparta determinacja wybuchła z nową siłą. Przez cały tydzień przygotowywałam się do tego dokładnie momentu. Potrzebowałam twardych, zimnych dowodów, by udowodnić wszystkim w domu, że ten tak zwany niesamowity zamek wilkołaków nie ma szans przebić magicznego pałacu Kopciuszka, i że na pewno nie może przyćmić lodowej fortecy Elsy. To była kwestia honoru. Praktycznie zeskoczyłam z jej kolan i wytoczyłam się przez otwarte drzwi samochodu, a moje stopy uderzyły o wybrukowaną ziemię z ciężkim stąpnięciem. Kiedy tylko chłodny, popołudniowy wiatr uderzył mnie w twarz, ogarnęła mnie czysta panika. Sapnęłam z przerażenia, a moje dłonie powędrowały w dół, by wygładzić spódnicę mojej wizytowej sukienki. Co jeśli materiał się pogniótł? Co jeśli moje kokardy były krzywe? Odwróciłam się gwałtownie do cioci Brie z dyszącą klatką piersiową. „Ciociu Brie! Dlaczego nie obudziłaś mnie wcześniej?” – pisnęłam w panice szeptem. „Nie wolno kazać królowi i królowej czekać! To królewska zasada numer jeden! Wszyscy w filmach Disneya to wiedzą!” Zakryłam usta obiema dłońmi, rażona przerażającą myślą. „A co, jeśli zdenerwują się tak bardzo, że zabronią nam wejścia na teren zamku? Co, jeśli nie pozwolą mi na zwiedzanie?” Jeśli zamkną mnie w lochu albo odeślą, jak kiedykolwiek zbiorę moje dowody na to, że disneyowskie księżniczki miały lepsze nieruchomości? „Przestań być taką beksą, Calla” – drwiący głos przerwał mój atak paniki. Odrzuciłam głowę do tyłu. Mason podbiegł za mną, swobodnie zarzucając swój mały plecaczek na ramiona. Nie wyglądał na zmartwionego ani trochę. „Cole powiedział, że król i królowa są bardzo mili. Nie zabronią nam wejścia”. Zmarszczyłam brwi, opierając ręce na biodrach. „Nie jestem dzieckiem! Jestem dużą dziewczynką, Mase!” Otworzył usta, by odparować kolejną obelgę, ale chór głębokich śmiechów odbił się echem tuż nad nami. Oboje wyciągnęliśmy szyje w górę. Moi starsi bracia i bracia Masona otoczyli nas kołem, wyraźnie rozbawieni naszą kłótnią. Lucian, mój najstarszy brat, wyszedł naprzód. „Dobra, wystarczy tego, wy dwoje. Musimy się pospieszyć. Król i królowa czekają przy głównym wejściu, żeby powitać gości”. Gdy mówił, jego ogromna dłoń opadła na moją głowę. Beztrosko zburzył mi włosy, niszcząc misterne francuskie koki, których układanie zajęło mojej mamie całą godzinę. „Lucian!” – wrzasnęłam, odtrącając jego ciężką rękę. „Moje włosy! Przestań!” Zaśmiał się tylko, obrócił na pięcie i podążył za moimi pozostałymi braćmi oraz braćmi Masona w stronę ogromnych bram. Wypuściłam z siebie pełne frustracji sapnięcie, obracając się z powrotem do cioci Brie. Moje ręce krążyły nad moją głową, zbyt przerażone by ocenić szkody. „Ciociu Brie, czy moje włosy są zniszczone? Wyglądam jak potwór?” Zniżyła się do mojego poziomu, a jej oczy iskrzyły od rozbawienia. Jej łagodne dłonie szybko wygładziły niesforne pasma, wsuwając poluzowane wsuwki z powrotem na ich właściwe miejsca. „Wyglądasz pięknie, księżniczko. Idealnie” – zapewniła mnie ciepło. „A teraz chodźmy”. Złapała mnie za rękę swoją lewą dłonią, a Masona swoją prawą. Szliśmy za naszymi rodzicami i starszymi braćmi, nawigując przez nieskończone morze zaparkowanych luksusowych aut. Kiedy przebijaliśmy się przez rzędy błyszczących czarnych SUV-ów i zgrabnych sportowych samochodów, Mason postradał zmysły. Jego usta otworzyły się szeroko, a oczy biegały dziko od jednego pojazdu do drugiego. Wskazywał palcem na srebrne felgi i dziwne drzwi, ale w ogóle go nie słuchałam. Gapiłam się tylko na grubą strużkę śliny formującą się w kąciku jego ust. Szturchnęłam go w ramię i wskazałam na własną wargę. „Przeciekasz, Mase”. Zamrugał, podniósł dłoń i otarł ślinę z brody. Jasnoczerwony rumieniec spłynął na jego policzki. Wybuchnęłam śmiechem, nie mogąc się