Wymieniona na silniejszego partnera

Wymieniona na silniejszego partnera

Autor: Rosalind Cavendish

Rozdział 4: Alpha Kaelen
Autor: Rosalind Cavendish
13 cze 2026
Perspektywa Elary Myślałam, że już nie żyję. Ale kiedy otworzyłam oczy, odkryłam, że leżę w szpitalnym łóżku. Pielęgniarka przy łóżku sprawdzała mi ciśnienie. – O mój Boże, obudziłaś się! – powiedziała radośnie. – W końcu! Minął tydzień! …Tydzień? – G… gdzie ja jestem? Podała mi adres, który znajdował się setki mil od posiadłości. Lilith musiała jechać bardzo długo, zanim mnie porzuciła. – Para turystów znalazła cię w lesie i odwiozła do szpitala. Gdyby spóźnili się o kilka godzin, już byś nie żyła. – Twarz pielęgniarki spoważniała. – Jak się nazywasz? I co ci się stało? Jęknęłam, próbując usiąść. – Czy… czy ktoś mnie szukał? – Nie. Nikt nie przyszedł. Łzy zaczęły mi płynąć z oczu. Zaginęłam na tydzień. A mój własny mąż nawet nie zadał sobie trudu, by mnie szukać. – Ja… muszę iść. – Sapnęłam i z trudem zaczęłam gramolić się z łóżka. – Muszę znaleźć Conrada… Pielęgniarka szła za mną, wołając: – Hej, jeszcze nie wydobrzałaś! Wracaj! Powiedziała, że mam połamane żebra. Moją lewą nogę unieruchomiono. Do tego doszło wstrząśnienie mózgu, które mogło rozwinąć się w poważną chorobę, gdyby nie było leczone. Ale ja i tak uparłam się na wypisanie ze szpitala. Nie miałam w tej chwili ani pieniędzy, ani telefonu. Powrót do posiadłości był więc ogromnym wyzwaniem. Moją jedyną opcją była jazda autostopem. Przez całe przedpołudnie szłam poboczem trasy, zataczając się. Żebra i lewa noga bolały jak diabli. Mój wilk leczył mnie tak szybko, jak to możliwe, ale to wciąż było za mało. Zanim znów osunęłam się na pobocze, zatrzymała się jakaś miła rodzina i mnie podwiozła. W samochodzie zaczęliśmy rozmawiać. Rodzina powiedziała mi, że w posiadłości dzieje się coś wielkiego. – …Alfa Conrad wkrótce znów się żeni! – powiedziała podekscytowana żona. – Nową Luną jest córka Syndykatu Steelrend! A to adoptowane dziecko, Ronin, wcale nie jest adoptowane! To syn Alfy Conrada i Lilith! Chłopiec ma prawdziwą krew Alfy! – W końcu będziemy mieli wysoko urodzoną Lunę. Kogoś, kto naprawdę zasługuje na naszego Alfę – skomentował ojciec. Patrzyłam tępo przez okno. Cierpienie sprawiało, że z trudem łapałam oddech. – …A co ze starą Luną? – zapytałam cicho. Kobieta wzruszyła ramionami. – Kogo to obchodzi? Nawet Alfa Conrad ma to gdzieś. Ani razu nie wspomniał o niej publicznie, odkąd Lilith wróciła. Znów chciało mi się płakać, ale nie chciałam robić tego przy obcych. Odwróciłam się więc i zakryłam oczy. Trzy godziny później samochód zatrzymał się na Placu Centralnym przed posiadłością. Zebrało się tu mnóstwo ludzi. Podziękowałam rodzinie i wysiadłam. Wchodząc w tłum, usłyszałam, jak ludzie mówią, że prezes Jarek przyjeżdża dziś z Thunderglave Reach, by podpisać z nami kontrakt biznesowy. I ci wszyscy ludzie byli tu po to, by go powitać. – Panna Lilith zarządza projektem Aurelia Metropolis! – powiedział ktoś w tłumie. – Dobra robota, Lilith! Wreszcie Luna, która wie, co robi! Zacisnęłam pięści z gniewu. Aurelia Metropolis była moim projektem. Lilith ukradła owoce mojej pracy. A jednak nikt tutaj o tym nie wiedział. W samym centrum Conrad, Lilith i Ronin radośnie pozowali do zdjęć. – Wszyscy cieszymy się z przyjazdu prezesa Jarka i z projektu Aurelia Metropolis. To ważny moment dla całej Enklawy Pyrewood – powiedział Conrad z czarującym uśmiechem. – Ale dlaczego nie ma tu dzisiaj Luny Elary? – zapytał reporter. Między brwiami Conrada pojawiła się głęboka bruzda. Zanim Conrad zdążył odpowiedzieć, Lilith wyrwała się przed szereg: – Elara nie