– Yvie, moja droga Yvie…
W chwili, gdy Yvette wysiadła z samochodu, została mocno przytulona przez piękną kobietę, która wybiegła w jej stronę.
Twarz kobiety była blada, co sprawiało, że wyglądała na nieco wątłą. Jednak jej oczy były pełne tęsknoty i ekscytacji.
– Moja droga Yvie wreszcie wróciła!
Irwin Murray podążał tuż za nią, jego oczy również były lekko zaczerwienione, gdy zawołał ciepło:
– Jestem twoim tatą, Yvie. Witaj w domu!
Ciepłe uczucie przepłynęło przez serce Yvette. Spuściła wzrok i lekko skinęła głową.
– Moja cenna Yvie, w końcu do mnie wróciłaś! – Yara Strauss nie mogła powstrzymać wzruszenia, a łzy spływały jej po policzkach.
Trzymała Yvette mocno i nie chciała jej puścić.
Widząc ją tak rozemocjonowaną, Irwin szybko podszedł, by ją wesprzeć.
– Yaro, nie możesz się tak denerwować, to niedobre dla twojego zdrowia. Powrót naszej córki do domu to radosna okazja, koniec ze łzami.
Obserwując stan emocjonalny Yary, Yvette zacisnęła swoje czerwone usta i powiedziała nieco niezręcznie:
– Nie smuć się, mamo. Wróciłam.
Słysząc słowo „mamo”, Yara natychmiast puściła rękę Irwina i uczepiła się ramienia Yvette, a jej oczy były pełne oczekiwania.
– Yvie, czy możesz nazwać mnie „mamą” jeszcze raz?
Irwin mógł tylko westchnąć, gdy Yara odepchnęła go na bok.
Wyglądało na to, że wraz z powrotem jego drogocennej córki, jego pozycja u żony natychmiast spadła na łeb, na szyję!
Długie, delikatne rzęsy Yvette zatrzepotały lekko, ale wciąż cicho powtórzyła:
– Mamo.
– To moja grzeczna dziewczynka! – Blada twarz Yary rozjaśniła się energią, a promienny uśmiech rozlał się po jej pięknym obliczu.
– Yvie, przygotowałam dla ciebie pokój. Chodź ze mną i wybierz, który ci się podoba. – To mówiąc, delikatnie ujęła dłoń Yvette i poprowadziła ją do wnętrza rezydencji.
Całkowicie zignorowany Irwin westchnął bezradnie, po czym szybko ruszył za nimi.
Musiał zaznaczyć swoją obecność przed ukochaną córką; nie mógł pozwolić, by jej matka tak całkowicie go przyćmiła!
Wewnątrz wystrój rezydencji był jeszcze bardziej luksusowy i wystawny, niż można się było spodziewać. Służba domowa stała w równym szeregu i przywitała ją z szacunkiem:
– Witamy w domu, panno Murray!
Rozległ się łagodny głos Yary:
– Yvie, masz pięciu braci. Ale w tej chwili nie ma ich w domu. Już im kazałam wracać jak najszybciej. Wkrótce ich zobaczysz!
Yvette skinęła głową, a jej wyraz twarzy pozostał spokojny.
– Dobrze.
– Yvie, udekorowałam ten pokój specjalnie dla ciebie. Podoba ci się? – Yara zaprowadziła Yvette na pierwsze piętro i otworzyła drzwi, patrząc na nią wyczekująco. Irwin stał cicho z tyłu.
Widząc, że pokój jest różowy, Yvette zacisnęła usta. Następnie napotkała pełne nadziei spojrzenie Yary i po chwili wahania skinęła głową.
– Podoba mi się.
– Wiedziałam, że ci się spodoba! – Uśmiech Yary stał się jeszcze jaśniejszy. Miała tyle do powiedzenia, ale wiedziała też, że Yvette będzie zmęczona po długiej podróży.
Poklepała Yvette po głowie i powiedziała cicho:
– Jest późno, Yvie. Odpocznij, porozmawiamy jutro.
– Dobrze.
– Dobranoc, Yvie!
Yara i Irwin niechętnie opuścili pokój. Ich entuzjazm i czułość były dla Yvette nieco przytłaczające, ale w głębi duszy poczuła ciepło.
Wcześniej, gdy Yara trzymała ją za ramię, Yvette skorzystała z okazji, by sprawdzić jej puls. Odkryła, że zdrowie Yary jest rzeczywiście wątłe, prawdopodobnie z powodu utrzymujących się problemów po przebytych chorobach.
Yvette postanowiła pomóc jej w pełni wyzdrowieć.
– Szefowo! – Głos Jake'a dobiegł ze słuchawki Yvette. – Rzecz, której szukasz, właśnie się pojawiła! Członkowie tej grupy są w tej chwili w Royal Pavilion!
