Perspektywa Elary
– Tak się cieszę, że tu dziś jesteś, Lilith. Kocham cię – powiedział Conrad.
Mój mąż, Alfa Enklawy Pyrewood, trzymał piękną blondynkę w ramionach, składając delikatny pocałunek na jej czole.
Zamarłam na ten widok. Wszyscy goście w sali bankietowej ukradkiem rzucali mi spojrzenia, szepcząc i drwiąc.
– Czy to Lilith Thorne? – Moja służąca, Marlowe, głośno wciągnęła powietrze. – Co ona tutaj robi?!
Mój mąż ją tu przyprowadził, to oczywiste.
Dziś odbywał się Festiwal Pełni Księżyca. Powinniśmy uczestniczyć w nim jako Alfa i Luna. Zamiast tego Conrad przyprowadził ją, mając za nic to, jak bardzo mnie upokarza.
Lilith Thorne była licealną miłością Conrada, córką Alfy Syndykatu Steelrend. Ona i Conrad tworzyli parę idealną, dopóki Lilith z nim nie zerwała. Krążyły plotki, że zdradziła go z innym mężczyzną.
Conrad poznał mnie rok później na przyjęciu. Odkryliśmy, że jesteśmy sobie przeznaczeni jako partnerzy, i natychmiast się w sobie zakochaliśmy. Nikt w mojej rodzinie nie był zachwycony naszym związkiem. Mimo to uciekłam z domu i wyszłam za mąż, wchodząc do Enklawy Pyrewood.
Byliśmy partnerami, pobłogosławionymi przez Boginię Księżyca. Jak źle mogło być?
Ale myliłam się. Tak bardzo się myliłam.
Pierwszym tąpnięciem w naszym małżeństwie było moje poronienie. Straciłam dziecko podczas spotkania biznesowego. Conrad obwinił mnie o to. Uznał, że byłam zbyt nieostrożna.
Aby uleczyć traumę, adoptowaliśmy słodkiego chłopczyka o imieniu Ronin. Ale dziecko nie zdołało naprawić naszego małżeństwa. Conrad zaczął stawać się wobec mnie coraz chłodniejszy.
A teraz wróciła Lilith, pierwsza miłość mojego męża.
Czy była tu po to, by mi go odebrać?
Tłumiąc panikę, podeszłam do nich.
– Lilith, powinnaś wyjść. – Starałam się to powiedzieć z tak dużą godnością, na jaką było mnie stać. – I trzymaj się z daleka od mojego męża.
Lilith wybałuszyła swoje wielkie, niewinne oczy i spojrzała na Conrada.
– Kochanie, powiemy jej? – zapytała cicho.
Zaczęłam mieć złe przeczucia. – Powiesz mi co?
Conrad rzucił mi obojętne spojrzenie. – Od teraz Lilith będzie tu mieszkać.
Nie mogłam uwierzyć w to, co właśnie usłyszałam. – Mieszkać tutaj? Jako kto? Czy ty postradałeś zmysły?!
W oczach Lilith szybko wezbrały łzy. – Wiem, że mnie nienawidzisz, Elaro. To wszystko moja wina. Ale Conrad nie zrobił nic złego, więc proszę, nie krzycz na niego.
– Czy mogłabyś przestać? Rozmawiam z moim mężem! – warknęłam.
– Bądź dla niej miła! – fuknął Conrad.
– Nie zagrożę twojej pozycji. Obiecuję. – Lilith mrugnęła niewinnie. – Nadal możesz być Luną. Wszystko, czego chcę, to być przy Conradzie… i moim dziecku.
Ziemia zaczęła mi uciekać spod nóg. Nogi mi zmiękły i nie mogłam ustać prosto.
– Dziecku? Jakim dziecku? – zapytałam przez zaciśnięte zęby.
Mają razem dziecko? Jak to możliwe, że o tym nie wiedziałam??
Powiedli po sobie spojrzeniami. W końcu Conrad odezwał się: – Chyba nadszedł czas, by wyznać ci prawdę… Ronin jest dzieckiem moim i Lilith.
Nie mogłam złapać tchu. – Ale powiedziałeś… że adoptowaliśmy Ronina z sierocińca! Że nie ma rodziców!
