Calla
Mój tata wydaje z siebie długie, ciężkie westchnienie. Przeciąga dłonią po twarzy, a szorstki dźwięk jego dłoni trącej o szczękę wypełnia cichy pokój. Napięcie w jego ramionach mówi mi, że to nie jest prosta odpowiedź. Odsłania się od krawędzi łóżka i opiera o sterylną, białą ścianę infirmerii, krzyżując ramiona na piersi.
– Torin nie chciał pozbawiać cię źródła utrzymania, dzieciaku – mówi
















