Yvette Murray, córka rodziny Murrayów, w końcu wraca do rodziny po 18 latach wychowywania na wsi. Wszyscy nazywają ją nieokrzesanym brutem, nieokrzesaną i niegrzeczną. Ale przypadkowo ujawnia swoje tajne tożsamości jako cudowna uzdrowicielka, renomowana hakerka, genialna projektantka, szefowa tajnej organizacji i wiele innych. Z każdą ujawnioną tożsamością, ludzie, którzy kiedyś nią pogardzali, zostają upokorzeni. Rodzina Murrayów jest najbogatszą rodziną w mieście, a rodzice i pięciu braci Yvette rozpieszczają ją bez końca. Nawet wcielony diabeł Jubilife City - człowiek, którego wszyscy w mieście się boją - traktuje ją jak księżniczkę i cenny skarb. "Moja ukochana jest nieśmiała i lękliwa. Nie chcę, żebyście ją straszyli." Wszyscy są pozbawieni mowy.

Pierwszy Rozdział

– Mamo, tato, wreszcie wyrzucamy Yvette z naszego domu! Dlaczego ci ludzie jeszcze nie przyjechali jej odebrać? Czyżby zmienili zdanie? Słysząc dobiegające z dołu głosy pełne satysfakcji, Yvette zachowała spokojny wyraz twarzy. Jej delikatne, jasne oblicze nie zdradzało żadnych emocji, gdy schodziła po schodach. Na jej widok na twarzy Tylera Murphy'ego pojawił się cień zakłopotania. – Dobra, wystarczy. Przestańcie gadać! – Mówię tylko prawdę, dlaczego mam przestać? – mruknęła niechętnie Lynda. – Gdyby babcia nie uparła się, żeby ją zatrzymać, to przekleństwo wyleciałoby stąd już dawno temu! Amy Ford spojrzała na Yvette z taką samą pogardą jak jej córka, Lynda. – To staruszka cię przygarnęła, Yvette. Nie jesteś częścią naszej rodziny. Wyświadczyliśmy ci wielką przysługę, wychowując cię przez te wszystkie lata. – Nie oczekujemy niczego w zamian, po prostu więcej nas nie szukaj. Od teraz nie mamy ze sobą nic wspólnego. Mimo że mieszkali na wsi, ich rodzina była stosunkowo zamożna w porównaniu z innymi mieszkańcami wioski. Słyszeli, że biologiczni rodzice Yvette byli skrajnie biedni i ledwo wiązali koniec z końcem, wychowując pięciu synów. Amy nie chciała być obciążona taką biedną rodziną. – Jak sobie życzysz – odpowiedziała obojętnie Yvette. Jej piękne, uniesione w kącikach oczy o lisim wykroju wpatrywały się chłodno w Amy. – Mam tylko nadzieję, że nie będziecie tego później żałować. Żałować? Amy wyglądała, jakby usłyszała najśmieszniejszy żart na świecie, a jej pogarda stała się jeszcze bardziej intensywna. – Oczywiście, że nie będę żałować. Wynoś się stąd i wracaj do swojej biednej rodziny. Przestań się nas czepiać! Lynda również uznała to za zabawne. Z rękami opartymi na biodrach powiedziała niegrzecznie: – Yvette, jak tylko wrócisz, twoi biedni rodzice wydadzą cię za mąż za jakiegoś starego dziada mieszkającego w górach. Tacy starcy są brzydcy i obrzydliwi. Nie przychodź wtedy do nas z płaczem! Mimo że pochodziła ze wsi, Yvette miała twarz o uwodzicielskim, lisim kształcie, a jej skóra nie posiadała nawet najmniejszej skazy. To wystarczyło, by wzbudzić zazdrość w każdym. – Przestań z nią gadać, Lyn! – Amy prychnęła chłodno na Yvette. – Wynoś się stąd! Od teraz nie mamy z tobą nic wspólnego. Nigdy nie wracaj do naszej rodziny! Oczy Yvette stały się jeszcze zimniejsze. Podniosła plecak z kanapy i wyszła, nie oglądając się za siebie. W tym momencie usłyszała męski głos w słuchawkach. – Szefowo, samochód ludzi, którzy przyjechali cię odebrać, utknął w błocie niedaleko wioski. – Dobra – odpowiedziała nonszalancko Yvette. Przez słuchawki Jake dał upust swojej złości: – Ten cholerny Tyler i jego rodzina są po prostu podli! Jak śmieli wyrzucić cię w ten sposób. To tobie zawdzięczają swoje wygodne życie! Rzeczywiście, gdyby nie Yvette, Tyler i jego rodzina nie żyliby przez te wszystkie lata na wysokim poziomie. Lisie oczy Yvette opadły lekko. Wszystko, co robiła, robiła dla swojej babci. Kayla Jones przygarnęła Yvette, posuwając się nawet do traktowania jej jak własnej