Julianna wpadła do biblioteki rozeźlona i opadła na krzesło przy stole Kaelie. Miała na sobie amarantowy kostium, pasującą kwiecistą koszulę i szpilki, których stukot odbijał się od ścian, gdy gniewnie kroczyła w stronę królowej. Sądząc po minie, Julianna nie była w najlepszym humorze.
– Tobie również dzień dobry – powiedziała Kaelie, odkładając książkę, by przywitać teściową.
– Wasza Wysokość – d
















