Wymieniona na silniejszego partnera

Wymieniona na silniejszego partnera

Autor: Rosalind Cavendish

Rozdział 5: Kontrakt Luna
Autor: Rosalind Cavendish
13 cze 2026
Perspektywa Elary Patrzyłam, jak odchodzą. Szok wciąż wibrował w moim sercu. Dlaczego Kaelen tak stanowczo o mnie zapytał? Jedyny raz spotkałam go na mojej ceremonii ukończenia studiów, a on patrzył na mnie tym płonącym, dziwnym wzrokiem, jakbym była kawałkiem sernika z wisienką na czubku – albo jego ofiarą. Byłam pewna, że nie jest psychopatą, ale i tak trzymałam dystans. Głównie dlatego, że wiedziałam, iż poza byciem najsilniejszym Alfą na świecie, był też wielkim podrywaczem, znanym z tego, że nigdy nie sypia dwa razy z tą samą dziewczyną. Nie mogłam sobie pozwolić na uwikłanie się w relację z kimś takim. Nigdy więcej się nie spotkaliśmy. Myślałam, że całkowicie o mnie zapomniał. Ale sądząc po dzisiejszym dniu… wciąż pamięta. Rozejrzałam się i zauważyłam, że wszyscy weszli do posiadłości na dzisiejsze przyjęcie. Musiałam porozmawiać z Conradem. Ale nie wpuszczono by mnie przez drzwi ubraną w te brudne łachmany. Pobiegłam więc do swojego pokoju, żeby się przebrać. Moja służąca Marlowe pomogła mi wybrać srebrną suknię bez pleców, która opinała moje krągłości niczym blask księżyca. Olśniewający diamentowy naszyjnik spoczął na moim dekolcie, nadając mi promienny wygląd. Marlowe ułożyła mi włosy za pomocą perłowych spinek i świeżych lilii. Naturalny kwiatowy zapach unosił się wokół mnie przy każdym kroku, pachnąc lepiej niż jakiekolwiek perfumy. – Mój Boże, jesteś taka piękna! – Marlowe poprawiła lilie i głośno wciągnęła powietrze. – Będziesz dziś w centrum uwagi! Spojrzałam na swoje odbicie w lustrze, sama będąc nieco zaskoczona. Na studiach miałam wielu wielbicieli. Lubiłam się stroić i dobrze wyglądać przed ludźmi. Ale zrezygnowałam z tego wszystkiego, gdy wyszłam za Conrada. Chciałam poświęcać więcej czasu na bycie dobrą Luną niż na dbanie o wygląd. To jednak nie pomogło naszemu małżeństwu. Około godziny ósmej opuściłam pokój i udałam się do sali bankietowej. Przybywali elegancko ubrani goście. Wszyscy słyszeli, że jest tu Alfa Kaelen, i każdy palił się do spotkania z nim. Znalazłam Conrada, Lilith i wszystkich starszych Enklawy Pyrewood na szczycie schodów, rozmawiających z niepokojem. – …Więc wciąż nie możemy znaleźć Luny Elary? – zapytał jeden ze starszych. Conrad zmarszczył brwi. Lilith przetarła kącik oka i załkała: – Może ukrywa się przeze mnie. Tak mi przykro, Conradzie. To moja wina, że ty i twoja Luna jesteście osobno… – Nie bądź głupia – powiedział głęboko Conrad. – Wyślę więcej żołnierzy, żeby jej szukali. Długo się nie ukryje. Lilith przytuliła się do jego ramienia ze słodkim, niewinnym uśmiechem: – Mam nadzieję, że wróci na nasze przyjęcie zaręczynowe. Myślisz, że będzie się cieszyć naszym szczęściem? Nie mogłam tego dłużej znieść. Ruszyłam więc naprzód i zawołałam: – …Conradzie! Oboje gwałtownie się odwrócili. Lilith szybko wydała z siebie krótki krzyk. Conrad wybałuszył oczy. Stał tam, ignorując swoją kochankę, i wpatrywał się we mnie. Widziałam w jego oczach szok, podziw i pożądanie. – …Elaro… Gdzieś ty była?! – mruknął. – Wyglądasz dziś niesamowicie. – Żenisz się z nią? – zapytałam drżącym głosem. Jego oczy pociemniały. – Nie wiń Conrada. Myślał, że uciekłaś – szybko powiedziała Lilith, wciąż blada na twarzy. – W każdym razie dobrze, że wróciłaś. Wszyscy się martwiliśmy. Skierowałam wzrok na nią. – Martwiliście się? Cóż… powinniście! – krzyknęłam, a mój głos drżał. – Uderzyłaś we mnie ciężarówką! Jesteś morderczynią! Rozległ się zbiorowy, głośny wdech. – Ciężarówką? O czym ty mówisz?! – zapytał zdumiony Conrad. Wskazałam palcem na Lilith: – Uderzyła mnie ciężarówką i porzuciła moje ciało w lesie. Gdyby turyści mnie nie znaleźli, byłabym martwa! Wszyscy starsi sapnęli z szoku, patrząc