powstrzymać. Posłał mi mordercze spojrzenie, pokazując mi język. Ja również pokazałam mu język. Kawałek przed nami zauważyłam ciocię Brie potrząsającą głową, a jej ramiona podskakiwały od cichego śmiechu z powodu naszych wybryków. Mason potrafił być czasem taki głupi, ale był moim najlepszym przyjacielem. Może, jeśli obieca, że pozwiedza ze mną królewskie ogrody i obejrzymy później nowe „Zaplątani”, zgodzę się pozwolić mu przeciągnąć mnie przez garaże, żeby popatrzeć na te nudne metalowe pudła. W końcu minęliśmy nieskończony labirynt parkingu i weszliśmy na potężny, rozległy kamienny most. Wyglądał dokładnie jak fosa zamkowa z moich książek. Rwąca woda w dole mieniła się w popołudniowym słońcu, ale ledwie to zauważyłam. Moje oczy uniosły się na budowlę wznoszącą się po drugiej stronie. Odrzuciłam głowę do tyłu. Potem jeszcze bardziej do tyłu. I jeszcze. Chciałam zobaczyć miejsce, gdzie najwyższa wieża dotykała chmur, ale zawiódł mnie mój środek ciężkości. Stopy mi się poślizgnęły, i poleciałam prosto do tyłu, lądując na pupie z cichym plaśnięciem. Nawet mnie to nie obchodziło. Siedziałam tam po prostu na bruku, z opadniętą szczęką. Zamek Króla Alfy był niemożliwie masywny. Rozciągał się tak szeroko i wznosił tak wysoko, że pałac Kopciuszka przy nim wydałby się malutkim, plastikowym domkiem dla lalek. Gigantyczna konstrukcja była pomalowana na lśniący, biało-beżowy kolor, który niemal świecił w słońcu. Piękne, błękitne dachy wieńczyły nieskończoną ilość wznoszących się iglic. Olbrzymie łukowe okna były tak ogromne, że czułam się przy nich jak mrówka. Tętniące życiem, rozległe ogrody okalały całą posiadłość, wybuchając feerią kolorowych kwiatów i bujnych, zielonych żywopłotów. Krystalicznie czyste strumienie wiły się przez ogromne trawniki, przemykając pomiędzy majestatycznymi, kamiennymi posągami wyjących wilków i starożytnych wojowników. Przełknęłam ciężko ślinę, a moje miłujące Disneya serce pękło odrobinkę. Ciocia Brie miała rację. To miejsce absolutnie miazdżyło lodowy zamek Elsy. To nawet nie była żadna rywalizacja. Głośny, drwiący śmiech przerwał mój trans. „Spójrzcie, kto tu teraz się ślini” – zakpił Mason, celując palcem prosto w moją twarz. „Założę się, że twoje głupie księżniczki z Disneya nie mają takich zamków!” Upokorzenie zapłonęło na moich policzkach. Zatrzasnęłam usta i zeskrobałam się z ziemi, otrzepując elegancką sukienkę gorączkowymi uderzeniami rąk. „Zamknij się, Mase!” – krzyknęłam, a wstyd podsycał mój gniew. Odwrócił się i ruszył pędem przez kamienny most, a jego śmiech odbijał się echem w otwartym powietrzu. Rzuciłam się sprintem tuż za nim. „Wracaj tu! Jeśli tego nie odszczekasz, powiem Cole'owi, gdzie dokładnie ukryłeś swój tajny schowek z komiksami!” Mason spojrzał przez ramię, wciąż biegnąc. „Jeśli to zrobisz, powiem Alfie i Lunie, gdzie jest schowana twoja skrytka ze słodyczami!” Sapnęłam ze zgrozy. Nie odważyłby się. Za nami ciocia Brie krzyczała, żebyśmy przestali biegać w naszych wyjściowych ubraniach, ale ją zignorowałam. Mason musiał przysiąc milczenie, bo inaczej zniszczę jego błyszczący nowy rower moimi farbami do malowania palcami. Przebierałam moimi małymi nóżkami szybciej, zmniejszając dystans, ale on nagle schował się za potężną sylwetką swojego ojca. Wyjrzał zza jego nogi, posyłając mi triumfalny, droczący się uśmieszek. Tupnęłam ze złości stopą o bruk, krzyżując ramiona na piersi z intensywną frustracją. Nagle para silnych dłoni chwyciła mnie za talię. Ziemia osunęła się spod nóg, gdy zostałam uniesiona wysoko w powietrze. „Wszystko w porządku, księżniczko?” – zapytał tatuś, a jego głęboki głos wibrował mi na plecach. Wydęłam wargi, wciąż trzymając mocno skrzyżowane ramiona, i rzuciłam Masonowi mordercze spojrzenie. Mój tata i tata