Trwamy więc w bezruchu, zamrożeni w żywym obrazie emocjonalnego dramatu o wysoką stawkę. Każde z nas dzierży w garści delikatne nici, z których utkano ten zawiły, niebezpieczny arras. Samo pomieszczenie zdaje się wstrzymywać swój naturalny rytm, zupełnie jakby mury pochylały się nad nami i zbiorowo nabierały powietrza, w wyczekiwaniu na decyzję, która albo wyplącze, albo jeszcze głębiej uwikła życ
















