Spuściła wzrok. – Nie pokonam go, gryząc.
Na twarzy Henry’ego malowała się ponurość. Wykorzystując swoją imponującą aurę, powiedział głębokim, melodyjnym głosem, pełnym dumy: – Nieważne, czy nie możesz ugryźć. Wciąż jestem ja.
Charlotte aż podskoczyła.
Spojrzenie Henry’ego nagle skierowało się na gangstera.
Gangster poczuł się przytłoczony jego duszącą, zastraszającą aurą i niekontrolowanie zadrża
















