Perspektywa Elary
Serce waliło mi w piersi. Zrobiłam kolejny krok i wyciągnęłam do niego rękę.
Ostry krzyk przeciął powietrze.
Lilith osunęła się na ziemię. Chwyciła się za pierś, sapiąc i płacząc: – Nie… moja pierś…
Conrad otrząsnął się z transu. Podbiegł do niej w panice. – Boże! Co się dzieje?
– Klatka piersiowa… boli… – Łzy spływały po twarzy Lilith. – Po prostu pozwól mi odejść, Conradzie. Ewidentnie między tobą a twoją partnerką wciąż coś jest. Więź… jak mogę z tym wygrać?
– Łączy nas miłość! Ona zwycięża wszystko! – powiedział stanowczo Conrad. – Chodź! Zabiorę cię do szpitala.
Podniósł ją na ręce, drugą dłonią chwytając Ronina. Przed wyjściem posłał mi nienawistne spojrzenie.
– Nie zmuszaj mnie do rozwodu, Elaro! – warknął. – Jeśli to zrobię, zostaniesz bez pieniędzy i nie będziesz miała dokąd pójść. Więc od teraz bądź miła dla Lilith i Ronina. Tylko to zagwarantuje ci miejsce pod moim dachem!
Wypadł z pomieszczenia, zostawiając mnie ze złamanym sercem.
Może powinnam zrobić to, co sugerowała Hadley – wynająć dobrego prawnika i zagwarantować sobie podstawowy byt na przyszłość.
Ale Conrad był potężnym Alfą, a ja nie miałam nawet pieniędzy na porządnego prawnika. Nie wygrałabym z nim w sądzie.
Zaszyłam się w swoim pokoju, błądząc myślami i nie wiedząc, co robić dalej. Następnego ranka odebrałam telefon z pracy.
Jeden z pracowników projektu Aurelia Metropolis powiedział mi, że prezes Jarek chce omówić naszą umowę. Może usłyszał o moim rozwodzie i miał wątpliwości co do naszej współpracy.
Z trudem zwlekłam się więc z łóżka i poszłam do biura.
Ku mojemu zaskoczeniu, gdy weszłam, jedyną osobą w biurze była Lilith.
– Co ty tutaj robisz? – zapytałam zdumiona. – I gdzie są wszyscy?
Posłała mi kpiący uśmiech. – Powiedziałam im, żeby wzięli wolne. O, i rozmawiałam już z prezesem Jarkiem, zaprosiłam go tutaj na podpisanie umowy. Nie ma za co.
Nie mogłam w to uwierzyć.
– Nie masz prawa. To moje biuro! – warknęłam.
Zachichotała, wyraźnie zadowolona moją wściekłością. – Już nie. Powiedziałam Conradowi, że chcę projekt Aurelia Metropolis. A on odparł, że mogę go mieć.
Wybałuszyłam oczy z szoku.
Pracowałam nad tym projektem dniami i nocami, przygotowując budżety, szkicując wnioski i szukając inwestorów.
A teraz projekt, w który włożyłam całe serce i duszę, stał się prezentem od mojego męża dla jego kochanki.
– Skąd ta zszokowana mina? Wiesz przecież, że Conrad dałby mi wszystko. – Lilith okręciła pasmo włosów wokół palca, uśmiechając się. – Ten projekt to nic specjalnego. Ale będzie dobrym odskocznią, bym mogła zostać Luną Conrada.
Patrzyłam na nią, oddychając szybko.
– Chcesz być Luną Conrada? – krzyknęłam. – A… ale przecież mówiłaś, że jesteś tu po prostu z miłości. I że nie interesuje cię to stanowisko!
– O mój Boże, uwierzyłaś w to? To tylko gadka pod Conrada! – uśmiechnęła się wykrzywionym uśmiechem. – Oczywiście, że chcę być Luną. Po co innego marnowałabym czas na Conrada?
Cofnęłam się o krok, drżąc na całym ciele. – Ty go nie kochasz! Po prostu skaczesz od jednego Alfy do drugiego! Powiem mu o wszystkim…
– Bardzo proszę. Zobaczymy, czy ci uwierzy. – Lilith zachichotała, podchodząc do mnie krok po kroku. – Conrad ślepo mi ufa. Zrobiłby dla mnie wszystko… Pozwól, że zdradzę ci mały sekret. Pamiętasz swoje poronienie?
Przeszył mnie dreszcz. – …Co?
Lilith pochyliła się w moją stronę z wyniosłym uśmiechem.
– Nie mogłam zatrzymać Ronina, kiedy go urodziłam. Więc Conrad zasugerował, by sprowadzić go tutaj i powiedzieć tobie, że jest adoptowany. Ale pech chciał, że ty też byłaś wtedy w ciąży. Naprawdę się zmartwiłam: jeśli kobieta ma własne dziecko, jak mogłaby być dobra dla adoptowanego? I wiesz, co Conrad na to powiedział?"
Patrzyłam na nią z przerażeniem, mój umysł zamarł.
"Conrad powiedział: «Po prostu pozbądźmy się jej dziecka i po problemie»".
Lilith roześmiała się serdecznie.
"Dodał tojadu do twojego napoju i twoje dziecko po prostu z ciebie wypłynęło. Potem sprowadził Ronina jako twoje jedyne dziecko… Oto jak daleko posunąłby się Conrad dla mnie!”
Cały świat zawalił się wokół mnie.
Szok, gniew, niedowierzanie… niemal rozdarły mi duszę!
– Nie…. NIE!! – Potrząsnęłam głową, łzy płynęły mi po twarzy. – To nieprawda… Conrad nigdy by… Pójdę go zapytać!
– Jak chcesz, Elaro – zachichotała Lilith.
Odepchnęłam ją, odwróciłam się gwałtownie i wypadłam z biura.
Musiałam zobaczyć się z Conradem.
Chciałam mu powiedzieć, że Lilith wcale go nie kocha. Że go wykorzystuje. I chciałam usłyszeć jego wyjaśnienia. Wiedziałam, że nie zamordował naszego dziecka.
Wybiegłam z budynku i ruszyłam przez ulicę. Kątem oka zobaczyłam ciężarówkę pędzącą w moją stronę z pełną prędkością. Było za późno na unik.
HUK!!!
Ciężarówka uderzyła we mnie, posyłając mnie w powietrze, a potem runęłam na ziemię.
Ból przeszył moje ciało. Wzrok mi się rozmazał. Pode mną zaczęła kałuża krwi.
Niewyraźnie widziałam, jak kierowca ciężarówki wyskakuje z kabiny i podchodzi do mnie.
– Po… pomocy… – jęknęłam słabo przez łzy. – Pro…szę…
Jednak kierowca rzucił mi tylko obojętne spojrzenie i odwrócił się do Lilith: – Panno Lilith, co dalej?
– Wywieź ją do lasu i zakop. – Lilith spojrzała na mnie z góry ze słodkim uśmiechem. – Gdy ona zniknie, Conrad nie będzie miał wyjścia i mianuje mnie Luną.
Byli w zmowie.
To było morderstwo.
Ale siły mnie opuściły. Zamknęłam oczy, drżąc, i osunęłam się w ciemność.
