Masona wymienili porozumiewawcze spojrzenia, chichocząc z naszej wiecznej rywalizacji. Tatuś pocałował mnie ciepło w policzek, natychmiast rozpuszczając mój gniew, po czym delikatnie postawił mnie na nogach. „Chodź, księżniczko” – powiedział tatuś, poprawiając marynarkę swojego garnituru. „Czas oficjalnie poznać króla i królową”. W ułamku sekundy, w którym te słowa opuściły jego usta, Mason i nasza głupia kłótnia ulotniły się z mojego umysłu. Czysta, nieskażona niczym ekscytacja napłynęła do moich żył. Moje serce tłukło się o żebra. Miałam spotkać prawdziwą rodzinę królewską. Nie animowane postacie na ekranie telewizora, ale króla i królową z krwi i kości. Gorączkowo pokiwałam głową, chwytając jego dużą dłoń. Moja mama podeszła z boku, moi bracia oflankowali nas po obu stronach i ruszyliśmy w stronę wielkiego frontowego wejścia do majestatycznego zamku. Wysocy, poważnie wyglądający strażnicy stali wszędzie na baczność, a ich oczy obserwowały przybywających gości. Jednak mój wzrok był utkwiony prosto przed siebie. Stojący na szczycie wielkich, marmurowych schodów członkowie rodziny królewskiej wyglądali tak, jakby zstąpili prosto z błyszczących stron mojej ulubionej książki z baśniami. Król Tyberiusz był istną górą mięśni. Miał na sobie długą, powłóczystą, czerwoną szatę, która spływała aż do samej marmurowej podłogi, a na jego głowie spoczywała ogromna złota korona, która odbijała jasne światło słoneczne. Obok niego stała przepiękna, elegancka Królowa Luna Helena. Miała na sobie oszałamiającą, liliową suknię, która z gracją rozszerzała się tuż nad jej kostkami, a lśniąca diamentowa korona idealnie leżała na jej elegancko upiętych włosach. Była najpiękniejszą kobietą, jaką kiedykolwiek widziałam, z wyjątkiem mojej mamy. Było wielką tragedią, że miała tylko książąt. Taka piękna królowa potrzebowała księżniczek, by móc dzielić się z nimi swoimi niesamowitymi sukniami. Następnie zauważyłam młodego chłopca stojącego tuż obok nich. Wyglądał na odrobinę starszego od Masona i mnie. Stał prosto, ubrany w elegancki, ciemny garnitur, obserwując tłum z cichym, uprzejmym uśmiechem. Coś w środku natychmiast pociągnęło mnie w jego stronę. Nie myślałam o tych onieśmielających strażnikach. Nie myślałam o moich rodzicach, cioci Brie ani o odpowiednim zachowaniu się przed monarchą. Rygorystyczny królewski protokół, o który tak bardzo panikowałam w samochodzie, wyparował z mojego mózgu. Puściłam rękę tatusia i pomaszerowałam prosto do tego chłopca. Zatrzymując się dokładnie przed nim, rozpromieniłam się szerokim, pewnym siebie uśmiechem i śmiało wyciągnęłam rękę. „Cześć! Jestem Calista” – oznajmiłam wesoło. „Ale przyjaciele mówią na mnie Calla. A ty jak masz na imię?” Miałam silne przeczucie, że zostaniemy wspaniałymi przyjaciółmi. Chłopiec zamrugał, patrząc przez ułamek sekundy w dół na moją wyciągniętą rękę. Szczery, ciepły uśmiech rozjaśnił jego twarz. Sięgnął przed siebie, zamknął swoją dłoń na mojej i uścisnął ją pewnie. „Cześć, Calla. Jestem Leo”. Imię uderzyło w moje uszy. Realizacja faktu uderzyła w mój mózg niczym rozpędzony pociąg towarowy. Wciągnęłam z sykiem, dramatycznie powietrze w płuca. Moje oczy otworzyły się szeroko. Praktycznie odrzuciłam jego rękę i upadłam prosto w głęboki, niezdarny ukłon. „Ty jesteś księciem!” – wyrzuciłam z siebie do ziemi. Panika gorąco i szybko przebiła się przez moją klatkę piersiową. Moje serce spadło do butów. Uścisnęłam mu dłoń. Po prostu podeszłam, przedstawiłam się i uścisnęłam dłoń królewskiego księcia, zanim pokazałam mu odpowiedni szacunek. Całkowicie zepsułam moje królewskie powitanie.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Przybycie do pałacu – Przeznaczona Niewinna Bliźniaczych Władców | Czytaj powieści online na beletrystyka