Henry żałował, że trafił do takiego miejsca.
Jednak Jack był bardzo podekscytowany.
Wciągając Henry'ego do loży, Jack z przejęciem wskazał na Charlotte Johnson, która stała na scenie. "Ależ piękna kobieta. We Francji nie mamy tak pięknych kobiet. Wow, istna bogini!"
Kąciki ust Henry'ego zadrżały.
Ludzie, którzy wychowali się za granicą, naprawdę mieli nietypowy gust.
Po zakończeniu piosenki Jack rozpaczliwie dawał jej znaki i krzyczał łamaną chińszczyzną: "Piękna, chodź tutaj, chodź tutaj!"
Charlotte nie odpowiedziała.
Specjalnie się tak wystroiła, a mimo to jakiś człowiek nadal nazywa ją piękną?
Ale nie mogła urazić gości baru, więc nie miała innego wyjścia, jak do niego podejść.
Oczy Jacka zabłysły. "Piękna, czy mogę cię poznać? Mam na imię Jack. Czy mogę zapytać, jak masz na imię?"
Oczywiście Charlotte nie zdradziłaby gościowi baru swojego prawdziwego imienia.
Od niechcenia wymyśliła imię. "Jane Johnson".
Obok Jacka Henry zmarszczył brwi.
Ten głos…
Był słodki i łagodny, jak głos kobiety, która cztery lata temu była pod nim…
Henry wpatrywał się w Charlotte.
W międzyczasie Charlotte zauważyła parę oczu, jakby dzikich bestii czających się w ciemności.
Podświadomie spojrzała w tamtym kierunku i była zaskoczona.
Jaki przystojniak!
To była jej pierwsza reakcja, ale potem poczuła, że gdzieś już widziała tego przystojnego faceta.
Po prostu nie mogła sobie w tej chwili przypomnieć gdzie.
Widząc, jak Henry wpatruje się w Charlotte, Jack podekscytował się. "Kuzynie, wpatrujesz się w kobietę! Myślisz, że jest ładna, prawda?"
Henry nic nie powiedział.
Jack uniósł kciuk w górę w kierunku Charlotte. "Mój kuzyn zwykle jest abstynentem i nawet nie patrzy na kobiety. To, że tak się w ciebie wpatruje, potwierdza twoją urodę!"
Charlotte nie była rozbawiona.
Wydała z siebie suchy śmiech i powiedziała: "Panowie, jeśli nie ma nic więcej, to już idę. Muszę wracać do domu".
Odwróciła się i odeszła.
Nie wiedziała dlaczego, ale spojrzenie tego mężczyzny wywołało w niej poczucie winy.
"Piękna, gdzie mieszkasz? Chcesz, żebym cię odprowadził?" - krzyknął Jack.
Charlotte nie odwróciła się. "Nad Jeziorem Edwarda!"
...
Po powrocie za kulisy do garderoby, zdjęciu dziwnych ubrań i peruki, Charlotte wyszła z baru. Zanim zdążyła zrobić kilka kroków, przed nią pojawiła się wysoka postać.
Charlotte została zaskoczona i wpadła na niego.
Bum!
Rozbolało ją czoło.
Charlotte potarła czoło. "Co z tobą? Dlaczego się tak spieszysz?"
Słowa uwięzły jej w gardle.
Mężczyzną, na którego wpadła, był niewiarygodnie przystojny mężczyzna, którego przed chwilą widziała w barze.
Oczy Henry'ego były utkwione w Charlotte, a w nich błysnęło niezgłębione wyrażenie.
To naprawdę ona!
Właśnie zastanawiał się, dlaczego jej głos brzmi tak znajomo.
To była kobieta, z którą uprawiał s*ks cztery lata temu.
Wtedy poprosił lokaja, aby odebrał tę kobietę, aby mogła zamieszkać w willi na jego nazwisko. Chciał się z nią zobaczyć natychmiast po powrocie do kraju, ale potem usłyszał, co robiła po sprowadzeniu.
Codziennie poniżała i znęcała się nad służącymi.
Całymi dniami robiła tylko zakupy, a jeśli ekspedientki nie witały jej dobrze, biła je w twarz.
Kazała lokajowi zawieźć wszystkie luksusowe samochody rodziny Stevens do jej rodzinnego miasta, aby mogła się tam popisywać przed ludźmi.
Henry'emu się to nie podobało.
Stracił wszelką chęć patrzenia na nią.
To tylko dlatego, że straciła z nim dziewictwo, więc powinien pozwolić jej mieszkać w rezydencji i pozwolić lokajowi zaspokoić wszystkie jej potrzeby.
Niespodziewanie przyszła do baru ubrana w ten sposób!
