– Gdybym tego nie powiedział, czy zaakceptowałabyś Ronina i wychowała jak własnego syna? – Conrad zmarszczył brwi. – Lilith nie mogła wychowywać Ronina, gdy się urodził. Więc sprowadziłem go tutaj. To tylko małe, niewinne kłamstwo.
Niewinne kłamstwo?
Oddałam całe serce, wychowując dziecko kobiety, która sypiała z moim mężem.
A teraz ona wkroczyła i próbowała odebrać mi dziecko i męża.
Kim ja jestem? Ich darmową nianią?
– Nie, Conradzie… Nie chcę jej tutaj – wycedziłam, desperacko walcząc z łzami. – To niedopuszczalne. Odeślij ją, proszę… Proszę cię o to jako twoja żona i Luna!
– Ona zostaje. Koniec dyskusji! – warknął Conrad.
– Jeśli ona zostanie… obawiam się, że to mnie stąd wygonisz – powiedziałam drżącym głosem.
Serce miałam w gardle. Bo nawet ja nie byłam pewna, kogo by wybrał.
Conrad wyglądał na sfrustrowanego. Zanim jednak zdążył się odezwać, Lilith wybuchnęła płaczem.
– Nie naciskaj na niego! To wszystko moja wina… Nigdy nie chciałam być tą trzecią w waszym małżeństwie… Ja… ja powinnam iść! – załkała i odwróciła się, wybiegając z sali bankietowej.
Conrad gwałtownie odwrócił głowę w moją stronę i rzucił mi wściekłe spojrzenie: – Teraz jesteś zadowolona?
Z tymi słowami on również wypadł z sali, by ją gonić. Zniknęli w ciągu kilku sekund.
Zachwiałam się na nogach, zalana falą bólu i upokorzenia. Conrad właśnie podjął decyzję – między mną a Lilith wybrał tę drugą.
Wszyscy goście przyglądali się temu z drwiną. Nikt nie podszedł, by mnie pocieszyć. Ludzie Conrada uważali mnie za dziewczynę ze wsi, z małej północnej frakcji. Sądzili, że nie zasługuję na ich wielkiego Alfę.
Pewnie byli zachwyceni, że Lilith wróciła, by mnie zastąpić, skoro była córką Alfy.
– Luno Elaro, wszystko w porządku? – zapytała zmartwiona Marlowe.
– Muszę… muszę się położyć…
Uciekłam z sali bankietowej, zataczając się, z dala od tych pełnych satysfakcji spojrzeń.
Ale nie mogłam zasnąć.
Jak mogłabym spać, wiedząc, że mój mąż jest z inną kobietą?
Po kilku godzinach samotnego płaczu w pokoju, zebrałam się w sobie i poszłam szukać Conrada w jego sypialni.
Musieliśmy porozmawiać.
Mogliśmy to naprawić.
Jednak żołnierze przed drzwiami pokoju Conrada zatrzymali mnie. Powiedzieli, że Alfa jest teraz zajęty.
– Zajęty czym? Nie ma czasu dla własnej żony? – zapytałam z niedowierzaniem.
– To rozkaz Alfy – odpowiedział chłodno żołnierz.
Byłam wściekła. W chwili, gdy chciałam kłócić się dalej, przeszył mnie ostry ból. Zgięłam się wpół, jęcząc.
Ten ból był spowodowany zdradą. W świecie wilkołaków, gdy twój partner cię zdradza, czujesz niewyobrażalny ból i widzisz obrazy ich stosunku.
Te obrazy pojawiły się w mojej głowie właśnie w tej sekundzie.
Tuż za tymi drzwiami byli nadzy na naszym małżeńskim łóżku. Lilith oplatała nogami talię Conrada, a on brał ją jak dzika bestia.
– Och… o mój Boże, mocniej, mocniej! – krzyczała.
Chwycił jej podskakującą pierś i warknął: – Jesteś niesamowita… kurwa… kocham cię.
Zebrało mi się na wymioty.
Z trudem przeszłam kilka kroków i zwymiotowałam.
















