Varkas:
„Jesteś pewna, że ona nic nie powie?” – zapytała Sienna, kręcąc głową z powątpiewaniem. „Wiesz, że z starszyzną potrafi być bardzo nieprzyjemnie…”
„Wiesz, że nie lubię, gdy kwestionuje się moje zdanie, kochanie” – powiedziałem, uciszając Siennę, która wzięła głęboki oddech i skinęła głową. Spuściła wzrok, unikając moich oczu, więc wsunąłem palec pod jej podbródek, zmuszając ją, by na mnie spojrzała. Jej serce waliło jak oszalałe, a ja złączyłem nasze usta. „Bądź grzeczna i popraw mi krawat”.
Skinęła głową i chwyciła mój krawat, poprawiając go powolnymi ruchami, starając się celebrować każdą sekundę spędzoną ze mną, zanim wyjdę.
„Jeszcze jedna noc i znów będę przy tobie, kochanie” – to były ostatnie słowa, które jej powiedziałem po tym, jak doszedłem w prezerwatywie. Bycie jej kochankiem to jedno, ale oboje wiedzieliśmy – i na szczęście się w tym zgadzaliśmy – że musimy być ostrożni. W przeciwnym razie konsekwencje mogłyby być opłakane, a tego żadne z nas nie chciało.
„Varkas, gdzie ty się podziewałeś, do diabła? Szukaliśmy cię wszędzie” – zapytała mama, gromiąc mnie wzrokiem. Ująłem jej twarz w dłonie i pocałowałem ją w czoło, chcąc, żeby się rozluźniła, na co westchnęła ciężko. „Myślałam, że stchórzyłeś”.
„Znasz mnie lepiej, mamo” – powiedziałem łagodniejszym głosem, patrząc na nią, a ona skinęła głową w stronę Sloane schodzącej po schodach. Miała na sobie białą sukienkę do kolan i elegancki wianek z kwiatów na głowie. Na szyi wisiał medalion z herbem jej watahy, a kiedy jej oczy spotkały moje, nie mogłem nie zauważyć grymasu, który na chwilę pojawił się na jej ustach, zanim go zamaskowała uśmiechem.
Jej serce biło szybko, a ja nie spuszczałem z niej wzroku, odliczając minuty do końca tej szopki. Jej matka podeszła do schodów, by spojrzeć na córkę, a ja widziałem, że wzrok Sloane uparcie trzyma się mnie, wyraźnie unikając twardego spojrzenia tamtej kobiety.
Wyciągnąłem do niej rękę, gdy dotarła do podnóża schodów, i zauważyłem, że zawahała się przez ułamek sekundy, zanim podała mi swoją.
Pocałowałem ją w kostki dłoni, tak jak przećwiczyliśmy, i nie mogłem powstrzymać lekkiego skrzywienia, widząc, jak jej oczy szklą się przez moment, zanim wzięła głęboki oddech i wymusiła uśmiech. Ta kobieta grała w niebezpieczną grę i wiedziałem, że jeśli nie przestanie pajacować, będziemy mieli więcej kłopotów, niż nas na to stać. Jej serce wciąż waliło, a dłoń drżała w mojej, ale nie próbowała jej cofnąć.
Wyprostowałem się i odwróciłem do tłumu, uśmiechając się na widok skupionej na nas uwagi. Sienna, stojąca w pierwszym rzędzie, uśmiechnęła się i skinęła nam obojgu głową. Jej oczy spotkały moje na sekundę, po czym spuściła wzrok, a na jej ustach igrał cień uśmiechu.
Niedługo, maleńka. Niedługo…
„Sugeruję, żebyś przestała płakać i zastąpiła te łzy uśmiechem. Goście patrzą, starszyzna też” – szepnąłem, a ona pokręciła głową, patrząc to na nich, to na mnie z kołaczącym sercem.
„Ciekawe, jak ty byś się czuł na moim miejscu” – odparła, a ja wydałem z siebie niski warkot słyszalny tylko dla niej. To było ostrzeżenie, po którym natychmiast spuściła wzrok.
„Spróbuj tylko, a daję ci słowo, że nie tylko zapłacisz za to na osobności, ale sprawię, że ty i twoja wataha pożałujecie wszystkiego” – wyszeptałem. Nie odpowiedziała, gdy podeszliśmy do starszyzny. Jej serce waliło, a Lord Alfa Malakor przyglądał nam się o sekundę za długo, zanim się uśmiechnął.
To oni mieli pobłogosławić nasz związek i uczynić go oficjalnym.
„Alfo Varkasie” – powiedział, wyciągając do mnie rękę. Uśmiechnąłem się i uścisnąłem ją. „Rozumiem, że oboje jesteście gotowi na dopełnienie więzi?”
„Owszem, jesteśmy” – odparłem, nie czekając, aż Sloane się odezwie. Zwyczaj nakazywał, by to Alfa lub osoba o wyższej randze odpowiadała starszyźnie, i nawet ona znała swoje miejsce w hierarchii.
„Cóż, przygotujcie się, a my zaczniemy?” – zapytał, uśmiechając się do nas. „Wierzę, że oboje macie świadomość, iż przed ostatecznym sfinalizowaniem wszystkiego tej nocy musicie dopełnić aktu małżeńskiego. Dlatego zalecam, byśmy nie zwlekali i załatwili wszystko jeszcze dzisiaj”.
„Nie musi się pan martwić, Lordzie Alfo, zajmiemy się wszystkim tej nocy” – powiedziałem, zanim Sloane zdążyła otworzyć usta. Spuściła wzrok, a Lord Alfa zachichotał.
„Wydaje mi się, że ta twoja kobietka jest nieco zdenerwowana” – stwierdził, a Sloane oblała się rumieńcem. „W każdym razie, macie jeszcze kilka minut na rozmowę z gośćmi. Poinformuję starszyznę, by przygotowała się do waszych przysiąg”.
Odszedł, nie czekając na naszą odpowiedź, a ja mocniej zacisnąłem dłoń na talii Sloane, mierząc ją groźnym spojrzeniem.
„Jeden błąd dzisiejszej nocy, Sloane, a daję ci pieprzone słowo, że pożałujesz, iż w ogóle przyszłaś na świat” – powiedziałem, zniżając głos do szeptu i nachylając się do jej ucha. „Czy wyrażam się jasno, przybłędo?”
