na Lilith z przerażeniem. Cień przemknął przez twarz Lilith, zanim znów wybuchnęła płaczem: – To niedorzeczne! Conradzie, wiesz, że nie potrafiłabym skrzywdzić nawet ptaszka. Elara… ona postradała zmysły. – Możemy sprawdzić nagrania z monitoringu przed moim biurem. Albo odnaleźć kierowcę ciężarówki. Wtedy dowiesz się, że nie kłamałam! Conrad skinął na żołnierza, który pośpiesznie pobiegł sprawdzić nagrania. Piętnaście minut później wrócił z wahaniem na twarzy. – …Sprawdziłem nagrania – wymamrotał. – Ale nie ma tam żadnej ciężarówki ani wypadku… W głowie mi się opróżniło. Jak to możliwe? – M… Może nagranie zostało zedytowane… – mruknęłam. – Dość! – warknął mrocznie Conrad. – Dlaczego musisz atakować Lilith?! Ona nic nie zrobiła! Lilith zachwiała się na nogach, wydając z siebie szloch. – …Nie wiń jej… Rozbiłam wasze małżeństwo. Ma powód, by mnie nienawidzić… – powiedziała, zalewając się łzami. – Jestem tak upokorzona. Może tylko śmierć dowiedzie mojej niewinności! Nagle rzuciła się w stronę filaru. HUK! Uderzyła w niego, a krew trysnęła z jej głowy, gdy osunęła się na ziemię. – LILITH!! – krzyknął Conrad. Trzymając ją w ramionach, odwrócił się, by posłać mi wściekłe spojrzenie: – Lilith chce się zabić! Jesteś teraz zadowolona? Kiedy stałaś się tak bezduszna i zimna? – …Ja jestem zimna? – zapytałam drżącym głosem, a łzy napłynęły mi do oczu. – Ta kobieta próbowała mnie przejechać… Zabiła też moje nienarodzone dziecko! Sama się do tego przyznała przed wypadkiem… Conrad warknął: – Jesteś szalona! Jeśli już, to cieszę się, że nasze dziecko się nie urodziło! Przynajmniej nie miałoby szalonej kobiety za matkę! Zalało mnie lodowate rozczarowanie. Przyznał to. Mój partner, mój mąż cieszył się, że nasze dziecko umarło. Tępo odwróciłam się, by odejść, a desperackie łzy zamazały mi obraz. Nogi miałam zbyt miękkie, by iść. Chciałam po prostu być jak najdalej od nich. – Dokąd idziesz? – zawołał za moimi plecami Conrad. – Elaro, wracaj! – …Zostaw ją, Conradzie… – powiedziała cicho Lilith. Ledwo dotarłam do bramy, zanim upadłam. Wielka dłoń złapała mnie za ramię w ostatniej chwili. Podniosłam wzrok i zobaczyłam Alfę Kaelena. Wielki żyrandol malował jego przystojny profil złotą barwą. Otaczali go żołnierze, odcinając innych gości. Tylko ja mogłam być blisko niego. Jego szmaragdowe oczy pociemniały, gdy nasze spojrzenia się spotkały. Patrzył na mnie dominująco i bezpośrednio, jakbym była jego zdobyczą, którą chce pożreć żywcem. – Luno Elaro. – Wypowiedział moje imię głębokim, uwodzicielskim głosem. – Dobrze cię znów widzieć. Szybko odzyskałam równowagę. – Witaj, Alfo Kaelenie. Wciąż trzymał mnie za rękę. Nagle przez moje ciało przebiegł prąd, sprawiając, że niemal jęknęłam. Poczułam nawet mrowienie między nogami. Szybko cofnęłam rękę, a serce mi waliło. …Co to, do diabła, było? – Czy mogę prosić o słowo na osobności, zanim zacznie się przyjęcie? – zapytał uprzejmie Alfa Kaelen, nieświadomy zmiany, jaka zaszła w moim ciele. – Och… dobrze. – Czekaj! – zawołał za moimi plecami Conrad. Nie chciał, bym odchodziła. Ale zignorowałam go i szybko odeszłam. Kaelen zaprowadził mnie do swojego apartamentu i rozkazał żołnierzom zamknąć drzwi. – Proszę, usiądź. Usiadł na sofie, wskazując miejsce naprzeciwko. Usiadłam. Jego nęcący zapach wypełnił moje nozdrza, sprawiając, że zakręciło mi się w głowie. Skrycie ścisnęłam nogi. – O czym chcesz porozmawiać, Alfo Kaelenie? – zapytałam, próbując zachować opanowanie. – Jeśli chodzi o projekt, może powinieneś porozmawiać bezpośrednio z Conradem… – Nie o to chodzi. Wyjął dokument i przesunął go po stole w moją stronę, wciąż nie spuszczając ze mnie wzroku. Znowu to intensywne, zaborcze spojrzenie. – To kontrakt – powiedział. – Chcę, żebyś została moją Luną na rok po tym, jak rozwiedziesz się z Conradem.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki