Pianino stało w rogu salonu, a Yvette podeszła do niego.
Yasmin obserwowała ją z pogardą, spodziewając się, że Yvette zrobi z siebie pośmiewisko.
Yasmin wydawało się to żartem, ponieważ Yvette odważyła się grać na pianinie bez nut. Nawet Yasmin z trudem grała bez nut, więc jak Yvette, dziewczyna ze wsi, która nigdy wcześniej nie widziała pianina, mogła sobie poradzić?
Jednak w mgnieniu oka zadowolony z siebie wyraz twarzy Yasmin zamarł, gdy salon wypełnił niebiański dźwięk pianina.
Smukłe palce Yvette poruszały się bez wysiłku po klawiszach, gdy grała krótki utwór.
Już po tym krótkim występie Yasmin mogła od razu stwierdzić, że umiejętności Yvette znacznie przewyższają jej własne.
Jak to było możliwe? Nie miała nawet nut, a grała tak dobrze.
Twarz Yasmin zbladła w jednej chwili, nie mogąc zaakceptować tej rzeczywistości. Wszystkie drwiny, na które się wcześniej zdobyła, teraz wydawały się policzkami wymierzanymi samej sobie.
– To było niesamowite, Yvie! – wykrzyknęli Yara i Irwin, a ich twarze były pełne zachwytu. Nie mogli powstrzymać dumy i radości, nieustannie chwaląc Yvette.
– Kto by pomyślał, że Yvie ma taki talent muzyczny! – dodała Yara, a jej oczy błyszczały z podziwu.
Oczywiście, że była ich cenną córką – była po prostu wybitna!
Zauważając jednak dyskomfort Yasmin, szybko spróbowali załagodzić sytuację.
– Yvie, twój tata i ja planujemy wydać wielkie przyjęcie, żeby przedstawić cię wszystkim. Yasmin, ty i Yvie możecie wystąpić razem na tym wydarzeniu! Wasz duet z pewnością wszystkich olśni!
Wyraz twarzy Yasmin stał się jeszcze bardziej posępny.
Zamierzali urządzić przyjęcie dla Yvette, ale nigdy nie urządzili przyjęcia dla niej!
Teraz, gdy ich biologiczna córka wróciła, jej miejsce w tej rodzinie wymykało się z rąk.
Mimo to Yasmin zdołała szybko stłumić swoją frustrację. Uśmiechnęła się słodko, mówiąc:
– To wspaniale! Bardzo się cieszę, że zagram z Yvie!
Yasmin podjęła decyzję. Nie pozwoli, by Yvette miała łatwo na przyjęciu!
Słysząc to, Yara i Irwin skinęli głowami z satysfakcją.
– Yvie i Yasmin, wspaniale jest widzieć, że dogadujecie się jak siostry!
– Chodź za mną, Yvie. Wybierzemy suknię na przyjęcie – powiedziała Yara, a jej oczy były pełne ciepłego uczucia. – Yvie, jesteś taka piękna, założę się, że będziesz wyglądać oszałamiająco w sukni!
Czułe spojrzenie Yary sprawiło, że Yasmin poczuła niesamowitą zazdrość.
Yasmin nie mogła tego znieść i szybko się odezwała:
– Ciociu Yaro, ja też chętnie pomogę Yvie wybrać suknię! Mogę jej pomóc, skoro dorastała na wsi i pewnie wcześniej nie nosiła sukni balowej!
Yara uznała słowa Yasmin za nieco odpychające, ale widząc jej pozornie życzliwy wyraz twarzy, przekonała samą siebie, że po prostu przesadza.
– Dobrze. Yasmin, ty też możesz iść. Będzie miło wspólnie wybrać suknię. Obie jesteście moimi kochanymi dziećmi! Nawet po powrocie Yvie, Irwin i ja nadal będziemy cię kochać jak własną córkę!
Yasmin uśmiechnęła się szyderczo w duchu, myśląc, że Yara kłamie w żywe oczy. Gdy tylko Yvette wróciła, całe ich uczucie przeniosło się na nią. Twierdzenie, że nadal kochają ją jak córkę, było tylko fikcją.
Mimo swoich myśli Yasmin przybrała słodki uśmiech.
– Ciociu Yaro, wiem, jak bardzo ty i Wujek Irwin się o mnie troszczycie. Będę się dogadywać z Yvie i obie będziemy dla was dobre.
– To nas bardzo cieszy! – powiedziała Yara, uśmiechając się ciepło i klepiąc Yasmin po ręce.
