Biorąc Kaelie na ręce jak księżniczkę, Cyrus sprawnie skierował się do wyjścia. Gdy szedł przez pałac i korytarze, światło z wielkich okien tańczyło na podłodze.
Kroki Cyrusa niosły ich przez ozdobne dywany wyściełające posadzki.
Służący rumienili się i odwracali wzrok, gdy ich mijali – Kaelie wciąż w sukni balowej, mocno trzymaną w silnych ramionach Cyrusa.
– Mogę iść sama! – zaprotestowała Kaeli
