wnuczki. Zatem, skoro babcia odeszła, nie było już powodu, dla którego Yvette miałaby zostać w tym domu. – Szefowo, dałem im posmakować ich własnego lekarstwa! – powiedział wściekły Jake. Gdy tylko te słowa opuściły jego usta, za plecami Yvette rozległ się ogłuszający huk. Elegancka willa rodziny Murphy runęła w jednej chwili. Amy i Lynda straciły przytomność na miejscu. W innym miejscu, tuż przed wjazdem do wioski, czarne Ferrari ugrzęzło głęboko w błocie. Larry wyglądał na zaniepokojonego i bezradnego jednocześnie. – Wysiądź z samochodu. Yvette lekko zapukała w szybę swoimi smukłymi, bladymi palcami. Kiedy Larry podniósł wzrok, zobaczył jej wykwintną, promienną twarz. Miała delikatne, malownicze rysy oraz zniewalające, lśniące oczy, które były niemal zbyt piękne, by mogły być prawdziwe. Jej rysy twarzy uderzająco przypominały państwa Murray. Błysk zdumienia przemknął przez oczy Larry'ego, gdy natychmiast zdał sobie sprawę, że to musi być zaginiona córka Murrayów, po którą został wysłany. Niezwłocznie wysiadł z samochodu, zgodnie z poleceniem. Yvette wślizgnęła się na fotel kierowcy, a jej blade dłonie z łatwością chwyciły kierownicę. Płynnie wyjechała samochodem z błota – wyczyn, który przerastał Larry'ego przez ostatnie pół godziny. – Jest pani niesamowita, panno Murray! – wykrzyknął Larry z podziwem. Mimo wieloletniego doświadczenia za kółkiem nie potrafił uwolnić samochodu, a ona zrobiła to z łatwością. – Jedziemy. – Yvette zarzuciła plecak na ramię i wsiadła na tylne siedzenie. Swobodnie założyła nogę na nogę w pewny siebie i władczy sposób. – Ale panno Murray, państwo Murray polecili mi przekazać te prezenty pani przybranym rodzicom, aby odwdzięczyć się za ich dobroć w wychowaniu pani… Yvette uniosła swoje zniewalające oczy, by na niego spojrzeć, a jej ton był obojętny. – Będziesz słuchać mnie czy ich? Mimo młodego wieku, aura, którą roztaczała, była niesamowicie onieśmielająca. – Będę słuchać… pani, panno Murray – wydukał Larry. – Zabiorę panią teraz z powrotem do Jubilife City! Jubilife City? Yvette leniwie uniosła brew. Przypomniała sobie, że tablica rejestracyjna samochodu to JBC-01. W miejscu takim jak Jubilife City zdobycie takiej rejestracji wymagało nie tylko pieniędzy, ale i znaczących wpływów. Chociaż Yvette nie wiedziała, skąd Amy i jej rodzina usłyszeli, że jej biologiczni rodzice są biedni, była teraz pewna, że w niczym nie przypominają tamtego opisu. – Dobrze. Patrząc na chłodną postawę Yvette, Larry nie mógł powstrzymać się od chęci porozmawiania z nią nieco więcej. – Panno Murray, pani rodzice chcieli odebrać panią osobiście, ale choroba pani Murray znów się nasiliła, więc pan Murray musiał zostać i się nią opiekować. Wszyscy pani bracia również są w tej chwili poza domem, więc wysłali mnie po panią. – Państwo Murray szukali pani przez te wszystkie lata i w końcu panią znaleźli… Yvette z obojętnością słuchała jego paplaniny, co sprawiło, że Larry poczuł dla niej jeszcze większe współczucie. Pomyślał, że jest niezwykle dobrze ułożona. Rodzice z pewnością bardzo ją polubią. Zanim dotarli do rezydencji Murrayów, był już wieczór. Posiadłość znajdowała się w najzamożniejszej dzielnicy Jubilife City. Samochód powoli zatrzymał się przed wejściem do rezydencji, a Larry przerwał ciszę: – Jesteśmy na miejscu, panno Murray. – Taa – odpowiedziała Yvette, kiwając głową. Jej chłodne spojrzenie padło na tabliczkę nad drzwiami, gdzie nazwisko „Murray” zostało wyryte pogrubioną, elegancką kaligrafią. Rozpoznała charakter pisma jako charakterystyczne dzieło Johna Stevensa, którego prace były cenne i bardzo poszukiwane. Uśmiechnęła się figlarnie, a jej ton był spokojny. – Moja rodzina jest całkiem bogata. – Oczywiście, panno Murray. Pani ojciec jest najbogatszym człowiekiem w Jubilife City!

Odkryj więcej niesamowitych treści