Yasmin wykorzystała ten moment, by czule wziąć Yarę pod ramię. Następnie rzuciła wyzywające spojrzenie w stronę Yvette.
I co z tego, że Yvette była ich biologiczna córką?
Yasmin była przez nich wychowywana przez osiemnaście lat i ich więzi nie dało się podważyć.
Poza tym znajdzie sposób, by wypędzić tę wiejską dziewczynę z rodziny Murrayów, upewniając się, że cała miłość i uwaga znów będą należeć do niej.
…
W drodze do centrum handlowego Yasmin trzymała się blisko Yary i Irwina, przerywając za każdym razem, gdy próbowali rozmawiać z Yvette. Nieustannie odwracała ich uwagę.
Niezrażona tymi małostkowymi sztuczkami, Yvette odeszła kawałek, by zaczerpnąć świeżego powietrza.
– Pomocy… Ktokolwiek… Proszę… Proszę, ratujcie Starszą Panią Quinn…
Elegancko ubrana starsza kobieta o siwych włosach leżała nieprzytomna na ziemi, podczas gdy jej wyraźnie zrozpaczony pracownik błagał o pomoc.
Nikt jednak nie odważył się podejść, obawiając się potencjalnego oszustwa.
Yvette szybko oceniła sytuację, rozpoznając zawał serca. Bez natychmiastowego leczenia życie kobiety było zagrożone.
Ukłuł ją smutek – jej babcia również zmarła na nagły zawał serca.
Yvette przygryzła dolną wargę i wyjęła z kieszeni zestaw igieł. Ruszyła naprzód i podeszła do nieprzytomnej kobiety.
– Proszę tam nie iść, młoda damo. A co jeśli to oszustwo?
– Taa, nie będziesz w stanie ponieść konsekwencji, jeśli tak jest.
– Zgadza się, młoda damo. Trzymaj się z daleka. Zadzwoniliśmy już pod 112. Karetka wkrótce tu będzie.
– Odsunąć się. – Zniewalające lisie oczy Yvette błysnęły, gdy zwróciła się do nich. Jej głos, choć cichy, niósł ze sobą nutę autorytetu.
Mimo jej młodego wieku było w niej coś, co budziło szacunek. Tłum instynktownie cofnął się, robiąc jej przejście.
Nie tracąc czasu, smukłe palce Yvette zręcznie chwyciły srebrną igłę i miała właśnie wykonać akupunkturę na starszej kobiecie.
– Co pani robi? – Pracownik był zaskoczony i natychmiast próbował ją zablokować.
Oczy Yvette pozostały spokojne i niewzruszone.
– Ona nie ma dużo czasu. Jeśli nie zadziałamy teraz, będzie za późno.
Pracownik potrząsnął gorączkowo głową.
– Nie, nie, jest pani za młoda. Co pani wie o akupunkturze? Co zrobimy, jeśli coś stanie się Starszej Pani Quinn?
– Biorę na siebie pełną odpowiedzialność – stwierdziła stanowczo Yvette.
Pracownik chciał dalej protestować, ale widząc, że twarz Marthy z każdą sekundą staje się coraz bardziej fioletowa, przygryzł wargę i postanowił zaryzykować.
– Proszę ratować Starszą Panią Quinn, młoda damo!
– Zostaw to mnie – odpowiedziała Yvette. Nie tracąc czasu, rozpoczęła zabieg akupunktury. Jej ruchy były płynne i precyzyjne – oglądanie ich było niemal hipnotyzujące.
Wkrótce Martha zakasłała gwałtownie i powoli odzyskała przytomność. Gdy jej zamglone oczy otworzyły się, utkwiły w Yvette. Na jej twarzy malowało się zdumienie.
– Skąd wziął się ten anioł? Czy jestem w niebie?
Martha kontynuowała:
– Ojej, nie miałam nawet okazji zobaczyć, jak mój niewdzięczny wnuk się żeni i ma dzieci. Chciałam potrzymać prawnuka…
– Starsza Pani Quinn, nic pani nie jest. Proszę nie mówić takich złowieszczych rzeczy! – przerwał jej pracownik. – To ta młoda dama panią uratowała!
– O, wspaniale. Nie umarłam! – Martha westchnęła z ulgą, a jej otępienie stopniowo ustępowało.
Zwróciła się do Yvette z ciepłym, pełnym wdzięczności wyrazem twarzy.
– Dziękuję ci bardzo, młoda damo. Nie miałabym szansy zobaczyć prawnuka, gdyby nie ty. Jesteś moją wybawicielką!
















