Punkt widzenia: Damian
– O kurwa! Mocniej, Damian, proszę, rżnij mnie mocniej.
Piskliwy głos Gigi działał mi na nerwy, gdy bezlitośnie posuwałem ją z góry. Byłem cholernie zestresowany jutrzejszą, zbliżającą się koronacją. Potrzebowałem po prostu ostrego rżnięcia, by rozładować narastające napięcie, a nie ambitnej wilczycy, która udawała przesadzone jęki, by brzmieć atrakcyjnie. Pchnąłem biodra do przodu, wbijając się w nią z nieustępliwą siłą. Mając dość hałasu wydobywającego się z jej ust, wyciągnąłem kutasa i obróciłem ją na brzuch. Chwyciłem jej podarte, czerwone koronkowe majtki z materaca i wcisnąłem je brutalnie do jej ust, kneblując ją. Zacisnąłem dłonie na jej biodrach i pociągnąłem ją w górę, zmuszając, by stanęła na czworakach z tyłkiem wygiętym wysoko w powietrze. Uderzyłem mocno dłonią, dając jej klapsa, który zostawił piekący, czerwony ślad dłoni na jej bladej skórze. Nie tracąc ani sekundy dłużej, wepchnąłem kutasa z powrotem w jej mokrą cipkę, wchodząc głęboko i posuwając ją jeszcze mocniej, agresywnie dążąc do finału. Materiałowy knebel stłumił jej głośne krzyki do zdyszanych kwileń.
Jakby mało było mojej fizycznej frustracji, Dante szturchał moją mentalną barierę. Chcąc mieć to już za sobą, by móc mu odpowiedzieć, zacisnąłem dłonie na biodrach Gigi i znów ją obróciłem, zmuszając, by mnie ujeżdżała. Chwyciłem jej talię, przesuwając ją w górę i w dół na moim kutasie z obłąkaną prędkością, jednocześnie mocno prąc od dołu. Patrzyłem, jak łapie się za własne piersi, ściskając ciało i szczypiąc sutki, gdy na mnie skakała.
– Kurwa – warknąłem, czując zbliżającą się krawędź. Kilka kolejnych brutalnych pchnięć i wylałem swoją spermę głęboko do prezerwatywy. Gigi opadła na moją klatkę piersiową, całkowicie wyczerpana. Zepchnąłem ją z siebie i natychmiast wstałem z łóżka, nie okazując cienia czułości. Żadnego przytulania po seksie.
– Wiesz, jak to działa, Gigi – powiedziałem zimnym głosem. W przeciwieństwie do Dantego, który sypiał tylko z siostrą Gigi, Giselle, ja sypiałem z wieloma wilczycami. Wiedziały, że nie są moją przeznaczoną partnerką i nie dostaną ode mnie ani grama czułości czy opieki po stosunku. Ale te dziwki wciąż próbowały szczęścia w zdobyciu królewskiego tytułu, a Gigi była główną kandydatką. Wkurwiało mnie to niemiłosiernie, bo były zbyt zakute, by zaakceptować rzeczywistość.
– Znasz zasady. Muszę wyjść, żeby przyjąć przyjezdnych alfów. W międzyczasie sama znajdź wyjście – rzuciłem przez ramię. Odwróciłem się tyłem i poszedłem do łazienki, nie rzucając nagiej wilczycy ani jednego spojrzenia. Zamknąłem drzwi, słysząc, jak krząta się po drugiej stronie. Minutę później drzwi do sypialni otworzyły się i zamknęły. Zniknęła. Dzięki bogini. Nie miałem dziś w sobie siły na użeranie się z jej fochami.
Kiedy opuściłem mentalną barierę, głęboki głos Dantego natychmiast przeniknął do mojej głowy.
*Co jest, kurwa, Dame? Próbuję się z tobą skontaktować od wieków,* warknął sfrustrowany Dante.
Zachichotałem, wchodząc pod strumień prysznica i szorstko zmywając ze skóry utrzymujący się zapach Gigi. *Byłem zajęty, bracie. O co chodzi?*
*Chcesz pobiegać, zanim wyjdziemy na spotkanie z przybywającymi alfami?*
Bieg brzmiał idealnie. Mój wewnętrzny wilk pełzał pod skórą, i tak zaciekle rwąc się do ucieczki. *Jasne. Spotkajmy się na tyłach za dziesięć minut,* odpowiedziałem, zrywając więź.
Szybko się opłukałem, zakręciłem wodę i wytarłem. Wciągając na siebie parę koszykarskich spodenek, opuściłem swoje komnaty. Omegi spuszczały głowy, gdy mijałem je na korytarzach, ale ignorowałem je. Wszedłem na ogromne, prywatne królewskie tyły posiadłości i dostrzegłem Dantego w pobliżu mrocznego skraju lasu. Nikt poza rodziną królewską nie miał tu wstępu. Wraz z gęstym lasem za nim, ta przestrzeń była naszą osobistą oazą, pozwalającą uciec przed duszącą presją naszych tytułów.
Podbiegłem do Dantego, zauważając, że ma na sobie podobne spodenki. Wyczuwając mój zapach, odwrócił się i skinął krótko głową. Bez jednego słowa obaj się przemieniliśmy. Dante i ja przybraliśmy postacie naszych ciemnoszarych, niczym północ, wilków. Byliśmy masywni, mierząc ponad siedem stóp w kłębie. Z morderczymi kłami wystającymi z naszych pysków i żarzącymi się, złotymi oczami, zdradzającymi naszą czystą, królewską krew, naprawdę wyglądaliśmy jak królowie naszego gatunku.
