Sloane:
Goście uśmiechali się do nas, niektórzy wiwatowali, inni zapraszali na drinka na krótką pogawędkę, gdy przechodziliśmy obok nich.
„Sloane” – zawołała Sienna, zaskakując mnie. Spojrzałam na nią, a ona ujęła moje dłonie w swoje, delikatnie je ściskając. Wiedziałam, że robi to na pokaz, zwłaszcza że wszyscy nas teraz obserwowali.
Minęło już sporo czasu od złożenia przysiąg i wiedziałam, że odliczam minuty do chwili, gdy każą nam udać się do sypialni. To było coś, czego w tej chwili bałam się i nienawidziła najbardziej na świecie.
„Nie widziałam cię przed ceremonią, przepraszam” – powiedziałam, starając się kłamać najlepiej jak potrafię. Sienna uśmiechnęła się promiennie, ale i przebiegle; mogłabym przysiąc, że wymienili z Varkasem porozumiewawcze spojrzenie, zanim znów na mnie popatrzyła.
„Nie, nie, nie przepraszaj” – odparła, ściskając moje dłonie. „Nawet nie wiesz, jak bardzo się cieszę twoim szczęściem”.
„Domyślam się” – odrzekłam, wzdrygając się lekko, gdy Varkas położył dłoń na dole moich pleców, dając mi nieme ostrzeżenie, bym przestała być sarkastyczna. Na chwilę spuściłam wzrok, biorąc głęboki oddech; wiedziałam, że nie tylko jestem w centrum uwagi, ale też każdy czeka na moje potknięcie.
„Czyżbym przerwał rozmowę dwóm damom?” – zapytał, uśmiechając się do mnie, choć jego oczy mówiły co innego: ani słowa.
„Skądże, Alfo” – powiedziała, kłaniając się lekko i spoglądając na niego z najpromienniejszym uśmiechem. „Przyszłam tylko pogratulować wam obojgu”.
W piersi mnie kłuło, a powietrze wokół zdawało się gęstnieć, ale wiedziałam, że nie wolno mi zareagować. Na moment zacisnęłam pięść, po czym zmusiłam się do rozluźnienia uścisku, patrząc na Varkasa, który nie spuszczał ze mnie wzroku.
„Jestem prawdziwym szczęściarzem, że udało mi się zdobyć najpiękniejszą z kobiet” – powiedział, kłaniając się starszyźnie, która nas obserwowała. Uśmiechnęłam się do niego, gdy uniósł mój podbródek. Złączył swoje usta z moimi w delikatnym pocałunku, po czym oparł swoje czoło o moje.
„Rozumiem, że zamierzacie się już udać na spoczynek?” – zapytała starsza Jordana, podchodząc do nas. „Wiecie, co należy zrobić, a im szybciej to nastąpi, tym lepiej dla całego procesu”.
„Mamy gości, Lordzie Alfo” – próbowałam przekonywać, chcąc odwlec to tak bardzo, jak tylko się dało. Ostatnią rzeczą, jakiej pragnęłam, było przeżywanie swojego pierwszego razu w taki sposób. Wiedziałam, że nie wolno mi odzywać się do Lorda nieproszoną, ale to wykraczało poza to, co byłam w stanie zaakceptować.
„Wierzę, że wszyscy są świadomi tego, co musi się wydarzyć, i wkrótce zaczną się rozchodzić, Sloane” – powiedziała starsza Jordana, patrząc na mnie. „Teraz masz prawo wybrać pięć kobiet ze starszyzny oraz wasze matki, by były obecne w pokoju…”
„Co?” – zapytał Varkas, mrużąc brwi w konsternacji.
„Wiesz, że tradycja nakazuje nam upewnić się, że dopełniliście więzi. Macie jednak swobodę wyboru. Zazwyczaj byłyby to starsze kobiety, ale biorąc pod uwagę, że jest nas więcej niż pięć, masz prawo wybrać te konkretne”.
„Z pewnością nie potrzebujemy nikogo do pilnowania nas podczas parowania” – powiedział Varkas, kręcąc głową. Jego matka, Mariya, spojrzała na niego, karcąc go wzrokiem, więc odwrócił od niej oczy i zwrócił się do starszej Jordany.
„Sądzę, że jeśli Luna czułaby się z tym lepiej…” – zaczął Lord Alfa Malakor, podchodząc do nas. „Możemy pójść na ustępstwo i zasugerować, by przynajmniej przedstawili nam dowód dopełnienia aktu. Myślę, że to uczciwy układ, jeśli pragną prywatności”.
„To nie jest…”
„Nasze czasy różnią się od dawnych i tak jak wiele rzeczy uległo zmianie, wierzę, że i to można zmodyfikować” – powiedział, patrząc na Sloane. Spuściła wzrok, a on odchrząknął. „Czego sobie życzysz? Prywatności, czy ty i twój Alfa wybierzecie kobiety, które odprowadzą was do sypialni?”
Przełknęłam ślinę, patrząc na Varkasa, po czym pokręciłam głową. Moja matka gromiła mnie wzrokiem, ponaglając do odpowiedzi, a ja spłonęłam rumieńcem.
„Proszę o prywatność, Lordzie Alfo” – wykrztusiłam, a on skinął głową.
„Zatem przyznane” – odparł, patrząc na naszą dwójkę. „Macie godzinę”.
„Godzinę?” – zapytał Varkas, a on uniósł brew.
„W przeciwnym razie wejdziemy tam z asystą” – powiedział, cofając się w stronę baru. „Pięćdziesiąt dziewięć minut…”
Varkas objął mnie ramieniem w pasie, ciągnąc w stronę pokoju. Spojrzałam na matkę ostatni raz; patrzyła na mnie wilkiem, bym tylko niczego nie zepsuła. W jej oczach byłam teraz tylko dziewczyną, która miała kupić im spokój.
Varkas pchnął mnie do środka pokoju, gdy tylko przekroczyliśmy próg. Musiałam mocno stanąć na nogach, by się nie przewrócić, po czym odwróciłam się do niego. Jego oczy spotkały moje na sekundę, zanim pochylił się, by mnie pocałować.
Cofnęłam się gwałtownie, wzdrygając, a on zachichotał, kręcąc głową.
„Wątpię, byś chciała, żeby starszyzna nas podglądała” – stwierdził, sprawiając, że moje serce przyspieszyło. Pocałował mnie w szyję, a ja znów się wzdrygnęłam, co sprawiło, że zmarszczył brwi i spojrzał na mnie z furią.
„Jaki masz problem, omego?” – zapytał groźnie. „Bo czas nam ucieka, a te twoje dziecinne zagrywki do niczego nas nie doprowadzą…”
