– Zrozumiałam.
Zimny błysk pojawił się w zniewalających oczach Yvette.
– Przygotuj się. Czas, żebyśmy odzyskali ten przedmiot.
– Zrozumiałem, szefowo! Będę czekał na ciebie w Royal Pavilion!
Yvette mruknęła w odpowiedzi.
…
Royal Pavilion był największym klubem w Jubilife City, słynącym z ekstrawagancji i częstych wizyt bogatych i wpływowych ludzi.
Czarny Maybach stał zaparkowany przy wejściu.
– Panie Quinn, Starsza Pani Quinn dzwoniła ponownie. Powiedziała, że rodzina Murrayów połączyła się ze swoją zaginioną córką i zasugerowała, żeby odwiedził ich pan w wolnym czasie. W końcu to pana narzeczona. Powinien pan ją poznać – powiedział mężczyzna na miejscu kierowcy.
Przy na wpół otwartym oknie samochodu, w leniwej pozie siedział chłodny i dostojny mężczyzna.
– Jeśli dobrze pamiętam, ta młoda dama kończy w tym roku zaledwie osiemnaście lat – zauważył.
Jego ostre kostki dłoni trzymały papierosa, dodając odrobinę pociągającego uroku jego opanowanej postawie.
– Czy wy wszyscy uważacie mnie za jakiegoś potwora?
Samuel odpowiedział z wahaniem:
– To tylko sugestia Starszej Pani Quinn, panie Quinn. Ja ją tylko przekazuję.
– Hm. – Wilson zgasił papierosa w dłoni, a jego przystojna, acz złowieszcza twarz stała się zimna. Nagły chłód zdawał się przenikać powietrze, powodując dreszcz na plecach Samuela.
– Przygotuj się. Za kilka dni zerwę zaręczyny z rodziną Murrayów.
– Zrywa pan zaręczyny? – Samuel był zszokowany. – Panie Quinn, zaręczyny między rodziną Quinn a rodziną Murray zostały zaaranżowane przez poprzednie pokolenie. Jeśli Starsza Pani Quinn dowie się, że pan je odwołał, będzie wściekła…
– W takim razie nie pozwolę, żeby się o tym dowiedziała.
Samuel miał zmartwiony wyraz twarzy.
– Ale panie Quinn…
Wilson jednak nie miał cierpliwości, by go wysłuchać. Z mrożącym krew w żyłach spojrzeniem, rzucił wyzywająco:
– Hę?
Już ten jeden dźwięk sprawił, że Samuel dostał gęsiej skórki, co skłoniło go do trzymania języka za zębami. Nie odważył się wypowiedzieć ani słowa więcej.
W tym samym czasie potężny motocykl przemknął z rykiem obok ich samochodu, zatrzymując się po drugiej stronie.
Yvette zsiadła z motocykla z łatwością, opierając się o niego leniwie w oczekiwaniu na przybycie pozostałych.
Jej nogi były tak jasne, że zdawały się świecić. Swobodnie zgięte, dopełniały jej oszałamiającą twarz i natychmiast przykuły uwagę wszystkich.
Wzrok Wilsona mimochodem powędrował w stronę Yvette, łapiąc w polu widzenia jej profil oraz te długie, smukłe nogi.
W jednej chwili jego wyraz twarzy uległ zmianie, a oczy pociemniały na ten widok. Jej nogi były niezwykle jasne i delikatne.
– Panie Quinn… Panie Quinn? – zawołał Samuel kilka razy, zdziwiony roztargnieniem Wilsona.
Kiedy Wilson w końcu odwrócił się z powrotem do Samuela, jego ostre spojrzenie było przeszywające, a chłodny głos zabarwiony zniecierpliwieniem.
– O co chodzi?
Samuel był zaskoczony jego onieśmielającą postawą i poczuł się nieco pokrzywdzony. Szybko odezwał się z szacunkiem:
– Starsza Pani Quinn znów dzwoni.
Zimne brwi Wilsona zdradziły cień rezygnacji, gdy uszczypnął się w nasadę nosa.
– Odbierz, po prostu zignoruj cokolwiek ma do powiedzenia.
Jeśli jego babcia, Martha Tabor, dzwoniła o tej porze, to prawdopodobnie w sprawie zaręczyn z córką Murrayów – ale on nie miał zamiaru być potworem.
Samuel nie odważył się mu sprzeciwić i niechętnie spełnił polecenie:
– Tak jest, panie Quinn.
Kiedy Wilson wyjrzał ponownie przez okno, sylwetki dziewczyny nie było już widać.
Jego głęboko osadzone oczy zwęziły się, a źrenice stały się ciemniejsze i jeszcze bardziej tajemnicze.
