Wydałem z siebie gromki skowyt i ruszyliśmy z potężną siłą w gęsty las. Rzuciłem się na Dantego, żartobliwie powalając jego potężną sylwetkę na ziemię. Przetoczyliśmy się przez gęste zarośla, podgryzając się nawzajem po karkach, przeskakując przez powalone kłody i biegnąc dziko pod szczypiący wiatr. Doprowadziliśmy nasze masywne ciała do granic możliwości. Ten intensywny wysiłek fizyczny tymczasowo wypalił narastający, duszący niepokój, który tkwił głęboko w mojej piersi. Czułem, jak napięcie Dantego znika u boku mojego.
Wiedziałem, że mój bliźniak był tak samo przerażony jak ja. Jutro przejmowaliśmy władzę nad całym królestwem. Chociaż trenowaliśmy na ten konkretny dzień przez całe nasze życie, przerażenie było ogromne. A co, jeśli to spierdolimy? Miażdżący strach przed utratą kontroli nad naszymi niezwykle dominującymi wilkami alfa bez prawdziwej partnerki, która zakotwiczyłaby nasze zmysły, był absolutnie duszący. Poza strachem istniało ciężkie, bolesne poczucie winy, że zmuszamy naszych rodziców do opóźnienia ich długo odkładanej emerytury. Rządzili tym królestwem przez ponad sto lat; nadszedł czas na odpoczynek, a my nawet nie mogliśmy dać im tego spokoju.
Ilekroć myślałem o ciężkim brzemieniu spoczywającym na naszych rodzicach, przychodziło mi do głowy, że może Dante i ja powinniśmy po prostu ustąpić i wziąć sobie wybraną partnerkę. Ale nie potrafiłem tego zrobić. Sama myśl o tym, że ktokolwiek inny niż nasza przeznaczona miałby zasiąść na tronie obok mojego brata i mnie, sprawiała, że nasze wewnętrzne wilki kipiały czystym, niekontrolowanym gniewem. Rozpaczliwie potrzebowaliśmy naszej prawdziwej królowej, teraz bardziej niż kiedykolwiek.
Dante i ja zwolniliśmy nasze szalone tempo, pozwalając odpocząć naszym masywnym ciałom przy spokojnym stawie w głębi lasu. W lesie panowała martwa cisza. Nagle słabe, słodkie kwilenie przebiło tę absolutną ciszę.
Moje duże uszy nastawiły się. Obok mnie uszy Dantego zrobiły dokładnie to samo. Oba nasze wilki uniosły ciężkie łby ze skrzyżowanych łap, w pełnej gotowości.
*Słyszałeś to?* połączyłem się telepatycznie z bratem.
Wilk Dantego ostro skinął łbem. Zerwał się na łapy i popędził w stronę dźwięku. Zostałem tuż za jego piętami, przedzierając się przez poszycie. Kwilenie zdecydowanie należało do wilczycy, ale kim, u diabła, ona była? Nikt poza rodziną królewską nigdy nie zapuszczał się tak głęboko do lasu.
W miarę jak skracaliśmy dystans, płacz stawał się coraz głośniejszy. Każdy rozpaczliwy szloch gwałtownie ściskał serce w mojej potężnej piersi. Ogarnęło mnie dziwne, całkowicie obce uczucie. Miałem wrażenie, jakby niewidzialne sztylety fizycznie uderzały w moją pierś z każdą uronioną przez nią łzą. Ostrej fali bólu towarzyszyło przemożne pragnienie, by wziąć w ramiona kogokolwiek, kto wydawał z siebie te słodkie, łamiące serce dźwięki, i za wszelką cenę ją pocieszyć. Przez naszą bliźniaczą więź czułem, jak Dante emanuje dokładnie tym samym zdesperowanym, opiekuńczym uczuciem.
Co tu się, kurwa, działo?
W chwili, gdy przedarliśmy się przez linię drzew i wpadliśmy na małą polanę, zahamowaliśmy z poślizgiem. Tam, stojąc samotnie odwrócona do nas plecami, znajdowała się maleńka blondynka, szczenię. Nie mogła mieć więcej niż dziewięć lat, a włosy spływały jej po plecach.
Wyczuwając naszą masywną obecność majaczącą za nią, odwróciła się gwałtownie. Z jej ust wyrwało się głośne sapnięcie, gdy dojrzała przerażający widok naszych gigantycznych wilczych form. Nasze spojrzenia się skrzyżowały. Miała najbardziej uderzające, błyszczące turkusowe oczy, jakie kiedykolwiek widziałem. Kiedy mój bliźniak i ja wpatrywaliśmy się w szoku w absolutnie najsłodsze szczenię, na jakie kiedykolwiek w życiu spojrzałem, najbardziej odurzający, obezwładniający zapach świeżych róż i bogatego miodu gwałtownie uderzył w nasze wyostrzone zmysły.
Błyskawicznie nasze dwa wilki z rykiem wyłoniły się prosto na powierzchnię. Utorowały sobie drogę pazurami do przodu, by przejąć całkowitą kontrolę, i wypowiedziały to jedno święte słowo, na które rozpaczliwie czekaliśmy przez całe nasze życie:
„PRZEZNACZONA”.
