chciała przyjść. Może jest chora. Albo po prostu… nie chce przebywać ze mną w jednym pomieszczeniu. Ludzie wydali z siebie ciche syknięcia. Ktoś krzyknął: – Ewidentnie jest o ciebie zazdrosna! Sprawiłaś, że ten projekt ruszył. Urodziłaś jedynego następcę naszego Alfy. Tylko ty się tu liczysz! Elara może spadać! – Kochani… proszę. Miejcie trochę współczucia – powiedziała cicho Lilith. – Nigdy nie chciałam z nią walczyć. Dopóki mam Conrada, to mi wystarczy. Trzymali się za ręce i uśmiechali, patrząc na siebie. Nie mogłam zapanować nad rosnącym bólem w piersi, patrząc na nich w ten sposób. …Czy Conrad chociaż zadał sobie trud, by mnie szukać, gdy zniknęłam? Może naprawdę go to nie obchodziło. Może wracając tutaj, by stawić mu czoła, tylko się upokorzę. Właśnie wtedy z oddali dobiegł dźwięk klaksonu. Tłum poruszył się. Conrad ogłosił głośno: – Prezes Jarek przyjechał. Powitajmy go wszyscy! Na końcu drogi pojawiła się kolumna samochodów pędząca w naszą stronę. Na czele jechał czarny Maybach. Zatrzymał się przed tłumem. Drzwi otworzyły się. Jarek wysiadł z przodu. Conrad ruszył naprzód i wyciągnął rękę, by powitać potężnego prezesa. Ale Jarek zignorował tę dłoń. Pospiesznie podszedł do tylnych siedzeń i z pokorą otworzył drzwi. Z samochodu wysiadł inny mężczyzna. Był wysoki, miał około stu dziewięćdziesięciu centymetrów wzrostu, a jego szeroka, atletyczna budowa emanowała siłą i opanowaniem. Mocno zarysowana szczęka, ostre kości policzkowe i wydatny podbródek nadawały mu władczy wygląd. A te przeszywające, zielone oczy były intensywne, o ostrym, niemal drapieżnym spojrzeniu. Zapadła grobowa cisza. Wszyscy w tłumie zamarli z szoku, w tym ja. – Kaelen Vance. Przystojny mężczyzna podał rękę oniemiałemu Conradowi, mówiąc głębokim, seksownym głosem. – Miło mi cię poznać. Z tłumu dobiegła fala zdziwionych okrzyków. Alfa Kaelen… Co on tutaj robił?! Był Alfą Thunderglave Reach, potężnym potentatem biznesowym. Pod jego rządami znajdowały się setki tysięcy firm. Projekt Aurelia Metropolis był dla nas ogromny, ale dla niego to drobnostka. Dlaczego pojawił się tu dzisiaj? – Alfa Kaelen usłyszał o waszym projekcie i bardzo się nim zainteresował – wyjaśnił Jarek Conradowi. – Jeśli więc wyrazisz zgodę, Vance Global zostanie waszym nowym partnerem. Conrad głośno wciągnął powietrze, podobnie jak starszyzna za jego plecami. – Oczywiście! – wydyszał Conrad z radości. – Proszę wejść do środka. Omówimy szczegóły. – Chwileczkę. – Kaelen przerwał mu lodowatym głosem. – Dlaczego nie ma tu Elary? To ona zarządza tym projektem. Wokół mnie rozległ się szum komentarzy. – Luna Elara? Myślałem, że to Lilith nim zarządza! – sapnął jakiś mężczyzna. – Czy Lilith w tej sprawie skłamała? – zapytała jakaś kobieta. Twarz Lilith nieco zbladła. Potem wymusiła uśmiech. – Luna Elara uznała, że praca nad tym projektem jest zbyt wyczerpująca. Więc wycofała się i przekazała wszystko mnie. Zaufaj mi, Alfo Kaelenie. Zrobię to lepiej – wyjaśniła. Zacisnęłam pięści z gniewu. Kolejne kłamstwo. Nie przekazałam jej go. Ukradła go po tym, jak potrąciła mnie ciężarówką. Jednak Alfa Kaelen całkowicie ją zignorował, jakby dla niego w ogóle nie istniała. – Nie robię interesów z amatorami. A już na pewno nie z twoją kochanką. – Powiedział lodowato do Conrada. – Przyprowadź tu Lunę Elarę przed wieczorem! Albo nici ze współpracy. Z tymi słowami minął Conrada i Lilith, kierując się w stronę posiadłości. Jarek i potężni żołnierze z Thunderglave Reach ruszyli za swoim Alfą.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Rozdział 4: Alpha Kaelen – Wymieniona na silniejszego partnera | Czytaj powieści online na beletrystyka